wtorek, 18 grudnia 2012

Power Ring rośnie w siłę

Oto i dopracowaliśmy się kolejnego powodu do dumy w wymiarze europejskim. Konferencja Power Ring, odbywająca się już po raz ósmy, cieszy się coraz większym prestiżem wśród specjalistów branży energetycznej, a także polityków i naukowców zainteresowanych tą dziedziną. Lista zaproszonych gości oraz zainteresowanie uczestników spotkania dobitnie potwierdzają, że Power Ring staje się jednym z najważniejszych wydarzeń konferencyjnych na kontynencie.

Trzy dowody

Pierwszym i podstawowym dowodem na powyższą tezę jest frekwencja. Zainteresowanie udziałem w spotkaniu jest coraz większe, mimo 400 miejsc dla słuchaczy już w połowie listopada zamknięto listę uczestników. Dowód drugi to nazwiska panelistów. Z roku na rok zaproszenie przyjmują coraz ważniejsi w branży szefowie spółek, przedstawiciele świata nauki i wysocy rangą politycy, zajmujący się w skali unijnej szeroko pojętą energetyką i ochroną środowiska. Zaryzykowałbym nawet tezę, że w tym roku po raz pierwszy udało się zgromadzić za jednym stołem prezydialnym przedstawicieli największych w naszej części Europy operatorów systemów przesyłowych, którzy podjęli dyskusję na temat wspólnego rynku energetycznego.

piątek, 14 grudnia 2012

Właśnie minął rok

Adres abbpolska.blogspot.com aktywny jest już od roku. Przyzwoitość nakazuje więc przygotować małe podsumowanie. Choć z drugiej strony, nad przyzwoitością – przynajmniej u mnie – góruje ciekawość. Kto i czego tu szuka? Jakie tematy cieszą się największym zainteresowaniem? Czy jest sens w ogóle ten blog kontynuować...

Mamy gości z Ameryki

Na szczęście tą wątpliwość możemy odrzucić, bo ze statystyk wynika, że sens jest. Przez ten rok – do dzisiejszego ranka włącznie – strony naszego bloga „otworzyły się” ponad 17 tys. razy! Co oznacza, że każdego dnia klikano w nie 46 razy, a bawiąc się dalej w statystykę możemy chyba nie bez dumy ogłosić, że na strony abbpolska.blogspot.com ktoś zagląda co pół godziny. Biorąc pod uwagę cała dobę. Bo w nocy też się coś dzieje, głównie z tego względu, że towarzystwo mamy iście międzynarodowe.
Goszczą u nas czytelnicy z trzech kontynentów. Wśród nich największa grupę stanowią Polacy. Co chyba oczywiste. Ale już na trzecim miejscu (za Niemcami) są mieszkańcy Stanów Zjednoczonych. Również z Alaski. Odwiedza nas też sporo osób z Rosji, Francji i Wielkiej Brytanii.

sobota, 8 grudnia 2012

Kto jest bardziej efektywny, My czy Oni?

Rzeczywistość widziana przez pryzmat efektywności energetycznej podzieliła świat na dwie grupy: Nas i Ich. My to odbiorcy i użytkownicy energii elektrycznej, Oni to jej wytwórcy i dystrybutorzy. Skąd ten podział? Ano trochę z prawodawstwa, trochę z konieczności i odrobinę z... wygody. Z Ich wygody.

wtorek, 4 grudnia 2012

Z morskiego wiatraka po Szynie Bałtyckiej

Jeszcze kilka lat temu taki rozwój wydarzeń nikomu nie przychodził do głowy, czego najlepszym dowodem są zapisy w „Polityce Energetycznej Polski do 2030 roku”. Choć od jej opublikowania minęły zaledwie trzy lata, to już widać, że zapisy te trzeba będzie modyfikować. Na szczęście stosowna uchwała Rady Ministrów przewidziała możliwość wprowadzania zmian w dokumencie.

Dzień wiatraków na morzu

A cała sprawa idzie o wiatraki, które mają stanąć na Bałtyku. Niedawno mówiło się o nich tylko w kontekście Niemiec lub Wielkiej Brytanii. O takich inwestycjach wzdłuż naszego wybrzeża myśleli tylko wizjonerzy-optymiści, no i może kilku zadeklarowanych ekologów. A mówiąc bardziej poważnie, to rzeczywiście nikt nie przewidywał, że tak szybko teoria zacznie się w naszych warunkach urzeczywistniać. Co prawda jeszcze żaden wiatrak na bałtyckich wodach nie stanął, ale pierwsze pieniądze z koncesji do Skarbu Państwa już wpłynęły, co oznacza, że inwestorzy bardzo poważnie podchodzą do sprawy.

piątek, 30 listopada 2012

Debata: „Szyna Bałtycka – Morskie Systemy Energetyczne a gospodarka niskoemisyjna” - transmisja na żywo.

„Szyna Bałtycka – Morskie Systemy Energetyczne a gospodarka niskoemisyjna”
30 listopada (piątek), godz. 11.00,
Redakcja „Polityki”, ul. Słupecka 6, Warszawa

"Podczas debaty postaramy się zastanowić jakie rozwiązania technologiczne mogą wspomóc efektywne odebranie energii z morza. Czy Szyna Bałtycka może być takim rozwiązaniem?

Szyna Bałtycka – główna oś przesyłowa Polskich Sieci Morskich, składająca się z podmorskiego kabla stałoprądowego przesyłowego 400 kV o długości ok. 350 km, przebiegająca wzdłuż brzegu morskiego oraz 3-4 węzłowych morskich stacji wysokiego napięcia.
" (Źródło opisu: www.proinwestycje.pl)

Oglądaj na żywo 30 listopada od 11:00

czwartek, 29 listopada 2012

Modernizacja polskich kolei kluczowa dla europejskiego połączenia zachód-wschód

Polska posiada jeden z największych systemów kolejowych we wschodniej Europie, składający się z około
20 000 km torów, z czego ponad połowa zasilana jest z napowietrznych linii 3 kV prądu stałego (DC). System tworzy ważne ekonomicznie połączenie pomiędzy zachodnią i wschodnią Europą. Wiele krajów w regionie również chwali się swoją dużą siecią kolejową, z wciąż rosnącą liczbą pasażerów i przewozów towarowych, co w coraz większym stopniu wymusza na polskiej sieci kolejowej modernizację zarówno krajowych, jak i międzynarodowych połączeń.

(źródło: PKP Intercity)

Aby sprostać tym wyzwaniom, PKP Energetyka S.A., spółka odpowiedzialna za dostawy energii elektrycznej dla użytkowników polskiej kolei, inwestuje w podstacje trakcyjne, rozszerzając tym samym obszar zelektryfikowania o kolejnych 1000 km standardowych torów, dzięki czemu większa liczba pociągów będzie mogła jeździć z prędkością 160 km/h. Spółka planuje również wziąć udział w projekcie budowy około 450 km linii dla nowych kolei dużych prędkości, aby pasażerowie mogli podróżować między Warszawą, Łodzią i Kaliszem z prędkością ponad 200 km/h. Chcąc osiągnąć ten ambitny cel, PKP Energetyka S.A. zamówiła 138 zespołów prostownikowych ABB za prawie 110 mln złotych, które dołączą do kilkuset innych prostowników, pracujących obecnie w systemie zasilania PKP. Zapewni to użytkownikom kolei dostępność energii elektrycznej prądu stałego na wysokim poziomie niezawodności nawet w momentach zwiększonego zapotrzebowania na energię.

ABB w ostatnich latach w znacznym stopniu zwiększyła swoją aktywność w sektorze kolejowym, zmieniając się z outsidera w dostawcę dla znaczących producentów taboru kolejowego oraz lokalnych operatorów sieci kolejowych. ABB jest wiodącym wytwórcą transformatorów trakcyjnych, silników trakcyjnych i przekształtników, które zapewniają zasilanie dla sieci trakcyjnych oraz infrastruktury kolejowej.

W portfolio firmy znajdują się między innymi produkty niskiego i średniego napięcia, jak również półprzewodniki i ograniczniki przepięć. Jesteśmy wiodącym dostawcą generatorów prądotwórczych i turbosprężarek dla pociągów z silnikiem diesela.
Instalacja prostowników ABB zagwarantuje polskim kolejom pozycję kluczowej sieci kolejowej w Europie, która jest w stanie sprostać wymaganiom rosnącej liczby przewozów towarów z oraz do Chin, jak również umożliwi stworzenie bezpieczniejszej i szybszej trasy dla przewozów pasażerskich. PKP Energetyka funkcjonuje na rynku od 2001 roku, sprzedając i dostarczając energię elektryczną oraz sprzedając paliwa płynne dla przewoźników i firm kolejowych. Dodatkowo, spółka oferuje również specjalistyczne usługi w sektorze energetycznym.

Autor: ABB

wtorek, 20 listopada 2012

Obywatelu! Podziel się pomysłem

O ile mnie pamięć nie myli, to chyba jeszcze się nie zdarzyło, żeby rząd – poszukując najlepszych rozwiązań swoich zmartwień – poprosił o pomoc obywateli. Tak po prostu. Tym bardziej więc dałem się zaskoczyć. Choć w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa.

Umysły „zwykłych” ludzi

źródło: facebook.com/niskoemisyjna

To był ruch Ministerstwa Gospodarki, które musi walczyć o ograniczanie różnych emisji, w tym dwutlenku węgla. Takie są wymogi prawa, Unii, ekologów i zwykłej przyzwoitości. Dlatego ministerstwo szuka sposobów najlepszych i najskuteczniejszych. A o takie – niestety – najtrudniej. Stąd zapewne próba sięgnięcia po świeże, kreatywne umysły nie skażone gospodarczym i korporacyjnym myśleniem. Umysły „zwykłych” ludzi.
W ramach prac nad Narodowym Programem Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej ministerstwo zaprasza do udziału w konkursie na najlepszy pomysł na redukcję emisji w Polsce. Konkurs jest błyskawiczny, bo trwa zaledwie trzy tygodnie, a jego głównym polem działania jest internet. Tam właśnie, na stronie facebook.com/niskoemisyjna, można poznać szczegóły. Aby wziąć udział w konkursie trzeba wypełnić formularz i opisać swój pomysł rozwiązania zmniejszającego emisję CO2.
Przy okazji można się nico zabawić, wykonać test i obliczyć jaki mamy wpływ na środowisko i jak można to zmienić. Policzyć, na przykład, ile w swoim życiu zużyło się wody i energii elektrycznej oraz wyprodukowało śmieci. Dane – choć orientacyjne – są dość zaskakujące.

Proste rozwiązania skomplikowanych problemów

Konkurs trwa do 31 listopada. Jego rozstrzygnięcie nastąpi już 5 grudnia. Prace zostaną ocenione w dwóch kategoriach. Najbardziej innowacyjne i ciekawie merytorycznie propozycje wyłoni jury złożone z grona ekspertów pracujących nad Narodowym Programem Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej. Z kolei internauci będą mogli wytypować swojego faworyta używając na Facebooku tzw. polubień. Na zwycięzców czekają atrakcyjne nagrody m.in. skuter elektryczny, rowery miejskie, aparaty i ładowarki solarne. Ponadto najciekawsze propozycje zostaną włączone do Programu i tym samym mają szansę na realizację.
Inicjatywa naprawdę niezwykle cenna i warta pochwalenia. Nie tylko ze względu na jej edukacyjny charakter, ale także na rzeczywistą możliwość znalezienia ciekawych i wartościowych pomysłów, bo w ludziach bez wątpienia drzemie niesamowity potencjał. Trzeba tylko chcieć i umieć po niego sięgnąć i skorzystać. I w tym kontekście szkoda jedynie, że konkurs trwa zaledwie trzy tygodnie. Choć z drugiej strony jest nadzieja, że stanowi zapowiedź zupełnie nowego sposobu poszukiwania prostych rozwiązań skomplikowanych problemów.




Sławomir Dolecki

środa, 14 listopada 2012

Samorząd lokalny i polityka biznesowa

Tradycyjnie przemysłowa Łódź odbudowuje powoli swoją pozycję na gospodarczej mapie kraju. Co prawda nie oznacza to, że na ulicach znowu spotkamy prawdziwe prząśniczki, bo czasy już nie te i spojrzenie na strukturę biznesową miasta jest nieco inne. Nie zmienia to jednak faktu, że właśnie odbudowa tradycyjnego obrazu miasta, jako centrum przemysłowego kraju, jest jednym z głównych celów władz samorządowych.

Łódź ma ambicje

Skąd taka teoria? Ano z życia. Nadarzyła się bowiem ostatnio okazja, żeby realizacji tej polityki – i to z bliska – dokładnie się przyjrzeć. A o szczegóły zapytać najbardziej zainteresowanych. Okazją była nowa inwestycja ABB w Łodzi, budowa od podstaw nowej fabryki komponentów do transformatorów. Zresztą inwestycja ciekawa dla miasta z wielu powodów – finansowych, społecznych i wizerunkowych. Bo „miejski” public relations wcale nie pozostaje bez znaczenia.
Ale po kolei. ABB podejmuje decyzję o wybudowaniu na swoim terenie kolejnej fabryki. Nie musi inwestować w grunty, ani w infrastrukturę. Ma „pod ręką” wszystko, co potrzeba. No, prawie wszystko, bo nowa hala fabryczna znajdzie się na tyłach starej fabryki, więc dojazd do niej musi być od drugiej strony. A tam, niestety drogi nie ma. To znaczy jest, ale byle jaka. Trwają negocjacje z samorządem, a ten deklaruje, że droga powstanie. porządna, szeroka, z pełną infrastrukturą. Pieniądze da... Marszałek Województwa. Dlaczego miasto i województwo wyrażają aż taką ochotę do współpracy? Właśnie z powodu polityki. Łódź ma bowiem ambicje stać się centrum przemysłu kreatywnego, wiedzochłonnego, hi-tech i R&D. Miasto stricte robotnicze się nie sprawdziło, pokazała to historia.

PIT, CIT i absolwenci

No więc po pierwsze – ulica. Po drugie – krótkie i konkretne negocjacje. Po trzecie – błyskawicznie (jak na polskie realia) podpisane wszystkie uzgodnienia, pozwolenia, akceptacje, warunki przyłączeniowe i budowlane. A co w zamian? Bo ABB będzie mieć nową fabrykę. A miasto?
Miasto i region przede wszystkim podatki. PIT, CIT i wszystko co tam jeszcze należy do fiskusa odprowadzić. Będą też nowe miejsca pracy. Co prawda nie zmieni to znacząco łódzkiego rynku pracy, bo będzie ich docelowo 140, co w 700-tysięcznym mieście nie rzuca na kolana, ale wcześniej na tej inwestycji zarobią przecież także lokalni dostawcy materiałów budowlanych, wykonawcy i podwykonawcy czy firmy transportowe. A i tych 140 nowych miejsc pracy nie ma co lekceważyć, bo według Hanny Zdanowskiej, prezydent Miasta Łodzi, te stanowiska są niezwykle ważne z punktu widzenia możliwości zatrzymania w mieście absolwentów wyższych uczelni – młodych, wykształconych, dynamicznych, wchodzących w życie ludzi. Łódź ma obecnie negatywną tendencję demograficzną, więc stara się zatrzymać w mieście jak najwięcej takich osób. I miejsca te mogą zadziałać jak „kula śniegowa”, dzięki której przemysłowy rozwój Łodzi będzie coraz dynamiczniejszy.
Ale Łódź – co stanowczo podkreślają samorządowcy – to nie tylko przemysł, to także miejsce do życia dla ludzi, a rozwój przemysłu będzie powodował tworzenie kolejnych dobrze płatnych miejsc pracy, a co za tym idzie poprawę warunków życia dla wszystkich mieszkańców i rozwój całego miasta.

„Miejski” public relations

Pozostaje jeszcze kwestia wspomnianego „miejskiego” public relations. Taki rozwój zdarzeń ma – zdaniem prezydent Zdanowskiej – „pokazać potencjalnym inwestorom, że w Łodzi warto lokować nie tylko nowe inwestycje, ale także rozwijać istniejące, że jest tu sprzyjający klimat dla rozwoju przedsiębiorczości. Decyduje się przecież na to firma, której marka jest znana i doceniana na całym świecie”.
A ulica, konkretnie Wersalska na Teofilowie Przemysłowym? Przyda się na pewno, i to nie tylko firmie ABB, choć z myślą o niej będzie wybudowana. Dalej leżą kolejne, całkiem atrakcyjne tereny przemysłowe, do których dotychczas nie było zbyt dobrego dojazdu. Teraz będzie. A z Wersalskiej do węzła autostradowego A1 i A2 jest tylko pół godziny jazdy. To gigantyczny kapitał lokalizacyjny. I wygląda na to – przynajmniej na razie – że Łódź wie, jak zrobić z niego użytek.



Sławomir Dolecki

wtorek, 30 października 2012

Silesia w elitarnym gronie

Katowice górą! Przynajmniej jeśli chodzi o poszukiwanie dobrych rozwiązań na przyszłość. Z tego, co mi wiadomo, jest to na razie jedyne miasto w Polsce, które zabrało się za rzeczową analizę opłacalności wdrożenia rozwiązań komunikacyjnych, opartych na pojazdach elektrycznych. Niedawno z zazdrością patrzyliśmy na Estonię, a dzisiaj sami należymy do pionierskiego zespołu.


Elitarna grupa

Katowice (źródło: Wikipedia)

Unijny projekt „Elektryczne Pojazdy w Miejskiej Europie” (EVUE) realizowany jest w dziesięciu europejskich miastach, a każde z nich leży w innym kraju. To dość elitarna grupa, która zdecydowała się na poszukiwanie rozwiązań i strategii, mogących w efekcie doprowadzić do publicznego i biznesowego wykorzystania pojazdów elektrycznych na poważniejszą skalę. Inicjatywa należy do samorządu lokalnego, którego celem długofalowym jest uczynienie miasta bardziej atrakcyjnym i konkurencyjnym dzięki znacznej poprawie jakości powietrza i zbudowaniu „ekologicznej” infrastruktury komunikacyjnej.
Partnerzy projektu wymieniają się doświadczeniami i propozycjami rozwiązań najważniejszych problemów związanych z ewentualnym wdrożeniem takiej strategii. Rozważają kwestie oporu społecznego, braku niezbędnej infrastruktury, szybkiego rozwoju technologii,a nawet rozkładają na czynniki pierwsze przestarzałe modele ekonomiczne.


Przykład dla innych

O całej sprawie – z własnej perspektywy – pisze w najnowszym wydaniu Biuletynu Urzędu Regulacji Energetyki Adam Lipiński, koordynator projektu EVUE z Wydziału Funduszy Europejskich w Urzędzie Miasta Katowice. Polecam lekturę, bo oprócz opisu projektu można tam poczytać o doświadczeniach innych miast, które autor tekstu obserwował osobiście. Poza tym z biuletynu można się dowiedzieć, że Raport Końcowy będzie zawierał przewodnik dotyczący metod pozyskania samochodów elektrycznych i punktów ich ładowania, informacje na temat ekonomicznych modeli eksploatacji w podziale na koszt przejazdu oraz obciążeń podatkowych, przegląd już funkcjonujących inwestycji i kosztów infrastruktury, możliwości podnoszenia standardów punktów ładowania samochodów. To będzie bez wątpienia ciekawy dokument. Ale liczę również na to, że wartościowym okaże się Lokalny Plan Działania, który ma być wymiernym rezultatem całego projektu. Tam mają znaleźć się praktyczne wskazówki, jak rozwiązać przedstawione przez każdego z partnerów projektu problemy. Jednocześnie wszyscy uczestnicy EVUE wskazywali przykłady dobrych praktyk, tzn. zrealizowanych lub realizowanych projektów na wskazanych przez siebie obszarach, które mogą być przykładem dla innych. Dokumentacja, jaka powstanie po zakończeniu projektu, będzie rekomendowana różnym szczeblom decyzyjnym w Unii Europejskiej, przy uchwalaniu przepisów prawa odnoszących się do problematyki projektu. Co urzędnicy z nimi zrobią? Zobaczymy.


Najlepszy ambasador

Z formalnego punktu widzenia projekt zakończy się w grudniu tego roku. Jednak już dzisiaj wiadomo, że uczestniczące w nim miasta chcą współpracować nadal. Ostatnie lata pokazują bowiem, że Unia stawia na promocję i rozwój motoryzacji elektrycznej. Poszerzanie świadomości społeczeństw, przekonywanie do nowych rozwiązań, ekonomiczne wspieranie inwestorów i użytkowników to priorytety w ekologicznej polityce Wspólnoty. Korzystajmy z tego. To akurat się opłaca.
A tak na marginesie, chyba jeszcze kilka lat temu do głowy by mi nie przyszło, że naszym ambasadorem w sprawach związanych z ekologią i promocją czystego transportu zostaną właśnie Katowice! Ale może to jest paradoksalnie najlepsze rozwiązanie? Bo gdzie bardziej, jak nie tam, ludzie chcą oddychać czystym powietrzem i chodzić po ulicach nie dręczonych przeraźliwym komunikacyjnym hałasem.



Sławomir Dolecki

środa, 24 października 2012

Misja prawdziwie edukacyjna

Muszę przyznać, że dałem się zaskoczyć, choć wiele marketingowych sztuczek w życiu już widziałem. Nie oszukujmy się, firmy są w stanie wznieść się na wyżyny niemalże parapsychologii, żeby tylko odpowiednio (i sprytnie) zaprezentować swoją ofertę. Znamy to wszyscy. Problem ten dotyczy również tak zwanej edukacji społecznej. Mówimy o problemie, pokazując jego rozwiązanie na konkretnych, zawsze własnych rozwiązaniach. No, ale tak działa biznes.

Tymczasem okazało się, że można inaczej. I tym właśnie dałem się zaskoczyć. Szczęśliwie padło akurat na firmę ABB. Szczęśliwie dla mnie, bo patron bloga mógłby krzywo patrzeć na pochwałę dla konkurencji, choć w takim przypadku nawet konkurencji pochwała należałaby się jak najbardziej.
Otóż podczas IX Kongresu Nowego Przemysłu, w trakcie panelu „Smart utilities. Inteligentne sieci w polskiej energetyce” Rafał Płatek z ABB, fachowiec od inteligentnych sieci, zapowiedział, że zaprezentuje korzyści płynące z wykorzystania nowoczesnych rozwiązań, ale będzie to prezentacja edukacyjna, a nie produktowa. Ha – pomyślałem – sprawdzę swoją czujność rewolucyjną i wyłapię cały produktowy przemyt, chociażby miałby być to przekaz podprogowy.
Pełne skupienie i... rozczarowanie. Prezentacja naprawdę ukazywała jedynie korzyści płynące z tworzenia inteligentnych sieci. Nie padła żadna nazwa produktu, systemu, rozwiązania, a nawet patentu.

Niestety – choć bardzo próbowałem – nie da się umieścić tej prezentacji w internecie. Jest świetna, prawdziwie interaktywna i doskonale czytelna. Wymaga jednak specjalnego oprogramowania. Mam nadzieję, że zainteresowanym uda się wcześniej czy później ją zobaczyć, na przykład podczas tragów, konferencji czy debat. Bo naprawdę warto.


Czytaj więcej: "Wydzielone enklawy w systemie energetycznym" - w magazynie Dzisiaj


Sławomir Dolecki

środa, 17 października 2012

Konferencje dwie, dylemat jeden

Dwie konferencje, dwie odmienne grupy ekspertów, różne – choć z tej samej branży – poruszane zagadnienia, i... ten sam motyw przewodni. W obu przypadkach raczej niezamierzony przez organizatorów, choć wygląda na to, że najciekawszy i budzący najwięcej kontrowersji.

Nie sztuka zorganizować konferencję branżową i zaprosić mówiących jednym głosem specjalistów. Sztuka dobrać prelegentów tak, żeby mogli żywiołowo podyskutować, bo ich spojrzenie na problem jest skrajnie odmienne. Udało się to zarówno podczas debaty "Kogeneracja rozproszona jako filar gospodarki niskoemisyjnej", jak i IX Kongresu Nowego Przemysłu. Pierwsze spotkanie poświęcone było znaczeniu mikrokogeneracji dla całego systemu energetycznego Polski, który – nie ma co ukrywać – potrzebuje szybkich i skutecznych rozwiązań w kontekście zbliżających się wyłączeń bloków energetycznych. Z kolei Kongres Nowego Przemysłu w zamyśle miał nakreślić perspektywy rozwojowe naszej energetyki zawodowej i gazownictwa. W obu przypadkach okazało się jednak, że najbardziej burzliwa dyskusja dotyczy pieniędzy. Co ciekawe nie w kontekście „skąd je wziąć”, tylko czy na pewno „trzeba je wydawać”.

Dopłacać? Prywatyzować?

Mikrokogeneracja, a więc przydomowe źródła energii, wytwarzające do kilku, czy kilkunastu kilowatów, zostały niestety przez projekt nowej ustawy energetycznej potraktowane po macoszemu. Bo niby trochę można je potraktować jak odnawialne źródła energii (a na to będzie nawet odrębna ustawa), ale nie do końca, gdyż mikrokogeneracja to także energia z gazu czy węgla. Według większości ekspertów jest to doskonałe uzupełnienie deficytu energetycznego, gdyż w przeciwieństwie do OZE stanowi bardzo stabilne źródło mocy. Dlatego też należy mu się wsparcie finansowe państwa, przynajmniej w formie preferencji. Z kolei przeciwnicy tej teorii twierdzą, że mikrokogenerację – podobnie jak większość najzwyklejszych biznesów – należy traktować w kategoriach ekonomicznych, bo dlaczego dopłacać do produkcji? To przecież zachowanie absolutnie nierynkowe.

Z podobnym dylematem zmierzyli się zaproszeni eksperci, dyskutujący na temat docelowego modelu polskiej energetyki zawodowej podczas kongresu Nowego Przemysłu. Tu jednak „spięcie” było znacznie wyraźniejsze, gdyż dyskutanci podzieli się bardzo wyraźnie na zwolenników i przeciwników prywatyzacji grup energetycznych. Czy państwo powinno mieć swoje spółki i w nie inwestować, czy może lepiej sprzedać je dużym międzynarodowym grupom energetycznym, które bez wątpienia wiedzą, jak na prądzie robić biznes. Wizja właściciela, którego decyzje uzależnione są od chwilowej konfiguracji politycznej kontra przejęcie strategicznej branży przez obcy kapitał. Prawdziwy merytoryczny spór specjalistów. Aż miło się tego słucha.

Prawdziwy dylemat

Ale co z tego wynika? Bo że energetyka jest dla kraju branżą strategiczną, nie ulega wątpliwości. Czy jednak w związku z tym państwo ma w nią inwestować? Przecież powinna opierać się na prawach rynku – jest wkład, jest produkcja, jest sprzedaż, jest zysk.
Tego dylematu nie podejmuję się rozstrzygnąć. Zresztą nawet najtęższe głowy ekonomii nie są w tej kwestii zgodne. Do mnie dociera jednak jeden argument, który – choć mocy – nie ułatwia decyzji. Argument, który padł podczas debaty o mikrokogeneracji – bezpieczeństwa energetycznego Polski nie wolno rozpatrywać w kategoriach ekonomicznych...

PS. Nie proponuję dyskusji na tym blogu, bo nie do końca czuję się w niej partnerem, ale bardzo chętnie przeczytam opinie osób, które zdanie na ten temat mają już wyrobione.

Sławomir Dolecki

czwartek, 11 października 2012

Święto dla programistów, czyli krótki wywiad z organizatorami DevDay 2012

Michał Śliwoń i Rafał Legiędź są pomysłodawcami i głównymi organizatorami konferencji DevDay, którą zorganizowano w tym roku już po raz drugi w Krakowie. Pod patronatem ABB, 250 programistów spotkało się na AGH, gdzie mieli szansę posłuchać prelekcji śmietanki developerskiego światka, lepiej się poznać lub też spotkać starych znajomych. Impreza, już po raz drugi, została bardzo dobrze oceniona przez uczestników. Pytamy zatem organizatorów gdzie tkwi sukces DevDay:

DevDay, jednym zdaniem, to?

[Rafał] DevDay to darmowa konferencja dla programistów nastawiona na wysokiej jakości prelekcje oraz możliwość spotkania się pasjonatów w luźnej atmosferze wykładów, rozmów i imprezy pokonferencyjnej.
[Michał] DevDay to Święto dla Programistów.

To już druga edycja imprezy. Jak porównalibyście ją do DevDay 2011?

[Michał] DevDay 2012 zachował tę samą formułę, ten sam rozmiar, przyjął te same założenia, co poprzednik, ale patrząc po jego odbiorze - był nieporównywalnie lepszy.
[Rafał] Impreza miała powtórzyć sukces z poprzedniego roku. Zaskoczeniem było dla nas to, że nie tylko powtórzyła, ale praktycznie każdy jej aspekt został poprawiony.

Jak wyglądały przygotowania do tegorocznej edycji?

[Rafał] Z doświadczenia z poprzedniego roku - przygotowania do imprezy tegorocznej zaczęliśmy już w styczniu. W zespole organizatorów znalazło się w tym roku aż 14 osób.
Dzięki pomysłowości zespołu - mieliśmy szansę zaskoczyć uczestników nietrywialnymi elementami konferencji, jak np. koszulki konferencyjne z miejscem do pisania na plecach, co w rezultacie dało ciekawe kompozycje uczestników.
[Michał] Są też osoby, które pomagają nam za pomocą niewidzialnych rąk. Przemysław Zakrzewski był osobą, która w zeszłym roku jako pierwsza uwierzyła, że nasz pomysł zorganizowania konferencji ma sens.
Bez jego wsparcia, pomocy i wiary w nas - nie byłoby ABB DevDay 2011 ani DevDay 2012.

Udało Wam się ściągnąć kilka ważnych nazwisk ze świata informatyki. Warto było?

[Rafał] Pewnie!
[Michał] Proszę zapytać tych wszystkich uczestników, którzy prosili o autografy, wspólne zdjęcia, którzy zadawali pytania osobom, których książki czytają. Bez tych nazwisk to wydarzenie nie byłoby tak dobre!

Jakieś szczególne momenty, które utkwiły Wam w pamięci z tegorocznej imprezy?

[Rafał] Nie było jednego momentu, to cały dzień, to atmosfera unosząca się w powietrzu, to radość, którą było widać na twarzach uczestników, ta inspiracja, która została na później.
[Michał] To również e-mail od uczestnika, po konferencji, że DevDay zainspirował go do zmian w życiu.

Jaką wartość ma impreza typu DevDay dla ABB?

[Rafał] ABB jest firmą, która nie kojarzy się z wytwarzaniem oprogramowania, a my pracując tutaj dobrze wiemy, że bardzo dużo elementów w firmie zależy od systemów wytworzonych przez nas. Dzięki tej imprezie możemy również zaprezentować się jako firma z dużym potencjałem developerskim.
[Michał] Najlepsi programiści mają to do siebie, że uwielbiają skupiać się w społecznościach, uwielbiają ze sobą rozmawiać, inspirować się nawzajem. ISDC i ABB mają ambicje być w tej grupie.

Już dziś macie szansę zachęcić do udziału w przyszłorocznej edycji. Dlaczego warto przyjechać za rok? Macie już jakieś wstępne plany?

[Michał] Zamierzamy powtórzyć sukces z tego roku, a skoro podobało się uczestnikom - zapraszamy już teraz.
[Rafał] Mamy w myślach parę pomysłów na naprawdę miłe niespodzianki. Nie zapeszajmy na razie :)

Dziękujemy za wywiad.



Zobacz pełną galerię zdjęć z DevDay >>>

Rafał Legiędź - Senior Software Developer w łódzkim Centrum Systemów Informatycznych ABB (ISDC)









Michał Śliwoń - Software Developer/Designer w łódzkim Centrum Systemów Informatycznych ABB(ISDC)

czwartek, 4 października 2012

Ustawa o OZE. Może będzie, a może nie...

Nie jest dobrze. Trójpak energetyczny rodzi się w bólach, wiele środowisk ma zastrzeżenia do planowanych zapisów, a tu na horyzoncie pojawiają się kolejne czarne chmury – być może ustawa o odnawialnych źródłach energii zostanie z ustaw energetycznych wyłączona i uchwalona ... nie wiadomo kiedy. Nic dobrego wyniknąć z tego nie może. Mało tego, już wiadomo, że nic dobrego nie wynika nawet z publicznych dywagacji na ten temat...

Komplikacja czy brak przeszkód?

Wiceminister gospodarki Mieczysław Kasprzak zastanawia się, co z tym fantem zrobić. Wyłączyć ustawę o OZE z „trójpaku”, przenieść pewne elementy regulacyjne z innych ustaw, a może część zapisów wprowadzić do innych aktów prawnych? A w ogóle, to regulacje miały zostać uchwalone do końca roku, a szanse na to są coraz mniejsze. Stawką w grze są także ustawy Prawo energetyczne i Prawo gazowe. Wszystkie potrzebne. Na każdą z nich czeka rynek.
– Jednoczesne procedowanie w Sejmie trzech ustaw jest niemożliwe. Rzecz polega na tym, że w jednej ustawie odwołujemy się do drugiej. W ustawie o OZE są odwołania do tej energetycznej i to komplikuje sprawę – wyjaśnia Mieczysław Kasprzak. Wyjaśnia? Jak dla mnie nie bardzo, ale wiceminister dodaje też szybko, że te odwołania znajdują się w kilku miejscach, więc przyjęcie ustaw oddzielnie, nie powinno stanowić istotnej przeszkody. Tak więc nie wiadomo – komplikacja czy brak przeszkód? Ale spraw niewyjaśnionych jest znacznie więcej, bo przecież ustawa ta ma wdrożyć do polskiego prawodawstwa unijną dyrektywę o promowaniu energii z odnawialnych źródeł. Czas na to minął w grudniu 2010 roku. Nie rozwiązano również kwestii szkoleń i uprawnień dla audytorów oraz rozdzielenia przesyłu energii od jej produkcji. A do tego w tle trwa międzyresortowy konflikt o podział pieniędzy z kar nakładanych na tych, którzy nie produkują energii odnawialnej. Według Ministerstwa Finansów pieniądze te powinny trafiać do budżetu. Według resortu gospodarki – podobnie jak w całej Unii – powinny wspierać rozwój OZE.

To tylko „oficjalna” przyczyna?

Krótko mówiąc nic nowego. Każde istotne i oczekiwane prawo rodzi się w naszym kraju w bólach. Z tego więc punktu widzenia powyższy wywód nie ma większego sensu, bo trzeba przyjąć, że tak jest i już. Ot, taka lokalna przypadłość. Ale sprawa ma jednak szerszy wymiar niźli tylko krytyczna ocena systemu prawodawczego w Polsce. Otóż te właśnie opóźnienia i publiczne dywagacje zaczynają przynosić wymierne konsekwencje. Niestety niezbyt optymistyczne.
Jak informuje „Financial Times" duńska firma Dong Energy oraz hiszpańska Iberdrola szykują się do wyjścia z inwestycji wiatrowych w Polsce. Obie firmy należą do największych inwestorów w tym segmencie energii odnawialnej w naszym kraju. Według dziennika zagraniczni inwestorzy są zniecierpliwieni zamieszaniem, jakie wciąż trwa wokół polskiego prawa, dotyczącego energii odnawialnej! I choć wielu specjalistów podkreśla, że to tylko „oficjalna” przyczyna, bo tak naprawdę spółki te przyjęły strategię redukującą zadłużenie, stąd pewne decyzje, to jednak sygnał wysyłany w świat nie jest dla nas pozytywny. I po raz kolejny nie jest fajnie, kiedy Europa pokazując nas palcem ma prawo powiedzieć: to Ci, którzy prostej ustawy przez kilka lat napisać nie potrafią...



Sławomir Dolecki

wtorek, 25 września 2012

Efektywność stała się prawem

No i stało się. Parlament Europejski przyjął dyrektywę efektywnościową. Pisaliśmy o tym wielokrotnie, choć zawsze w kontekście, że „kiedyś to nastąpi”. Właśnie nastąpiło.
Tym razem efektywność nie będzie wyborem, ale obligiem. Swoją decyzją Parlament wprowadził obowiązek wdrażania działań, które będą skutkowały racjonalnym (czytaj: oszczędnym) gospodarowaniem energią.

Zobowiązania dla państw członkowskich obejmują termomodernizację budynków administracji publicznej, optymalizację gospodarki energetycznej dla dystrybutorów, dostawców i dużych firm, które już przed audytem energetycznym nie uciekną. Według urzędniczych wyliczeń, ograniczenie zużycia energii o założone 20 proc. pozwoli zaoszczędzić w ramach Wspólnoty 50 mld euro rocznie.

Co wyniknie z tego ambitnego planu, który zresztą w ramach unijnych prac został znacząco okrojony i osłabiony, pokaże czas. Zgodnie z regulacjami mamy 18 miesięcy na wdrożenie zapisów nowej dyrektywy. Komisja Europejska przyjrzy się efektom prac poszczególnych państwa członkowskich w roku 2014, i wówczas się okaże, czy Polska po raz kolejny trafi na index. Podobnie, jak było to z dyrektywą w sprawie bezpieczeństwa jądrowego, dyrektywą gazową, dyrektywą w sprawie e-pieniądza itd...



Sławomir Dolecki

poniedziałek, 17 września 2012

Szkody milionowe, wykrywalność minimalna

Jest szansa, że będzie lepiej. Co prawda jeszcze się na świecie nie zdarzyło, żeby urzędnicza deklaracja uzdrowiła sytuację, ale zawsze lepsze to niż ciągłe narzekanie, załamywanie rąk i nieustająca bezradność. Bo problem istnieje od zawsze. I od zawsze policja nie daje sobie z nim rady. A sakramentalna, ogłaszana przez sądy, „niska społeczna szkodliwość czynu” zachęca kolejnych – nazywając rzecz po imieniu – ZŁODZIEI i SZKODNIKÓW!

Straty rosną lawinowo

Tak właśnie wygląda u nas problem kradzieży infrastruktury energetycznej. Zresztą dotyczy to także infrastruktury kolejowej i telekomunikacyjnej. Dlatego właśnie trzech państwowych regulatorów postanowiło połączyć siły i uroczyście... podpisać Memorandum. Prezesi Urzędu Komunikacji Elektronicznej, Urzędu Regulacji Energetyki oraz Urzędu Transportu Kolejowego chcą walczyć z plagą kradzieży, głównie kabli, które później znajdują zbyt w punktach skupu metali kolorowych, a których właściciele nie szczególnie interesują się skąd owe 200 czy 300 metrów opalonego z izolacji kabla pochodzi. A powinni się interesować. I zdaje się prawo też coś na ten temat mówi... No, ale wróćmy do Memorandum. – Kradzieże i dewastacje infrastruktury energetycznej stwarzają niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia ludzi, powodują przerwy w ciągłości dostaw energii oraz zwiększają koszty funkcjonowania przedsiębiorstw energetycznych, które później wpływają na wysokość rachunków – podkreśla Marek Woszczyk, Prezes URE. A mówi prezes o niebagatelnych sumach, bo w roku 2010 koszty odbudowania zniszczonych fragmentów infrastruktury – tylko energetycznej – wyniosły 10 milionów złotych. Rok później suma ta osiągnęła już 18 milionów! Krótko mówiąc – straty rosną lawinowo.

Jak przekonać złodzieja

Memorandum to niestety jedynie element kampanii społecznej. Tyle dobrego, że oficjalnie popiera ją Policja, Straż Ochrony Kolei, media i firmy z okradanych branż. Ma powstać plan wspólnych działań. Jednak nie ma co ukrywać, że największe pole do popisu mają tu policjanci, więc z optymizmem (umiarkowanym) można przyjąć osobiste poparcie dla tej inicjatywy Komendanta Głównego Policji, który zobowiązał komendantów wojewódzkich do objęcia szczególnym nadzorem wszystkich spraw związanych z kradzieżą i dewastacją infrastruktury. Dlaczego optymizm jest umiarkowany? Bo statystyki są dla dotychczasowych starań policjantów bezlitosne. Wykrywalność tego typu przestępstw jest na północy i południu kraju jednocyfrowa. Na zachodzie Polski – gdzie skuteczność Policji w tej mierze jest najwyższa – wynosi 13 proc. I z jednej strony rodzi się w takich sytuacjach niewiara w skuteczność tego typu działań, oparta na dotychczasowych doświadczeniach i statystykach. Z drugiej zaś przemożna chęć uwierzenia w możliwość rozwiązania problemu. Memorandum podpisane nawet przez stu prezesów i deklaracja woli najważniejszego policjanta nie są w stanie przekonać złodzieja, że nie powinien kraść. On musi mieć świadomość nieuchronności kary. To jedyna recepta. Ale potraktujmy to, jako krok w dobrym kierunku. A jeśli za nim pojawi się kolejny, i uruchomiona zostanie konsekwentna sekwencja działań, to statystyki za rok 2012 powinny to wykazać.



Sławomir Dolecki


wtorek, 4 września 2012

Przyroda i technologia zawarły kompromis

Ekologia, piękno gór i energetyka zaczynają się w naszej świadomości tak bardzo przeplatać, że stają się niemal nierozłączne. Publikacje dotyczące podróżowania w najpiękniejsze zakątki naszego kraju zawsze były pełne literackich uniesień, zachwytów nad doskonałością przyrody, cudownością lasów i strumieni, śpiewem ptaków, dających wytchnienie cieni rzucanych przez strzeliste jodły w upalne przedpołudnie. Nikt nigdy nie zawracał sobie głowy sprawami przyziemnymi, gdy w grę wchodził opis na przykład Doliny Pięciu Stawów Polskich w Tatrach. Miejsce jest tak urokliwe, że nie sposób połączyć go z oczyszczalnią ścieków, wysypiskiem czy elektrownią. To to byłoby zbrukaniem ideału...

Dolina Pięciu Stawów Polskich (źródło: Wikipedia)
A jednak ekologia, piękno gór i energetyka stają się jednością. Dowód na to znalazłem niedawno na jednym z portali, który w swoim serwisie podróżniczym, niemal połowę tekstu o schronisku PTTK właśnie w Dolinie Pięciu Stawów, poświęcił... zasilaniu. Nie brakuje tam oczywiście wspaniałych opisów i zachwytu nad niezwykłością tego miejsca, bo prawda jest taka, że dolina ta zasługuje na najwyższe uznanie. Bo jak pisze autor reportażu: „nagrodą za pokonanie finalnego skalnego rygla jest kontakt ze skondensowanym wysokogórskim pięknem.”

Tekst polecam. Nie tylko ze względu na to, że powakacyjny czas sprzyja powrotom do miłych chwil spędzanych na łonie natury, ale dzięki nowej perspektywie reportażysty możemy dowiedzieć się skąd płynie energia do schroniska i dlaczego właśnie tam „przyroda i technologia zawarły kompromis”.

Reportaż dostępny jest tutaj:
Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów - siła z gór



Sławomir Dolecki


środa, 29 sierpnia 2012

Oswajanie odpadów

Pod koniec maja, w tonie trochę humorystycznym, podniosłem temat coraz bardziej nerwowego poszukiwania paliw alternatywnych, co skutkuje deficytem... śmieci w skali europejskiej. („U progu pierwszej wojny śmieciowej”) Ale okazuje się, że przedsiębiorcy, czyli – w przeciwieństwie do ekologów – grupa społeczna kierująca się przede wszystkim rachunkiem ekonomicznym, jest skłonna zainwestować, żeby znaleźć i wykorzystać kolejne źródła „odpadowej” energii. Znaczy wierzą, że się opłaci.

Jedna cementowania

Dobrym przykładem są tu – po raz kolejny zresztą – cementownie. Ten niezwykle energochłonny i – mówiąc delikatnie – niezbyt ekologiczny przemysł, znowu sięgnął po rozwiązania, które na zdrowy rozsądek są po prostu bez sensu. A jednak!
Cementownia Wildegg, należącej do firmy Jura Cement, wykombinowała sobie, żeby energię elektryczną pozyskiwać z ciepła, które jest efektem ubocznym procesu technologicznego i znajduje ujście standardowym kominem. Mało tego, to ciepło jest już raz wykorzystane do osuszania nieprzetworzonych materiałów, ale nawet po tym temperatura jest na tyle wysoka, by stosując odpowiednią technologię wygenerować energię.
Zaawansowane technologicznie rozwiązanie oparte jest na ORC (Organic Rankine Cycle – Obieg Organiczny Rankine’a), procesie termodynamicznym, który pozwala przekształcić ciepło w elektryczność. Bo z biznesowego punktu widzenia, dla wytwarzania energii opłacalna jest utylizacja gazów kominowych o temperaturze niewiele wyższej niż 200OC.

3,5 tysiąca domów

Całą konieczną technologię i urządzenia dostarczy ABB, które ma czas na uruchomienie nowego systemu do listopada 2013 roku. Projekt jest na tyle innowacyjny i ciekawy, że zyskał status strategicznego projektu energetycznego i jest wspierany przez Federalny Departament Energii w Szwajcarii.
Wstępnie szacuje się, że kiedy tylko system zostanie uruchomiony, koszty energii elektrycznej, pobieranej przez cementownię Wildegg, zmniejszą się o ok. 20 proc. Z ciepła odpadowego ma powstawać 14,4 tys. MWh energii elektrycznej, co można przełożyć na zużycie przez ponad 3,5 tys. gospodarstw domowych. Z niecierpliwością, i tym razem z należytą powagą, czekam na kolejne doniesienia o alternatywnych źródłach energii. Śmieci i dym z komina już zostały „oswojone”, co będzie następne?


Sławomir Dolecki


piątek, 24 sierpnia 2012

Transportowanie gigantów

Transformator – choć zasada jego działania jest niezmienna od ponad 150 lat – jest urządzeniem technologicznie bardzo zaawansowanym. Nowoczesne materiały, stopy metali o ściśle określonych parametrach magnetycznych, niemal kosmiczne rozwiązania uzwojeń, precyzyjnie wypracowany kształt czy wreszcie właściwy olej lub żywica, decydują o jego parametrach. A ma być cichy, niskostratny, niezawodny, a także samodzielnie informować obsługę o wszelkich parametrach własnej pracy i odchyleniach od normy.

Pogranicze logistyki i technologii

Ale dziś nie o tym. Bo tak naprawdę jest jeszcze jedna dziedzina dotycząca największych transformatorów mocy, traktowana trochę po macoszemu. To logistyka, a można by nawet rzec – pogranicze logistyki i technologii.
Przecież nawet najdoskonalszy w formie i treści transformator nie jest przydatny na fabrycznym placu, trzeba go przecież dostarczyć do miejsca pracy, gdzie podłączony do sieci wykaże się wszystkimi swoimi zaletami. Niestety, bywa że to wyzwanie jest porównywalnie trudne, jak sam proces projektowania i produkcji. Giganty ważące kilkaset ton pracują przecież w wielu niedostępnych miejscach na świecie, w hydroelektrowniach w wysokich górach czy na przełomach wielkich rzek, płynących przez niezmierzone lasy tropikalne.

Pięć ciężarówek jednocześnie

I o takim właśnie przypadku będą dwa słowa. I tylko dwa, bo z niesamowitej podróży dwóch największych na świecie transformatorów mocy wysokiego napięcia prądu stałego powstał krótki film, pokazujący ogrom logistycznego wyzwania i technicznych sztuczek, dzięki którym ze szwedzkiej Ludviki urządzenia trafiły w okolice Porto Velho w Brazylii.

Statkiem, koleją, barką i wreszcie na lawecie, którą ciągnęło... pięć ciężarówek jednocześnie. W końcu 400 ton to nie w kij dmuchał!
Ale i sam projekt wart jest przybliżenia. Rio-Madeira HVDC połączy dwie nowe elektrownie wodne w północno-zachodniej Brazylii z miastem Sao Paulo. Kiedy linia o długości 2,5 tys. kilometrów zostanie ukończona, stanie się najdłuższym na świecie energetycznym łączem przesyłowym. Ale o tym też w filmie.


Inne filmy:
http://www.youtube.com/watch?v=ZCmAXXVpzh8
http://www.youtube.com/watch?v=oO-WeqLgi0Q



Sławomir Dolecki


środa, 8 sierpnia 2012

Inteligentne sieci... chronią środowisko

Rozwój nowoczesnych technologii związanych z inteligentnymi sieciami przestał być tylko domeną energetyki. Szansę dojrzał w tym również Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. I nie tylko uznał, iż tego typu rozwiązania przyczyniają się do zmniejszenia emisji szkodliwych gazów, ale przeznaczył też godziwą kwotę na rozwój pilotażowych systemów.

Rada Nadzorcza Funduszu podjęła decyzję o dofinansowaniu inwestycji w ramach programu priorytetowego NFOŚiGW „Inteligentne Sieci Energetyczne (ISE)”. Uchwalono budżet na poziomie 340 mln zł, z czego 150 mln zł ma być wydane w pierwszym etapie, już na początku przyszłego roku. Cały program wdrażany będzie w latach 2013-2018 i przewiduje realizację przedsięwzięć pilotażowych, w których odbywać się będzie bilansowanie energii. Co warte podkreślenia postanowiono również upiec przy tym ogniu drugą pieczeń – elementami obowiązkowymi każdej inwestycji będą bowiem kampanie informacyjno-edukacyjne służące poszerzeniu wiedzy i podniesieniu świadomości odbiorców.


Program ma w efekcie przynieść ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, poprawę efektywności energetycznej i rozwój odnawialnych źródeł energii, co doskonale wpisuje się w Strategię „Bezpieczeństwo Energetyczne i Środowisko”, przygotowaną przez Ministerstwo Gospodarki.


Wstępnie przewiduje się, że program obejmie ok. 180 tys. osób zamieszkujących wytypowanie obszary pilotażowe. A pieniądze będą pochodzić z opłat i kar zastępczych naliczanych przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, zgodnie z Ustawą Prawo energetyczne w ramach zobowiązania wieloletniego, o którym mowa w ustawie Prawo ochrony środowiska. Rozwiązanie prawnie skomplikowane, ale jak widać skuteczne, skoro udało się pozyskać znaczne kwoty na tak szczytny cel. O środki te mogą ubiegać się przedsiębiorcy, jednostki samorządu terytorialnego, uczelnie, instytuty badawcze, PAN oraz tworzone przez nią jednostki organizujące przedsięwzięcia ISE. Pozyskane dofinansowanie może być wykorzystane na inteligentne sieci oświetleniowe z energooszczędnym oświetleniem, mikrogenerację, kogenerację i trójgenerację gazową, montaż urządzeń magazynujących energię, w tym na przykład infrastrukturę gromadzącą energię elektryczną z i dla samochodów elektrycznych.

To kolejne w ostatnich miesiącach duże pieniądze na rozwój pilotażowych sieci inteligentnych. Kilka miesięcy temu Unia Europejska dała swój patronat i uruchomiła fundusze na największy projekt dotyczący inteligentnych sieci Grid4UE, wspierając go kwotą 25 mln euro. Do tego przemysł dorzucił kolejne 29 mln euro. Firma ABB jest kluczowym partnerem w konsorcjum realizującym ten ambitny projekt unijny. Wygląda jednak na to – porównując chociażby zaangażowane środki – że po raz kolejny, tym razem dzięki Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej , mamy szansę pokazać całej Wspólnocie, jak się realizuje ambitne projekty i na jakim poziomie jest polska myśl techniczna. Oby tylko okazja został dobrze wykorzystana.


Sławomir Dolecki


środa, 1 sierpnia 2012

A jednak prąd stały

Całkiem niedawno, bo w marcu tego roku, dywagowałem na blogu na temat „Zmiennego podejścia do prądu stałego”. Niby mi wyszło, że w tym może być przyszłość. Niby, że to technologia perspektywiczna i trochę niedoceniana. Ale nie oszukujmy się, argumentów zbyt wielu na to nie miałem. Bardziej przekonanie. Więc teraz, gdy tylko wpadła mi w ręce kolejna informacja z tego zakresu, spieszę uzupełnić poprzednie portfolio.

Nie minął jeszcze miesiąc, gdy firmy ABB i Green uruchomiły nowoczesne centrum danych. Ma być ono najbardziej wydajnym na świecie, pracując w trybie on-line, a wykorzystuje właśnie technologię prądu stałego. I to między innymi powoduje większą niezawodność i efektywność energetyczną. Green to jeden z czołowych dostawców technologii informatycznych i komunikacyjnych w Szwajcarii. Zarządza między innymi centrum danych o nazwie greenDatacenter Zurich West. Pracują tam serwery HP obsługujące technologię prądu stałego wysokiego napięcia (HVDC ), co jest – jak dotąd – najbardziej wydajną realizacją tej technologii w centrum danych.

greenDatacenter Zurich West  (źródło: www.greendatacenter.ch)
Pierwsze testy pokazały, że wykorzystanie prądu stałego daje wzrost wydajności o co najmniej 10 proc. w stosunku do analogicznych rozwiązań bazujących na prądzie przemiennym. Jednocześnie koszty inwestycji (porównując analogicznie) były o 15 proc. niższe. A ponieważ systemy DC są mniej złożone niż systemy AC, dzięki czemu wymaganych jest znacznie mniej przekształceń energii, przy pełnym obciążeniu system pobiera nawet 20 proc. energii mniej.

Projekt ten jest kolejnym dowodem na ekspansję ABB w kierunku wykorzystania technologii prądu stałego. Zresztą firma ta jest pionierem rozwiązań umożliwiających przekształcanie energii elektrycznej między systemami AC i DC, a także pierwszą, która wprowadziła na rynek rozwiązanie do przesyłu na dużą odległość prądu stałego wysokiego napięcia. Obecnie prąd stały „znaleźć” można w instalacjach ABB średniego i niskiego napięcia, w systemach ładowania pojazdów elektrycznych, sieciach rozdzielczych statków, budownictwie oraz właśnie centrach danych.
Ale mało tego. Okazało się, że i dla firmy HP projekt ten stał się wyzwaniem, a być może przełomem, bowiem specjalnie na potrzeby tego centrum spółka przygotowała rozwiązania informatyczne, które mogą pracować w technologii HVDC, w tym serwery i systemy magazynowania danych. Pojawiły się nawet informacje, że jest to początek realizacji większej strategii firmy HP ukierunkowanej na dostosowanie produktów informatycznych do technologii HVDC.

Powering the cloud - infografika








Sławomir Dolecki


wtorek, 24 lipca 2012

Wicepremier dał mi szansę...

No i wyszła ze mnie czarna niewdzięczność i skandaliczny brak przyzwoitości. Tak długo zbierałem się, żeby skreślić kilka ciepłych słów na temat organizacji, z którą współpraca układa mi się wzorowo, a ich przepastne bazy danych są dla mnie nieocenionym i bezkresnym morzem informacji, że w końcu organizacja została... rozwiązana. Osobiście przez samego wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka. Na szczęście w jej miejsce powołano stowarzyszenie o zbliżonych celach i zadaniach, bazujące na wiedzy i doświadczeniu tych samych ekspertów. Dlatego też tym razem bez zbędnego „nastrajania się” wykorzystam szansę, jaką dał mi wicepremier.


Rozwiązana Zarządzeniem Ministra Gospodarki organizacja to Społeczna Rada Narodowego Programu Redukcji Emisji. Organizator wielu konferencji, debat i dyskusji, promotor efektywności energetycznej i odnawialnych źródeł energii, w tym coraz częściej goszczącego zagadnienia energetyki prosumenckiej. Zrzeszenie ekspertów, których opracowania, analizy i raporty są niezastąpionym źródłem wiedzy dla osób zainteresowanych branżą energetyczną.
Na szczęście tym samym zarządzeniem do życia powołana została Społeczna Rada do spraw Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej. Nazwa podobna, choć zadania nieco inne. Wedle ministerstwa „zmiana nazwy Rady odzwierciedla zmianę strategicznych celów Polski z redukcji emisji na rozwój gospodarki niskoemisyjnej, co uzasadnione jest m.in. koniecznością realizacji konstytucyjnej zasady zrównoważonego rozwoju. (…) Rada w nowym kształcie, jako organ pomocniczy ministra gospodarki, ma za zadanie opracowywać propozycje i koncepcje rozwiązań systemowych służących rozwojowi gospodarki niskoemisyjnej w Polsce.”


Choć Społeczna Rada jest niezależną organizacją pozarządową premier Waldemar Pawlak wielokrotnie podkreślał publicznie znaczenie jej prac dla tworzenia i realizacji polityki energetycznej kraju. Wizją Rady jest bowiem doprowadzenie do ograniczenia emisji CO2 w wielkości możliwej technicznie do osiągnięcia bez naruszenia bezpieczeństwa energetycznego Polski – zgodnie z założeniami Polityki Energetycznej 2030.
Przewodniczącym Społecznej Rady do spraw Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej został prof. dr hab. inż. Jerzy Buzek. Poza przewodniczącym w skład rady wchodzą 42 osoby.



Sławomir Dolecki


poniedziałek, 16 lipca 2012

Energetyka odnawialna po niemiecku

Niemcy są niekwestionowanym liderem rozwoju i wykorzystania energii odnawialnej w ogólnym bilansie energetycznym kraju. Przewodzą więc w technologiach, które stają się nie tylko modne, ale wręcz obowiązujące na Starym Kontynencie. Na szczęście swoimi doświadczeniami chcą się dzielić z innymi, bo jak mało który naród postrzegają Europę jako jedność, widząc między innymi konieczność zbudowania systemu energetycznego dla całej Wspólnoty.

Ten krótki wstęp pochwalny dla naszego zachodniego sąsiada nie wziął się z sufitu. Jest efektem niedawnej wizyty dr. Urbana Rida, wiceministra niemieckiego Federalnego Ministerstwa Środowiska, Ochrony Przyrody i Bezpieczeństwa Reaktorowego. Zresztą odgrażałem się w jednym z poprzednich wpisów, że do prelekcji dr. Rida wrócę. Więc wracam.


Atom v.s. wiatr

autor: jakubson, źródło: sxc.hu

Niemcy zdają sobie sprawę, że polska energetyka oparta jest na węglu. Nie są z tego powodu zachwyceni, więc poszukują możliwości, byśmy wspólnie znaleźli rozwiązania pozwalające zachować konkurencyjność przemysłu oraz chronić środowisko. Sami zdecydowanie postawili na odnawialne źródła energii, rezygnując nawet z energetyki jądrowej. Zgodnie z ubiegłoroczną decyzją parlamentu ostatnia elektrownia atomowa zostanie zamknięta tam w 2022 roku. Co w zamian? Przede wszystkim nowe technologie, wzrost efektywności energetycznej i dążenie do rynkowej opłacalności pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych. Już dziś u naszego zachodniego sąsiada energetyka wiatrowa daje niemal 30 tys. MW (dla porównania w Polsce mamy zainstalowane ok. 2 tys. MW, co daje trochę ponad 5 proc. całkowitej mocy), ale już w roku 2020 udział energetyki odnawialnej w bilansie energetycznym Niemiec ma wynieść 35 proc., a w roku 2050 – 80 proc. W tym czasie redukcja emisji gazów cieplarnianych ma wynieść odpowiednio 40 proc. i 80 proc. mniej w stosunku do roku 1990. W tym samym czasie efektywność energetyczna ma wzrosnąć o 50 proc., a zużycie energii zmniejszyć się o 25 proc.


Plany – trzeba przyznać – bardzo ambitne, ale co ciekawe, Niemcy zamierzają nieco... spowolnić tak dynamiczny jak dotychczas rozwój OZE! Paradoks? Nie. Uznali bowiem, że największym wyzwaniem najbliższych lat wcale nie będzie lawinowy przyrost zainstalowanej mocy, ale inwestycje i rozwój sieci inteligentnych, które pozwolą przyrost ten odpowiednio wykorzystać. Jeszcze niedawno bowiem mówiło się, iż system elektroenergetyczny „wytrzyma” zaledwie kilkunastoprocentowy udział energetyki niestabilnej, dzisiaj Niemcy mają już ponad 20 proc., a według planów w ciągu najbliższych ośmiu lat mają znacząco zwiększyć tą wartość. Widać więc, że potencjał w sieci drzemie, tylko trzeba go umiejętnie wydobyć za pomocą nowoczesnych technologii. A technologie takie są już dostępne.


co możemy zyskać?

Zastanawiam się tylko, czy w związku z taką wiedzą możemy – jako kraj – coś zyskać. Na razie wygląda na to, że idziemy zupełnie inną drogą niż nasi zachodni sąsiedzi: oni zamykają elektrownie jądrowe, my szukamy lokalizacji, żeby otwierać; oni mają precyzyjny plan i go realizują, my „walczymy” z prawodawstwem dotyczącym OZE na poziomie projektów ustaw; oni uzbrajają swoją sieć energetyczną w najnowocześniejsze technologie, my – póki co – walczymy o skrócenie przerw w dostawach prądu w sporej części kraju...


Ale Niemcy chcą współpracować. Jednym z priorytetów jest dla nich ponadgraniczna integracja sieci i systemów, co daje większe bezpieczeństwo energetyczne w skali kontynentu. Poza tym – jak mówił Urban Rid – „taka współpraca pozwoli wielu krajom, w tym Polsce, uniknąć kosztów badań i rozwoju. Niemcy takie koszty już poniosły, a dzisiaj, w imię dobrej współpracy, chcą efektami tych prac dzielić się z innymi”.


I można oczywiście upatrywać tu dobrego biznesu, bo przecież doświadczone niemieckie firmy chętnie wejdą na polski, wciąż mało zagospodarowany, rynek. Mogą też chcieć sprzedać swoje technologie. A nadmiar energii z niemieckiego systemu mógłby przecież z finansowym pożytkiem zasilić polskich odbiorców. Wszystko to jest „być może”, ale nie powinniśmy zapominać, że do roku 2020 musimy zgodnie z unijnymi regulacjami mieć 20-proc. udział energii odnawialnej w bilansie energetycznym, a dzisiaj mamy około 10 proc. Może więc warto skorzystać z doświadczeń, dobrej woli i chęci współpracy sąsiadów, nawet jeśli będzie trzeba ponieść dodatkowe koszty.


Dr Urban Rid wygłosił wykład podczas VIII Międzynarodowej Konferencji New Energy User Friendly 2012.

Sławomir Dolecki


poniedziałek, 9 lipca 2012

Czemu warto pracować i inwestować w R&D - Część II


Część 1 artykułu.

U nas w krakowskim CRC


Praca w CRC w Krakowie to wyzwanie dla mnie i wielu kończących studia, gdyż można dalej pasjonować się nauką i realizować swoje plany zawodowe. Dyrekcja ABB i naszego CRC żeby zachęcić ambitnych absolwentów do pracy w krakowskim centrum zaproponowało młodym naukowcom przedstawienie swojego dorobku w ramach Konkursu o Nagrodę ABB. Konkurs zyskał wysoką renomę wśród absolwentów Uczelni. Obserwując konkurs od kilku lat mogę powiedzieć, że poziom prezentowanych prac magisterskich i doktorskich jest bardzo wysoki, a różnorodność tematyki trudno wręcz opisać w kilku słowach. Od szeroko rozumianej elektrotechniki dużych mocy, elektroniki, nanotechnologii, przez zjawiska fizyki półprzewodników, fotoniki aż po zagadnienia fizyki atomowej stosowanej w magnetometrii. Żeby podkreślić jak bardzo mikro- i nanotechnologia wkradła się do inżynierii elektrycznej, to wystarczy powiedzieć, że aktualne możliwości pomiaru pola magnetycznego są na poziomie pikotesli, czyli popularny magnes neodymowy ma pole milion milionów razy większe niż to co w stanie jesteśmy obserwować. Trudno sobie  wyobrazić?

Jednym z moich Kolegów w CRC jest dr inż. Mariusz Stosur, laureat drugiej edycji Konkursu o Nagrodę ABB. Jak wspomina po latach, nagroda była wielkim wydarzeniem w życiu zawodowym i prywatnym oraz bardzo dużym wyróżnieniem dla laureata i promotora pracy – ”… naprawdę warto było poświecić czas na gromadzenie wiedzy, jej ugruntowanie, co pozwala mi teraz realizować swoje plany zawodowe w projektach badawczych, opracowując technologie i pisząc artykuły…” . Właśnie zakończyła się 9-ta edycja konkursu, której zwycięzcą został dr inż. Szymon Pasko z Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Przedstawił on pracę o filtrach przeciwzakłóceniowych stosowanych w przekształtnikach energoelektronicznych. Dwa równorzędne wyróżnienia otrzymali dr inż. Wojciech Macherzyński z Politechniki Wrocławskiej (za pracę o przyrządach półprzewodnikowych na bazie innych związków niż znany nam krzem i german) oraz mgr inż. Piotr Wcisło z Uniwersytetu Jagiellońskiego (za pracę o pomiarach bardzo słabych pól magnetycznych, który opracował konstrukcję głowicy magnetometrycznej). Jak zauważyłem, wszystkie prace mają wielki potencjał wdrożeniowy i dotyczą obszarów nauki i inżynierii w których prace prowadzi ABB Sp. z o.o.  Chciałbym dodać, że laureaci naszego konkursu bardzo często swoje wyróżnienia konkursowe zamieszczają w swoim oficjalnym dorobku zawodowym, podkreślają że taka informacja to istotny czynnik przekonujący przyszłego pracodawcę, w tym ABB. Wiem również z własnego doświadczenia i rozmów z Kolegami, że u nas – w krakowskim CRC – mają wielką szansę kontynuować swoje pasje, szczególnie teraz kiedy centrum się rozbudowuje i zwiększa liczbę miejsc pracy. Wszystko w ich rękach!

Aktualnie wraz z zakończeniem 9 edycji, rozpoczęła się 10-ta, jubileuszowa edycja Konkursu o Nagrodę ABB, z główną nagrodą wynoszącą 30 tys. zł. oraz dwoma wyróżnieniami w wysokości 15 tys. zł.  Zachęcam młodych inżynierów i naukowców do podniesienia tej rzuconej naukowej rękawicy!

Adrian Mrozek - pracownik naukowo-badawczy Korporacyjnego Centrum Badawczego ABB w Krakowie


poniedziałek, 2 lipca 2012

Spierają się, ale mówią jednym głosem

Muszę przyznać, że energetycy potrafią się pięknie ze sobą nie zgadzać. Kłócą się przy tym zapamiętale, nie szczędząc sobie prawdziwie „męskich” słów. Jeśli tylko pojawia się między nimi różnica poglądów w sprawach wyższej wagi, to iskry sypią się na lewo i prawo. I każda konferencja od razu robi się ciekawsza...

Tak było i tym razem. Podczas VIII Międzynarodowej Konferencji New Energy User Friendly 2012, zorganizowanej przez Społeczną Radę Narodowego Programu Redukcji Emisji, Stowarzyszenie ETA oraz Instytut im. E. Kwiatkowskiego. Doborowe towarzystwo, najlepsi specjaliści, dyskutanci i paneliści, którzy z branżą energetyczną związani są od wielu dziesięcioleci, po raz kolejny zastanawiali się czy za trzy lata z kawałkiem w Polsce zgaśnie światło. Ponieważ czas nieubłaganie przybliża nas do roku 2015 i konieczności wyłączenia kilku tysięcy megawatów zainstalowanej w naszym kraju mocy, problem staje się palący, a co za tym idzie dyskusje coraz bardziej nerwowe. Tak było i tym razem. I mniejsza o nazwiska, ale zdarzało się, że zza przykrytego zielonym suknem stołu prezydialnego padał głośny i dobitny komentarz: „diabli mnie biorą, gdy słyszę takie słowa...”.
A słów i teorii padało bardzo wiele. Prof. Jerzy Buzek, przewodniczący Społecznej Rady  Narodowego Programu Redukcji Emisji, przybliżył i omówił niedawne postanowienia Parlamentu Europejskiego i Rady Europy, dotyczące sektora energetycznego w kontekście całej Wspólnoty. Nie pozostawił wątpliwości, że jest to jeden z najważniejszych problemów Unii w najbliższych latach. Podkreślił wagę „znalezienia” deficytowych megawatów w polskim systemie energetycznym. Również prof. Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk oraz wiceprzewodniczący Społecznej Rady, podkreślił, iż przy wszystkich kłopotach z jakimi boryka się Wspólnota, energetyka stanowi jeden z najważniejszych i najtrudniejszych. Jest więc o czym dyskutować. I jest o co walczyć.

„Dość dyskusji, zacznijmy działać!”

Nie dziwi więc napięta atmosfera. Nie dziwi potrzeba przejścia od dyskusji do konkretów i wniosków przekuwanych na konkretne działania. To akurat podkreślali wszyscy. „Dość dyskusji, zacznijmy działać!” – takie stwierdzenia padały z wielu ust. I zapewne dlatego jednym z zacniejszych prelegentów był dr Urban Rid, wiceminister z Federalnego Ministerstwa Środowiska, Ochrony Przyrody i Bezpieczeństwa Reaktorowego w Niemczech. Wygłosił prelekcję „Jak będzie wyglądała polityka energetyczna Niemiec w kontekście zwiększających się wymogów unijnych związanych z redukcją emisji oraz jaki będzie mix energetyczny po 2020 r. w kontekście zamykania elektrowni jądrowych". Trudno o bardziej praktyczny wykład dotyczący przyszłości energetyki, biorąc pod uwagę wspólnotowe uwarunkowania.
To była dobra lekcja. Lekcja, którą będę jeszcze analizował, bo ilość informacji, jaką dr Rid zaprezentował w Warszawie wymaga specjalnego potraktowania. Jest tam wiele ciekawostek, którymi chętnie się podzielę w najbliższym czasie.

Ale wracając do meritum. Znaczy do tego pięknego „nie zgadzania się”. Naprawdę dobrze słucha się dyskusji, gdy polemiści mają odmienne zdania, swoje przekonania i dobrze udokumentowane argumenty. I nawet jak czasami jeden na drugiego trochę „skoczy”, to czuć w tym prawdziwy zapał do dyskusji. Do chęci przekonania wszystkich do własnych racji. Do walki o lepsze rozwiązania.
Dyskusje te są – na szczęście – konstruktywne. Społeczna Rada Narodowego Programu Redukcji Emisji jest bowiem ciałem doradczym Ministra Gospodarki i podczas konferencji Waldemar Pawlak, piastujący to stanowisko, nie zapomniał podziękować za wkład, jaki Rada wniosła w prace resortu dotyczące energetyki.
A jeśli chodzi o „nie zgadzanie się”? Na konferencji miałem przyjemność spotkać Rafała Płatka z ABB, który specjalizuje się między innymi w rozwiązaniach dotyczących inteligentnych sieci. Rozmawialiśmy chwilę o tych burzliwych dyskusjach, o merytorycznych sporach, ostrych słowach z mównicy.
– Wszystko prawda, kłócą się okrutnie – przyznał Rafał Płatek. – Ale mimo to, od pewnego czasu na zewnątrz mówią jednym głosem. Dyskutują, spierają się, walczą na argumenty, ale na biurko ministra trafia jednolita, zgodna opinia całego środowiska. Widać, że naprawdę im zależy, a to dobrze wróży branży energetycznej.

Sławomir Dolecki


poniedziałek, 25 czerwca 2012

Największy na świecie generator mocy

Poruszamy czasami temat efektywności energetycznej, jednak ze świadomością, że dla większości osób „efektywność” to chwytliwe hasło współczesnego świata, które ma rzekomo rozwiązać nasz problem energetyczny. Na „oszczędzanie” patrzymy dość sceptycznie, bo tak naprawdę brakuje dobrych rzeczowych opracowań, ile na tym można zyskać i w jaki sposób przekłada się to na nas wszystkich.
I wreszcie takie opracowanie się pojawiło. Jest co prawda fragmentaryczne, bo dotyczy jedynie silników elektrycznych oraz napędów tylko jednej firmy, ale skala zjawiska i jego efekty są naprawdę porażające.

Otóż okazało się, że według szacunkowych danych za rok 2011 napędy zmiennoprędkościowe ABB pozwoliły zaoszczędzić ok. 310 mln MWh energii elektrycznej! To o 19 proc. więcej niż rok wcześniej. A jeśli ktoś wciąż czuje niedosyt informacyjny, bo megawatogodziny niewiele mu mówią, to ilość ta oznacza ni mniej ni więcej tylko efekt ciągłej pracy 41 elektrowni atomowych. I jeśli przyjąć, że tego typu reaktorów jest obecnie na świecie 436, to widać, że tylko dzięki oszczędnościom poczynionym na silnikach elektrycznych potencjału tego nie trzeba było zwiększać o dodatkowe 10 proc.
Kolejne liczby? Proszę bardzo: oszczędności generowane przez silniki ABB w 2011 roku odpowiadają emisji 260 mln ton CO2 – w przypadku, gdyby ta energia pochodziła z paliw kopalnych – lub równowartości 34 mld dolarów w postaci zmniejszonych opłat za energię. Poza tym, statystycznie rzecz ujmując, to czego nie zużyły silniki elektryczne spokojnie pozwala korzystać z energii elektrycznej 75 mln gospodarstw domowych Unii Europejskiej przez okrągły rok.

Oczywiście są to szacunki. Jednak oparte na liczbach rzeczywistych – biorą pod uwagę średnią konsumpcję elektryczności w aplikacjach, w których są oraz w których nie ma zainstalowanych napędów. Bo w przypadku silników elektrycznych ok. 95 proc. całkowitych kosztów ich użytkowania stanowi energia elektryczna, więc inwestycja w napędy elektryczne zazwyczaj zwraca się w mniej niż dwa lata.

Czy pozostają jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do opłacalności efektywności? 43 mld dolarów to chyba wartość wystarczająco przekonująca. Poza tym, okazuje się, że nie ma na świecie większego generatora mocy, niż „oszczędność”.

Sławomir Dolecki


środa, 20 czerwca 2012

Czemu warto pracować i inwestować w R&D - Część I

O ważności R&D

Drodzy Czytelnicy! Jak wiecie pewno wiecie prace badawczo-rozwojowe, między (nami) inżynierami nazywane R&D (fonetycznie z angielskiego), to zespołowe działania pracowników nad nowymi technologiami i produktami, które przynoszą zysk i szeroko rozumiany prestiż firmie. Głównym celem w R&D to zrobić coś czego nie mają inni, coś nowego – co na początku może wydawać się lekko niemożliwe. Z tych względów nasze działania to wyścig z czasem i tajemnicami fizyki. Znane prawa fizyki bardzo dobrze opisują przyrodę, ale nie mówią jak coś wykonać. Piorun każdy widział, ale jak zrobić generator udarów piorunowych do prób napięciowych – nie każdy wie, nawet mało kto! Jak się komuś wydaje, że takie działania można uprawiać w pojedynkę, to się myli i nie wie jak bardzo. Czasy Thomasa Edisona, Nikoli Tesli i wielu innych wybitnych naukowców działających w pojedynkę odeszły bezpowrotnie. Chciałbym podkreślić, że nowoczesna działalność badawczo-rozwojowa to przede wszystkim bardzo dobra organizacja i mieszanka doświadczenia starszych ze świeżymi ideami młodych adeptów nauki, to przede wszystkim splot wielu dyscyplin naukowych, które same w sobie nie mają ze sobą wiele wspólnego.

Ciągłe poszukiwanie

Współczesne R&D to też połączenie wiedzy dostarczanej przez jednostki zajmujące się naukami od strony stricte teoretycznej, z tymi skupiającymi się na badaniach podstawowych oraz nami, którzy mają na uwadze aplikację tych wszelkich nowości. Dlatego też ja i moi Koledzy muszą mieć ciągłą potrzebę pogłębiania tradycyjnej wiedzy akademickiej z wielu dziedzin techniki, mieć bogatą wyobraźnię i śledzić, co w trawie piszczy.  Te wszystkie cechy łączy w sobie miejsce w którym pracuje - Korporacyjne Centrum Badawcze ABB w Krakowie - unikatowa jednostka w skali Polski i jedno z siedmiu centrów badawczych ABB na świecie. Centrum to miejsce, z których prawie połowa pracowników uzyskała tytuł doktora nauk technicznych. CRC – ABB Corporate Research Center (bo tak najczęściej je nazywamy) to miejsce, w którym opracowujemy technologie i produkty głównie na potrzeby przemysłu elektroenergetycznego i szeroko rozumianej automatyki przemysłowej. Wynikami  prac moich Kolegów są liczne patenty, technologie i wdrożone produkty, m.in.:  VT Guard – chroni przekładniki napięciowe przed niebezpiecznymi przepięciami,  VisiVolt – bezdotykowy wskaźnik napięcia dla sieci elektroenergetycznych, VIEC – urządzenie do separacji  wody i ropy naftowej, nowoczesne metody wczesnej detekcji zwarć w sieciach, metody wykrywania uszkodzeń w łożyskach, etc.

Przeczytaj Część 2 artykułu...


Adrian Mrozek - pracownik naukowo-badawczy Korporacyjnego Centrum Badawczego ABB w Krakowie


czwartek, 14 czerwca 2012

Pokochaliśmy wiatr

Tym razem czysto informacyjne i bez złośliwych komentarzy, za to optymistycznie. Jak podaje Urząd Regulacji Energetyki pierwszy kwartał tego roku był w kwestii zwiększenia mocy zainstalowanej w odnawialnych źródłach energii porównywalny z całym rokiem 2011. Dzięki temu mamy już ponad 3,5 tys. MW z wiatru, wody, słońca, biomasy i biogazu.  Na koniec ubiegłego roku był to rząd 3 tys. MW, a rok wcześniej mieliśmy 2,5 tys. MW. Oczywiście – co widać gołym okiem jadąc w dowolny region Polski – dominuje energetyka wiatrowa, która w tym zestawieniu daje 1,97 tys. MW (591 instalacji). Z kronikarskiego obowiązku dajmy, że:
  • elektrownie wodne – (750 instalacji) – 951 MW,
  • elektrownie biomasowe – (21 instalacji) – 485 MW,
  • elektrownie biogazowe – (178 instalacji) – 112 MW,
  • elektrownie słoneczne – (6 instalacji) – 1,1 MW.

Co prawda do unijnych zobowiązań jeszcze nam daleko, ale oby tak dalej.


Sławomir Dolecki


czwartek, 31 maja 2012

Energetyka wiatrowa napędza gospodarkę

Energetyka odnawialna znalazła już swoje miejsce w systemie energetycznym, ale – co ciekawe – również w gospodarce naszego kraju. Wiatraki to dzisiaj nie tylko zmieniony krajobraz i konieczność wypełnienia unijnych zobowiązań, ale także realne pieniądze. Szacuje się, że do roku 2020, czyli w ciągu najbliższych ośmiu lat, wartość inwestycji w farmy wiatrowe może przekroczyć 22 mld zł. Tak przynajmniej wynika z raportu „Wpływ energetyki wiatrowej na wzrost gospodarczy w Polsce”, przygotowanego przez firmę konsultingową Ernst&Young we współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Energetyki Wiatrowej. Z opracowania wynika jasno, że to właśnie energetyka wiatrowa może być motorem ekonomicznego rozwoju nie tylko polskich gmin, ale i całych regionów.

Bo pamiętać trzeba, że farma wiatrowa to nie tylko maszt ze śmigłami, który generuje moc. To także wpływy do budżetu z tytułu podatku od nieruchomości (średnio jedna farma płaci go ok. 653 tys. zł rocznie), to nowe miejsca pracy i zmniejszenie emisji CO2. Mówi się, że plany uruchomienia 11,5 GW nowych mocy wytwórczych (z czego ok. 1,5 GW morskich farm wiatrowych), pozwolą uniknąć wyemitowania 130 mln ton dwutlenku węgla. W dobie obecnych uregulowań prawnych to całkiem wartościowy pakiet emisji.

Według analityków przygotowujących raport Polska zajmuje 10 (na 38 przebadanych krajów) miejsce na świecie pod względem atrakcyjności dla inwestorów wiatrowych. W badaniu pod uwagę brane były uwarunkowania ekologiczne, regulacyjne, środowiskowe i społeczne. To dobrze rokujące wyniki. I wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie fakt, że inwestorzy ci z pewnością bardzo dokładnie śledzą powstające w naszym kraju regulacje prawne. „Ta dość wysoka pozycja może zostać utracona w wyniku planowanych zmian w związku z ustawą o odnawialnych źródłach energii” – konkludują krótko, ale nad wyraz treściwie autorzy badania. I choć odebrałem cały raport bardzo pozytywnie, to nie chciałbym za kilka lat rozpocząć kolejnego wpisu słowami: „Mieliśmy szansę na inwestycje o wartości 22 mld zł...”


Sławomir Dolecki


czwartek, 24 maja 2012

U progu pierwszej wojny śmieciowej

W połowie ubiegłego roku niemal niezauważalnie przemknęła przez nasze media informacja o tym, że Szwedzi coraz więcej inwestują w elektrociepłownie wykorzystujące odpady, jako źródło energii. No bo w sumie nie było też powodu, żeby tą informacją jakoś szczególnie się przejąć. Ani to technologiczny fenomen, ani wybitna nowość. Nieco później pojawiła się jednak kolejna odsłona „dramatu”, bo Szwedzi zaczęli szukać... śmieci. Ich własne przestały im wystarczać. Okazało się bowiem, że odpady energetyczne stały się za morzem numerem „1” wśród alternatywnych źródeł energii. Wyprzedziły hydroenergetykę i energetykę jądrową razem wzięte. Zdeklasowały gaz jako źródło ciepła. I wreszcie znaleźli. W Neapolu. Według tygodnika „Polityka”, który odnotował to jako ciekawostkę kilka miesięcy temu, płacą 90 euro za tonę. Ładują „towar” na statek i przez Kanał Kiloński i Morze Bałtyckie wiozą do Sztokholmu. Pierwsze transportu już przetarły szlak. I w sumie tę informację też można potraktować jako egzotyczną ciekawostkę, bo w końcu co nas to obchodzi, że Skandynawowie kupują coś, co ktoś inny wyrzucił na śmietnik.

brak odpadów?

 
W maju tego roku pojawił się jednak sygnał, który powinien zacząć niepokoić. Otóż okazało się, że Szwedzi prowadzą rozmowy z kilkoma polskimi miastami, by odpady kupować od nich. Znaczy od nas. I tu zaczynają się schody, bo tak naprawdę od pewnego czasu odpadów energetycznych brakuje dla naszych przedsiębiorstw, które od kilku już lat wykorzystują je jako paliwo. Pisaliśmy o tym wielokrotnie w kwartalniku „Dzisiaj”.
Jednym z pierwszych zakładów, który zainwestował w spalanie paliw alternatywnych, była Cementownia Chełm. Zyski ekonomiczne i ekologiczne przerosły oczekiwania, udało się tam bowiem zredukować zużycie węgla z 750 ton do 150 ton na dobę, a ponad 70 proc. zużywanych nośników energii to paliwa alternatywne: tekstylia, papier, tworzywa sztuczne, zużyte oleje czy guma. Niedawno podobną inwestycję ukończyła Cementownia Ożarów. Pod koniec ubiegłego roku mieli już 30 proc. substytucji dla paliwa tradycyjnego. A to realnie oznacza spalanie od 600 do 800 ton odpadów na dobę. I to zapewne nie są przypadki odosobnione. Ale te dwie firmy jednogłośne stwierdziły, że wykorzystywanie odpadów energetycznych, jako paliwa, niesie za sobą jeden podstawowy problem: BRAK ODPADÓW! Przy zapotrzebowaniu na poziomie tysiąca ton dziennie w każdym zakładzie, posortowane i odpowiednio przygotowane śmieci trzeba zwozić z coraz większych obszarów kraju. Konkurencji dużej jeszcze co prawda na tym rynku nie ma, ale... do drzwi właśnie zapukali Szwedzi.

tylko 315 kg śmieci

Czy w związku z tym damy radę „naśmiecić” tyle, żeby energetyka miała z nas pożytek i nie musiała wykreować nowego, silnie konkurencyjnego rynku, gdzie cena będzie dyktowana przez popyt, zapewne wkrótce przewyższający podaż? Może być różnie, bo według niedawno przeprowadzonych badań Eurostat przeciętny Europejczyk produkuje rocznie 502 kg śmieci, gdy tymczasem przeciętny Polak „tylko” 315 kg. Z jednej strony to chyba fajnie, że nie jesteśmy generatorami odpadków, z drugiej jednak szybko może się okazać, że śmieci w naszym kraju to niemalże narodowy majątek...


Sławomir Dolecki


czwartek, 17 maja 2012

Ja też w Poznaniu byłem i kilka rzeczy zobaczyłem!

To była szósta już edycja targów EXPOPOWER i po raz szósty ABB uczestniczyło w tej imprezie. Jak co roku wystawcy prezentowali swoje nowe wyroby i rozwiązania dla klientów, jednak nie to wyróżniało tegoroczną wystawę. Porównując ją z targami sprzed sześciu lat, dostrzegłem wiele zmian dotyczących nie tylko samych targów, ale przede wszystkim szeroko rozumianego rynku energetycznego.

W tym okresie byliśmy świadkami wielu ważnych wydarzeń. Zakończył się proces konsolidacji grup energetycznych, wprowadzono wiele zmian organizacyjnych w tych „nowych” firmach, realnym problemem stały się niedawne jeszcze rozważania na temat wydajności systemu generacji, przesyłu i dystrybucji mocy, a Odnawialne Źródła Energii przestały być przyszłością i stały się naturalnym elementem krajobrazu branży energetycznej. Tegoroczne targi pokazały też, że klienci coraz częściej podejmują tematy, jakich nie spodziewaliśmy się jeszcze kilka lat temu. Z niekłamanym zainteresowaniem pytają o magazyny energii czy systemową automatyzację zarządzania siecią (Smart Grid).
Nie są to oczywiście wszystkie nowe zjawiska, które zaobserwowałem. Ale  uczestników targów zachęcam do podobnego ćwiczenia i próby odpowiedzi na pytanie, jak zmieniła się branża energetyczna w ostatnich sześciu latach. Efekty takich przemyśleń są naprawdę ciekawe.

Nieco później, wracając z Poznania do domu, zastanawiałem się, jak będą wyglądały targi EXPOPOWER i branża energetyczna za kolejne sześć lat. W okolicach Konina doszedłem do oczywistego wniosku, że nie mając kryształowej kuli moje rozważania są bez sensu. Ale mimo to kilkoma wnioskami chciałbym się podzielić.

Integracja, optymalizacja i większe tempo zmian...

Po pierwsze, duże wrażenie zrobiło na mnie wystąpienie prof. Żmijewskiego, jakie wygłosił podczas konferencji zorganizowanej przez ABB, ale jeszcze większe – reakcja słuchaczy na to wystąpienie. Profesor Żmijewski mówił o nieuchronności zmian, jakie muszą nastąpić w polskiej energetyce. Użył nawet słowa rewolucja, z którym skromnie bym polemizował, ale całkowicie się zgadzam, że tempo zmian ulegnie drastycznemu przyśpieszeniu.
Po drugie, jak zwykle z dużym zainteresowaniem wysłuchałem wystąpienia prezesa Artura Różyckiego, który mówił o zmianach zadań, jakie będzie realizowała sieć dystrybucyjna „przyszłości”. Będzie ona pełniła funkcję „integratora” rozproszonych źródeł wytwarzania i „optymalizowała” wytwarzanie i dystrybucję, a to oznacza techniczną rewolucję, której bez wątpienia będziemy świadkami.
Po trzecie wreszcie – a mówił o tym również prezes Różycki – tempo zmian i ich zakres będą nierozerwalnie związane, a nawet determinowane, przez rachunek ekonomiczny prowadzonych procesów inwestycyjnych. To jedno z największych wyzwań dla uczestników rynku po stronie inwestorów, producentów i wykonawców.

Zatem z punktu widzenia procesów makroekonomicznych, jak również operatora sieci, możemy z dużym prawdopodobieństwem mówić o czekającym nas okresie zmian na rynku polskim. Wzrośnie aktywność inwestycyjna, co jest pozytywnym zjawiskiem w czasie dużej niepewności w światowej gospodarce, ale czeka nas również zmiana jakościowa procesów inwestycyjnych. Inwestorzy będą poszukiwać produktów i systemów, które zaspokoją inne niż dotychczas potrzeby, na przykład magazynów energii. Będą wdrażać systemy informatyczne wspierające szeroko rozumiane zarządzanie siecią. Jednocześnie ABB – w tym zmieniającym się środowisku – będzie miała ambicje być aktywnym uczestnikiem przemian na rynku. Będziemy musieli również nauczyć się nowych sposobów rozmowy wewnątrz firmy, komunikowania się z klientami, a przede wszystkim słuchania, i jeszcze raz słuchania, naszych partnerów i rozpoznawania ich nowych potrzeb.

Nowa rola dla eventów

W tym kontekście nową rolę do spełnienia będą miały również imprezy targowe, takie jak EXPOPOPWER. Będą musiały zapewne bardziej przypominać forum wymiany opinii, być miejscem rozmów o nowych produktach i systemach, a nie jedynie miejscem statycznej prezentacji gotowych już rozwiązań. Dla nas oznacza to konieczność wypracowania nowej formuły uczestnictwa w takich spotkaniach, z jasno określonym celem i programem.
To duże wyzwania, ale z entuzjazmem czekam na nadchodzące zmiany, jakim będziemy musieli sprostać wspólnie z naszymi partnerami biznesowymi.

Tomasz Wolanowski - Dyrektor lokalnej Jednostki Sprzedaży Dywizje PP & PS