Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transformatory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transformatory. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 maja 2014

Niska częstotliwość, wysoka skuteczność

Transformator T7 w Elektrociepłowni Siekierki.
Pierwsze w Polsce urządzenie, którego izolację
wysuszono nowatorską metodą wygrzewania
uzwojeń prądem niskiej częstotliwości.
(Fot. Przemek Szuba/Arch. ABB)

Pierwsze i największe słowa uznania należą się za odwagę, jaką wykazali się decydenci z warszawskiej Elektrociepłowni Siekierki, którzy zdecydowali się zastosować u siebie – jako pierwsi w Polsce! – innowacyjną technologię remontu transformatora mocy w miejscu jego pracy. To decyzja nietuzinkowa, bowiem transformator dla producenta energii elektrycznej jest jednym z podstawowych elementów infrastruktury. Remont się oczywiście udał, a w efekcie zakład znacząco skrócił jego czas i zaoszczędził sporo pieniędzy, przede wszystkim na transporcie urządzenia do fabryki remontowej.

czwartek, 19 września 2013

Transformatory do zadań specjalnych

Transformatory energetyczne – jako jeden z podstawowych elementów sieci przesyłowych i dystrybucyjnych – praktycznie nie zmieniły podstawowej zasady swojego działania od samego początku. A nie bójmy się powiedzieć, że są to urządzenia wiekowe, bo ich historia sięga roku 1885. Wówczas były to urządzenia jednofazowe, jednak jeszcze w XIX wieku udało się dowieść, że są niezastąpione w systemach prądu przemiennego. W roku 1891, na niemieckiej wystawie we Frankfurcie nad Menem, zademonstrowano układy przesyłowe o napięciu znamionowym 20 kV. Dwa lata później firma ASEA dostarczyła pierwsze komercyjne transformatory trójfazowe dla linii elektroenergetycznej w Szwecji – łączącej elektrownie wodną z odległą o 10 km wielką kopalnią rudy żelaza.

środa, 14 listopada 2012

Samorząd lokalny i polityka biznesowa

Tradycyjnie przemysłowa Łódź odbudowuje powoli swoją pozycję na gospodarczej mapie kraju. Co prawda nie oznacza to, że na ulicach znowu spotkamy prawdziwe prząśniczki, bo czasy już nie te i spojrzenie na strukturę biznesową miasta jest nieco inne. Nie zmienia to jednak faktu, że właśnie odbudowa tradycyjnego obrazu miasta, jako centrum przemysłowego kraju, jest jednym z głównych celów władz samorządowych.

Łódź ma ambicje

Skąd taka teoria? Ano z życia. Nadarzyła się bowiem ostatnio okazja, żeby realizacji tej polityki – i to z bliska – dokładnie się przyjrzeć. A o szczegóły zapytać najbardziej zainteresowanych. Okazją była nowa inwestycja ABB w Łodzi, budowa od podstaw nowej fabryki komponentów do transformatorów. Zresztą inwestycja ciekawa dla miasta z wielu powodów – finansowych, społecznych i wizerunkowych. Bo „miejski” public relations wcale nie pozostaje bez znaczenia.
Ale po kolei. ABB podejmuje decyzję o wybudowaniu na swoim terenie kolejnej fabryki. Nie musi inwestować w grunty, ani w infrastrukturę. Ma „pod ręką” wszystko, co potrzeba. No, prawie wszystko, bo nowa hala fabryczna znajdzie się na tyłach starej fabryki, więc dojazd do niej musi być od drugiej strony. A tam, niestety drogi nie ma. To znaczy jest, ale byle jaka. Trwają negocjacje z samorządem, a ten deklaruje, że droga powstanie. porządna, szeroka, z pełną infrastrukturą. Pieniądze da... Marszałek Województwa. Dlaczego miasto i województwo wyrażają aż taką ochotę do współpracy? Właśnie z powodu polityki. Łódź ma bowiem ambicje stać się centrum przemysłu kreatywnego, wiedzochłonnego, hi-tech i R&D. Miasto stricte robotnicze się nie sprawdziło, pokazała to historia.

PIT, CIT i absolwenci

No więc po pierwsze – ulica. Po drugie – krótkie i konkretne negocjacje. Po trzecie – błyskawicznie (jak na polskie realia) podpisane wszystkie uzgodnienia, pozwolenia, akceptacje, warunki przyłączeniowe i budowlane. A co w zamian? Bo ABB będzie mieć nową fabrykę. A miasto?
Miasto i region przede wszystkim podatki. PIT, CIT i wszystko co tam jeszcze należy do fiskusa odprowadzić. Będą też nowe miejsca pracy. Co prawda nie zmieni to znacząco łódzkiego rynku pracy, bo będzie ich docelowo 140, co w 700-tysięcznym mieście nie rzuca na kolana, ale wcześniej na tej inwestycji zarobią przecież także lokalni dostawcy materiałów budowlanych, wykonawcy i podwykonawcy czy firmy transportowe. A i tych 140 nowych miejsc pracy nie ma co lekceważyć, bo według Hanny Zdanowskiej, prezydent Miasta Łodzi, te stanowiska są niezwykle ważne z punktu widzenia możliwości zatrzymania w mieście absolwentów wyższych uczelni – młodych, wykształconych, dynamicznych, wchodzących w życie ludzi. Łódź ma obecnie negatywną tendencję demograficzną, więc stara się zatrzymać w mieście jak najwięcej takich osób. I miejsca te mogą zadziałać jak „kula śniegowa”, dzięki której przemysłowy rozwój Łodzi będzie coraz dynamiczniejszy.
Ale Łódź – co stanowczo podkreślają samorządowcy – to nie tylko przemysł, to także miejsce do życia dla ludzi, a rozwój przemysłu będzie powodował tworzenie kolejnych dobrze płatnych miejsc pracy, a co za tym idzie poprawę warunków życia dla wszystkich mieszkańców i rozwój całego miasta.

„Miejski” public relations

Pozostaje jeszcze kwestia wspomnianego „miejskiego” public relations. Taki rozwój zdarzeń ma – zdaniem prezydent Zdanowskiej – „pokazać potencjalnym inwestorom, że w Łodzi warto lokować nie tylko nowe inwestycje, ale także rozwijać istniejące, że jest tu sprzyjający klimat dla rozwoju przedsiębiorczości. Decyduje się przecież na to firma, której marka jest znana i doceniana na całym świecie”.
A ulica, konkretnie Wersalska na Teofilowie Przemysłowym? Przyda się na pewno, i to nie tylko firmie ABB, choć z myślą o niej będzie wybudowana. Dalej leżą kolejne, całkiem atrakcyjne tereny przemysłowe, do których dotychczas nie było zbyt dobrego dojazdu. Teraz będzie. A z Wersalskiej do węzła autostradowego A1 i A2 jest tylko pół godziny jazdy. To gigantyczny kapitał lokalizacyjny. I wygląda na to – przynajmniej na razie – że Łódź wie, jak zrobić z niego użytek.



Sławomir Dolecki

piątek, 24 sierpnia 2012

Transportowanie gigantów

Transformator – choć zasada jego działania jest niezmienna od ponad 150 lat – jest urządzeniem technologicznie bardzo zaawansowanym. Nowoczesne materiały, stopy metali o ściśle określonych parametrach magnetycznych, niemal kosmiczne rozwiązania uzwojeń, precyzyjnie wypracowany kształt czy wreszcie właściwy olej lub żywica, decydują o jego parametrach. A ma być cichy, niskostratny, niezawodny, a także samodzielnie informować obsługę o wszelkich parametrach własnej pracy i odchyleniach od normy.

Pogranicze logistyki i technologii

Ale dziś nie o tym. Bo tak naprawdę jest jeszcze jedna dziedzina dotycząca największych transformatorów mocy, traktowana trochę po macoszemu. To logistyka, a można by nawet rzec – pogranicze logistyki i technologii.
Przecież nawet najdoskonalszy w formie i treści transformator nie jest przydatny na fabrycznym placu, trzeba go przecież dostarczyć do miejsca pracy, gdzie podłączony do sieci wykaże się wszystkimi swoimi zaletami. Niestety, bywa że to wyzwanie jest porównywalnie trudne, jak sam proces projektowania i produkcji. Giganty ważące kilkaset ton pracują przecież w wielu niedostępnych miejscach na świecie, w hydroelektrowniach w wysokich górach czy na przełomach wielkich rzek, płynących przez niezmierzone lasy tropikalne.

Pięć ciężarówek jednocześnie

I o takim właśnie przypadku będą dwa słowa. I tylko dwa, bo z niesamowitej podróży dwóch największych na świecie transformatorów mocy wysokiego napięcia prądu stałego powstał krótki film, pokazujący ogrom logistycznego wyzwania i technicznych sztuczek, dzięki którym ze szwedzkiej Ludviki urządzenia trafiły w okolice Porto Velho w Brazylii.

Statkiem, koleją, barką i wreszcie na lawecie, którą ciągnęło... pięć ciężarówek jednocześnie. W końcu 400 ton to nie w kij dmuchał!
Ale i sam projekt wart jest przybliżenia. Rio-Madeira HVDC połączy dwie nowe elektrownie wodne w północno-zachodniej Brazylii z miastem Sao Paulo. Kiedy linia o długości 2,5 tys. kilometrów zostanie ukończona, stanie się najdłuższym na świecie energetycznym łączem przesyłowym. Ale o tym też w filmie.


Inne filmy:
http://www.youtube.com/watch?v=ZCmAXXVpzh8
http://www.youtube.com/watch?v=oO-WeqLgi0Q



Sławomir Dolecki


poniedziałek, 27 lutego 2012

Ostatnie słowo ma zawsze rachunek ekonomiczny

W grudniu ubiegłego roku prezes ABB Mirosław Gryszka podsumował na naszym blogu konferencję "Power Ring 2011 − Energy Roadmap 2050. Europejska polityka energetyczno-klimatyczna a polskie cele gospodarki niskoemisyjnej". Sporo miejsca poświęcił wówczas na problem konieczności poszukiwania traconych bezpowrotnie megawatów. Napisał między innymi:
„W sieci dystrybucyjnej straty wynoszą kilka terawatogodzin (ze 150 TWh produkowanych). Część tych strat to zamiana energii na ciepło w transformatorze dystrybucyjnym. Dzisiejsza technologia pozwala na zastosowanie materiałów i rozwiązań konstrukcyjnych redukujących straty własne o 280 W dla przykładowego transformatora o mocy 160 kVA.”
Przy tym prezes Gryszka napomknął zaledwie, że taki program realizuje już Polska Grupa Energetyczna. Warto w tym miejscu uzupełnić, że kryje się pod tym zamówienie ponad tysiąca unikatowych na rynku europejskim ekologicznych transformatorów rozdzielczych. W transformatorach tych zastosowana jest nowoczesna technologia rdzenia z blachy amorficznej, co przełoży się na bardzo niskie straty biegu jałowego – nawet do 50 proc. mniejsze niż w tradycyjnych rozwiązaniach. Transformatory powstają w zakładach ABB w Łodzi.

Fragment linii produkcyjnej
transformatorów rozdzielczych w fabryce
transformatorów ABB w Łodzi
Ale PGE idzie dalej. W styczniu tego roku Rada Nadzorcza Polskiej Grupy Energetycznej zatwierdziła Program Poprawy Efektywności na lata 2012-2016. Dzięki niemu PGE chce rocznie zaoszczędzić ponad 1,5 mld zł. I nie jest to chyba przypadek ani skutek jakiejś zgubnej mody na „efektywność energetyczną” skoro szefowie takiej firmy potrafili zainwestować w nowe technologie, dzięki którym wyliczyli konkretne zyski, jak może uzyskać spółka. A że musi to być decyzja czysto ekonomiczna świadczy również fakt, że podobne zamówienie (1071 sztuk) złożyła w Łodzi Grupa Tauron Dystrybucja dla swoich spółek EnergiaPro i Enion. I choć najważniejszym kryterium wyboru była cena (60 proc.), to jednak ogromne znaczenie dla odbiorcy miała również wielkość strat jałowych i obciążeniowych oferowanych transformatorów, czyli innymi słowy – energooszczędność.

To musi cieszyć. Szczególnie, że mamy właśnie kolejny dowód na to, że zakazy i nakazy nigdy nie są równie skuteczne, co rachunek ekonomiczny. Straty opłaca się eliminować, jeśli tylko koszty ich wytropienia i usunięcia będą niższe niż konieczna inwestycja. A to już jest kwestia technologii i skali jej zastosowania. I jak widać technologia już jest, a skalę wypracowują sami zainteresowani.

Sławomir Dolecki

Zgadzam się, że technologia już jest a to oznacza, że jako uczestnicy rynku musimy się jej nauczyć. Mówiąc inaczej do zestawu parametrów elektrycznych i mechanicznych, które są istotne i którymi posługujemy się przy ocenie produktów i rozwiązań musimy dołożyć kolejne, opisujące ich efektywność energetyczną. Mam wrażenie, że dzisiaj nie wszyscy jeszcze potrafimy spojrzeć na produkty z tej perspektywy.
Potrzebujemy wymiany wiedzy i doświadczeń między firmą i klientami w celu rozbudzenia świadomości w tym temacie, czego sobie i Wam życzę.

Tomasz Wolanowski - Dyrektor lokalnej Jednostki Sprzedaży Dywizje PP & PS