Oto prawdziwa siła wolnego rynku. Teraz nikt już nie powinien mieć wątpliwości, że rynek energetyczny kieruje się prawem podaży i popytu. Przykłady pokazują, że dzisiaj na rynku energii elektrycznej klient może negocjować i zyskiwać całkiem przyzwoite warunki. Wystarczy troszeczkę zawalczyć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą redukcja kosztów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą redukcja kosztów. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 21 lutego 2013
sobota, 8 grudnia 2012
Kto jest bardziej efektywny, My czy Oni?
Rzeczywistość widziana przez pryzmat efektywności energetycznej podzieliła świat na dwie grupy: Nas i Ich. My to odbiorcy i użytkownicy energii elektrycznej, Oni to jej wytwórcy i dystrybutorzy. Skąd ten podział? Ano trochę z prawodawstwa, trochę z konieczności i odrobinę z... wygody. Z Ich wygody.
środa, 1 sierpnia 2012
A jednak prąd stały
Całkiem niedawno, bo w marcu tego roku, dywagowałem na blogu na temat „Zmiennego podejścia do prądu stałego”. Niby mi wyszło, że w tym może być przyszłość. Niby, że to technologia perspektywiczna i trochę niedoceniana. Ale nie oszukujmy się, argumentów zbyt wielu na to nie miałem. Bardziej przekonanie. Więc teraz, gdy tylko wpadła mi w ręce kolejna informacja z tego zakresu, spieszę uzupełnić poprzednie portfolio.
Nie minął jeszcze miesiąc, gdy firmy ABB i Green uruchomiły nowoczesne centrum danych. Ma być ono najbardziej wydajnym na świecie, pracując w trybie on-line, a wykorzystuje właśnie technologię prądu stałego. I to między innymi powoduje większą niezawodność i efektywność energetyczną. Green to jeden z czołowych dostawców technologii informatycznych i komunikacyjnych w Szwajcarii. Zarządza między innymi centrum danych o nazwie greenDatacenter Zurich West. Pracują tam serwery HP obsługujące technologię prądu stałego wysokiego napięcia (HVDC ), co jest – jak dotąd – najbardziej wydajną realizacją tej technologii w centrum danych.
Pierwsze testy pokazały, że wykorzystanie prądu stałego daje wzrost wydajności o co najmniej 10 proc. w stosunku do analogicznych rozwiązań bazujących na prądzie przemiennym. Jednocześnie koszty inwestycji (porównując analogicznie) były o 15 proc. niższe. A ponieważ systemy DC są mniej złożone niż systemy AC, dzięki czemu wymaganych jest znacznie mniej przekształceń energii, przy pełnym obciążeniu system pobiera nawet 20 proc. energii mniej.
Projekt ten jest kolejnym dowodem na ekspansję ABB w kierunku wykorzystania technologii prądu stałego. Zresztą firma ta jest pionierem rozwiązań umożliwiających przekształcanie energii elektrycznej między systemami AC i DC, a także pierwszą, która wprowadziła na rynek rozwiązanie do przesyłu na dużą odległość prądu stałego wysokiego napięcia. Obecnie prąd stały „znaleźć” można w instalacjach ABB średniego i niskiego napięcia, w systemach ładowania pojazdów elektrycznych, sieciach rozdzielczych statków, budownictwie oraz właśnie centrach danych.
Ale mało tego. Okazało się, że i dla firmy HP projekt ten stał się wyzwaniem, a być może przełomem, bowiem specjalnie na potrzeby tego centrum spółka przygotowała rozwiązania informatyczne, które mogą pracować w technologii HVDC, w tym serwery i systemy magazynowania danych. Pojawiły się nawet informacje, że jest to początek realizacji większej strategii firmy HP ukierunkowanej na dostosowanie produktów informatycznych do technologii HVDC.
Sławomir Dolecki
Nie minął jeszcze miesiąc, gdy firmy ABB i Green uruchomiły nowoczesne centrum danych. Ma być ono najbardziej wydajnym na świecie, pracując w trybie on-line, a wykorzystuje właśnie technologię prądu stałego. I to między innymi powoduje większą niezawodność i efektywność energetyczną. Green to jeden z czołowych dostawców technologii informatycznych i komunikacyjnych w Szwajcarii. Zarządza między innymi centrum danych o nazwie greenDatacenter Zurich West. Pracują tam serwery HP obsługujące technologię prądu stałego wysokiego napięcia (HVDC ), co jest – jak dotąd – najbardziej wydajną realizacją tej technologii w centrum danych.
| greenDatacenter Zurich West (źródło: www.greendatacenter.ch) |
Projekt ten jest kolejnym dowodem na ekspansję ABB w kierunku wykorzystania technologii prądu stałego. Zresztą firma ta jest pionierem rozwiązań umożliwiających przekształcanie energii elektrycznej między systemami AC i DC, a także pierwszą, która wprowadziła na rynek rozwiązanie do przesyłu na dużą odległość prądu stałego wysokiego napięcia. Obecnie prąd stały „znaleźć” można w instalacjach ABB średniego i niskiego napięcia, w systemach ładowania pojazdów elektrycznych, sieciach rozdzielczych statków, budownictwie oraz właśnie centrach danych.
Ale mało tego. Okazało się, że i dla firmy HP projekt ten stał się wyzwaniem, a być może przełomem, bowiem specjalnie na potrzeby tego centrum spółka przygotowała rozwiązania informatyczne, które mogą pracować w technologii HVDC, w tym serwery i systemy magazynowania danych. Pojawiły się nawet informacje, że jest to początek realizacji większej strategii firmy HP ukierunkowanej na dostosowanie produktów informatycznych do technologii HVDC.
Sławomir Dolecki
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Największy na świecie generator mocy
Poruszamy czasami temat efektywności energetycznej, jednak
ze świadomością, że dla większości osób „efektywność” to chwytliwe hasło
współczesnego świata, które ma rzekomo rozwiązać nasz problem energetyczny. Na
„oszczędzanie” patrzymy dość sceptycznie, bo tak naprawdę brakuje dobrych
rzeczowych opracowań, ile na tym można zyskać i w jaki sposób przekłada się to
na nas wszystkich.
Sławomir Dolecki
I wreszcie takie opracowanie się pojawiło. Jest co prawda
fragmentaryczne, bo dotyczy jedynie silników elektrycznych oraz napędów tylko
jednej firmy, ale skala zjawiska i jego efekty są naprawdę porażające.
Otóż okazało się, że według szacunkowych danych za rok 2011
napędy zmiennoprędkościowe ABB pozwoliły zaoszczędzić ok. 310 mln MWh energii
elektrycznej! To o 19 proc. więcej niż rok wcześniej. A jeśli ktoś wciąż czuje
niedosyt informacyjny, bo megawatogodziny niewiele mu mówią, to ilość ta
oznacza ni mniej ni więcej tylko efekt ciągłej pracy 41 elektrowni atomowych. I
jeśli przyjąć, że tego typu reaktorów jest obecnie na świecie 436, to widać, że
tylko dzięki oszczędnościom poczynionym na silnikach elektrycznych potencjału
tego nie trzeba było zwiększać o dodatkowe 10 proc.
Kolejne liczby? Proszę bardzo: oszczędności generowane przez
silniki ABB w 2011 roku odpowiadają emisji 260 mln ton CO2 – w
przypadku, gdyby ta energia pochodziła z paliw kopalnych – lub równowartości 34
mld dolarów w postaci zmniejszonych opłat za energię. Poza tym, statystycznie
rzecz ujmując, to czego nie zużyły silniki elektryczne spokojnie pozwala
korzystać z energii elektrycznej 75 mln gospodarstw domowych Unii Europejskiej
przez okrągły rok.
Oczywiście są to szacunki. Jednak oparte na liczbach
rzeczywistych – biorą pod uwagę średnią konsumpcję elektryczności w aplikacjach,
w których są oraz w których nie ma zainstalowanych napędów. Bo w przypadku
silników elektrycznych ok. 95 proc. całkowitych kosztów ich użytkowania stanowi
energia elektryczna, więc inwestycja w napędy elektryczne zazwyczaj zwraca się
w mniej niż dwa lata.
Czy pozostają jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do
opłacalności efektywności? 43 mld dolarów to chyba wartość wystarczająco
przekonująca. Poza tym, okazuje się, że nie ma na świecie większego generatora
mocy, niż „oszczędność”.
Sławomir Dolecki
piątek, 11 maja 2012
A za trzy lata zgaśnie światło
![]() |
| Stoisko ABB na EXPOPOWER 2012 |
Ale czasami, między jedną nawiązaną biznesową relacją, a innym spotkaniem w interesach, można wyłowić prawdziwe perełki. Tym razem „perełką” okazało się wystąpienie prof. Krzysztofa Żmijewskiego z Politechniki Warszawskiej, sekretarza generalnego Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji, podczas konferencji technicznej „Kompleksowa integracja produktów i systemów informatycznych ABB w sieciach inteligentnych”.
W innej rzeczywistości
![]() |
| Wykład prof. Żmijewskiego |
Jak u Hitchcocka...
No a potem to zupełnie jak u Alfreda Hitchcocka. Napięcie tylko rosło. Prof. Żmijewski przeanalizował wpływ Pakietu Klimatycznego na polski system elektroenergetyczny i całą naszą branżę.– Pakiet klimatyczny służy ochronie wielkich grup biznesowych, bo pozwala przenosić produkcję wysokoemisyjną do krajów najbiedniejszych, a z punktu widzenia całej planety nie ma to żadnego znaczenia dla środowiska – mówił prezentując liczby, wykresy i zestawienia na poparcie tej tezy. – Wymaga się tego również od nas, a Polski nie stać dzisiaj na ograniczanie produkcji i dodatkowe restrykcje wobec przedsiębiorstw.
Wiele czasu poświęcił również na kwestie związane z kontrowersyjnymi limitami na emisję CO2 i wykazał dlaczego – jego zdaniem – Polska nie powinna na takie rozwiązania się godzić.
Na sali przez kilkadziesiąt minut panowała cisza. Kolejnemu mówcy pozostało już tylko studzenie nastrojów i wprowadzanie wątków optymistycznych. Że może jednak nie będzie tak źle, choć dowodów na to, że będzie dobrze szczególnie dużo nie miał. Nasza energetyczna rzeczywistość okazała się smutna i w perspektywie nieciekawa. Ale jest szansa, że jakoś to będzie. Jak zawsze. Bo przecież autostradę A4 w końcu udało się otworzyć. A A2 też na pewno kiedyś będzie przejezdna...
Więcej o ABB na EXPOPOWER 2012
Sławomir Dolecki
wtorek, 6 marca 2012
Efektywność w perspektywie czasu
Na łamach wydawanego przez ABB magazynu „Dzisiaj” właśnie ukazał się obszerny artykuł nt. kondycji branży cementowej w Polsce, w tym m.in. stopnia jej technologicznego zaawansowania. Jak się okazuje, ten jeden z najbardziej energochłonnych procesów technologicznych, liczonych ilością energii zużywanej na tonę produktu końcowego, ma się w Polsce bardzo dobrze! Oczywiście sprzyja temu koniunktura na cement stymulowana szczególnie w ostatnich latach inwestycjami w infrastrukturze i budownictwie. Ale czy tylko? Współczesne cementownie to już nie tylko prosta produkcja cementu, która zresztą sama w sobie też nie jest wcale taka prosta. Model biznesowy i rachunek wyników tych zakładów na przestrzeni ostatniej dekady został istotnie rozszerzony m.in. o spalanie ładnie brzmiących „paliw alternatywnych” czyli mówiąc wprost posortowanych śmieci. Choć wprowadzają sporo utrudnień do samego procesu produkcyjnego, same z siebie stanowią dodatkowe źródło energii, a ponadto ich spalanie przynosi realne korzyści finansowe.
Ilekroć czytam tego typu informacje zastanawiam się, skąd bierze się taka inwencja? Co powoduje, że niektóre branże gotowe są walczyć o ułamki procentów swojej efektywności energetycznej, szukając pomysłów i inicjatyw poprawy w każdym zakątku swojej technologii albo w jej otoczeniu, podczas gdy inne, nadal gotowe są akceptować swoją „przeciętność” w tym względzie? Myślę, że powodów tego jest kilka. Pierwszym i najistotniejszym wydaje się być postawa właścicieli, udziałowców. To oni stawiają menedżerom coraz to większe oczekiwania, co przy ograniczonych możliwościach podnoszenia cen, zmusza do permanentnego ścigania się z kosztami produkcji, a w tych jak łatwo zauważyć coraz większy udział stanowi przecież energia. Patrząc wyłącznie z perspektywy doraźnych kosztów pojawia się jednak pozorny dylemat – CZASU! Choć dla mnie osobiście jest on wyłącznie pozorny, to jednak nader często spotykam się z przykładami, że problem kosztów w zakładach próbuje się rozwiązywać wyłącznie poprzez tanie zakupy.
Myślę, że w przemyśle, podobną zmianę obserwowaliśmy już na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat np. jeśli chodzi o bezpieczeństwo pracy. Często z dość fasadowej, czy wyłącznie proceduralnej, z czasem stała się elementem kultury każdej współczesnej odpowiedzialnej firmy. Podobnie jest z efektywnością energetyczną. Taka zmiana nie dzieje się jednak z dnia na dzień, jako wynik polecenia służbowego. Dla swej skuteczności, wymaga konsekwentnego, pełnego determinacji przywództwa, w którym deklarowana polityka poprawy efektywności energetycznej firmy, przekłada się wprost i bezkompromisowo na podejmowane decyzje i działania operacyjne. Tylko wówczas nikt nie będzie miał złudzeń, że jest traktowana naprawdę serio.
Ktoś mógłby zadać pytanie, a gdzie w tym wszystkim jest technologia, inżynieria? Czy one nie są ważne? Czy w ogóle istnieją, czy są już teraz dostępne? Jak najbardziej! Wiele z nich jest już dostępnych praktycznie na wyciągnięcie ręki, a każdego dnia pojawiają się nowe. Firmy takie jak ABB, oparły wręcz całą swoją biznesową strategię na dostarczaniu urządzeń i usług zorientowanych na poprawę efektywności energetycznej ich klientów. Ich szeroka i zróżnicowana oferta jest tutaj warunkiem koniecznym, lecz nie wystarczającym. Równie ważna jest gotowość i chęć by po nie sięgać!
Cena energii i jej jakość stają się coraz bardziej krytyczne, dlatego nikt już chyba nie wątpi, że najbliższe lata w przemyśle będą upływać właśnie pod znakiem efektywności w tym zakresie. Świadomość tego zjawiska i wyjście mu na przeciw, będą kluczowymi czynnikami warunkującymi sukces większości branż przemysłu, dlatego krok w tym kierunku warto wykonać już dziś. Warto też, aby był on częścią większego biznes planu, który zakłada budowanie wartości firmy w dłuższej perspektywie czasu. Wówczas dopiero widoczne będzie jak bardzo się to opłaca.
Przemysław Tomys - Dyrektor krajowy ds. Serwisu ABB w Polsce
Co napędza innowacje?
![]() |
| Cementownia Ożarów |
Efekty widoczne po czasie...
No dobrze, ale co ma do tego „czas”? Otóż ma i to bardzo dużo! Myślę, że każdy z nas mógłby przytoczyć bardzo wiele przykładów menedżerskich decyzji, które w tych samych okolicznościach były by dalece różne, gdyby podejmować je przy założeniu, że korzyści z nich płynących będziemy oczekiwać w perspektywie pięciu lat, a nie np. roku, dwóch. Niska cena zakupu jest tu i teraz, a na niskie koszty eksploatacji trzeba poczekać. Niestety wielu menedżerów nie chce, albo nie jest im dane, czekać tak długo na efekty swoich decyzji. A szkoda. Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że długi czas to w analizie zwrotu z inwestycji bardzo realne ryzyko. Zgoda! Tyle że jakie jest ryzyko w stwierdzeniu, iż energia w przyszłości będzie jeszcze droższa? A zatem „świadomie określone kryterium czasu” w decyzjach menedżerskich – to czynnik, który moim zdaniem decyduje o wysokiej efektywności energetycznej niektórych zakładów. Jest jeszcze jeden element, może najważniejszy - to umiejętność angażowania menedżerów i załogi na rzecz poprawy efektywności energetycznej. W tradycyjnych organizacjach, gdzie mamy piony marketingu i sprzedaży, inwestycji, produkcji, utrzymania ruchu, finansów, w ramach przypisanych im kompetencji i obowiązków wcale nie tak łatwo jest adresować kwestie efektywności energetycznej. Można nią zarządzać w sposób procesowy, uruchamiać programy na rzecz poprawy, ale by prawdziwie wykorzystać cały potencjał firmy, powinna się ona stać elementem jej DNA - a to wymaga budowania nowych form współpracy i przywództwa .Myślę, że w przemyśle, podobną zmianę obserwowaliśmy już na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat np. jeśli chodzi o bezpieczeństwo pracy. Często z dość fasadowej, czy wyłącznie proceduralnej, z czasem stała się elementem kultury każdej współczesnej odpowiedzialnej firmy. Podobnie jest z efektywnością energetyczną. Taka zmiana nie dzieje się jednak z dnia na dzień, jako wynik polecenia służbowego. Dla swej skuteczności, wymaga konsekwentnego, pełnego determinacji przywództwa, w którym deklarowana polityka poprawy efektywności energetycznej firmy, przekłada się wprost i bezkompromisowo na podejmowane decyzje i działania operacyjne. Tylko wówczas nikt nie będzie miał złudzeń, że jest traktowana naprawdę serio.
Ktoś mógłby zadać pytanie, a gdzie w tym wszystkim jest technologia, inżynieria? Czy one nie są ważne? Czy w ogóle istnieją, czy są już teraz dostępne? Jak najbardziej! Wiele z nich jest już dostępnych praktycznie na wyciągnięcie ręki, a każdego dnia pojawiają się nowe. Firmy takie jak ABB, oparły wręcz całą swoją biznesową strategię na dostarczaniu urządzeń i usług zorientowanych na poprawę efektywności energetycznej ich klientów. Ich szeroka i zróżnicowana oferta jest tutaj warunkiem koniecznym, lecz nie wystarczającym. Równie ważna jest gotowość i chęć by po nie sięgać!
Cena energii i jej jakość stają się coraz bardziej krytyczne, dlatego nikt już chyba nie wątpi, że najbliższe lata w przemyśle będą upływać właśnie pod znakiem efektywności w tym zakresie. Świadomość tego zjawiska i wyjście mu na przeciw, będą kluczowymi czynnikami warunkującymi sukces większości branż przemysłu, dlatego krok w tym kierunku warto wykonać już dziś. Warto też, aby był on częścią większego biznes planu, który zakłada budowanie wartości firmy w dłuższej perspektywie czasu. Wówczas dopiero widoczne będzie jak bardzo się to opłaca.
Przemysław Tomys - Dyrektor krajowy ds. Serwisu ABB w Polsce
czwartek, 1 marca 2012
Zmienne podejście do prądu stałego
Gdy w sieci pojawiła się informacja o pierwszym na świecie systemie prądu stałego dla statków, zacząłem się zastanawiać nad istotą... prądu stałego. Trochę chyba przyzwyczailiśmy się, że na co dzień mamy do czynienia z prądem przemiennym, a stały jest tak trochę w zapomnieniu. Ba, dla przeciętnego użytkownika energii niemalże nie istnieje. Oczywiście w świadomości, bo przecież każdy z nas korzysta z niego wiele razy dziennie. Ale ta istota prądu stałego zaprzątnęła moje myśli na tyle, że zacząłem szukać informacji, gdzie i dlaczego się go wykorzystuje. Czy huty metali nieżelaznych, gdzie gigantyczne prądy niezbędne w procesie technologicznym wymagają zasilania DC, elektronika użytkowa (zasilacze, ładowarki, piloty) czy szynowa komunikacja publiczna to już wszystko?
Przy okazji natknąłem się na dość ciekawą teorię, którą przytoczę, bo mnie zafrapowała... Otóż niejaka justyna94_15, która przygotowała opracowanie na temat prądu na stronę www.sciaga.pl, napisała:
Ale wracając do sedna. Tropiąc prądy trafiłem na dość ciekawą prawidłowość. Rozwojem tej technologii zainteresowana jest przed wszystkim ABB. I zapewne nie robi tego społecznie albo z powodu kultywowania pamięci o Michaelu Faradayu. Przecież nie kto inny, tylko właśnie ta spółka, słynie w świecie z systemów prostownikowych, budowanych zresztą w Polsce. A napędy? Proszę bardzo. Technologia prądu stałego niesie dla nich wiele możliwości, dlatego ABB wciąż inwestuje w ich rozwój. Efektem tych prac jest wprowadzona ostatnio do sprzedaży nowa rodzina przekształtników tyrystorowych serii DCS800. Jest to produkt nowoczesny, bo chociaż zasada działania przekształtników prądu stałego nie zmieniła się od dziesięcioleci, to ich funkcjonalność, interfejs sterowania i koncepcja integracji z systemami nadrzędnymi ulega ciągłej ewolucji. Warto tu też wspomnieć o HVDC, przecież najlepsze systemy przysłania energii na duże odległości wykorzystując właśnie prąd stały.
Może jednak nie jest do końca tak, że ten prąd stały to „martwota i bezruch”. Może wciąż kryje w sobie wiele możliwości, które po prostu trzeba odkryć. Może ochota z jaką świat przeszedł na prąd przemienny jest pójściem na łatwiznę, bo go łatwiej transformować, przesyłać i obrabiać... A przecież każda ciekawostka i nowość związana z DC zaczyna się od słów „najbardziej energooszczędny”, „super efektywny”, „ekologiczny”. A to chyba nie przypadek...
Sławomir Dolecki
Przy okazji natknąłem się na dość ciekawą teorię, którą przytoczę, bo mnie zafrapowała... Otóż niejaka justyna94_15, która przygotowała opracowanie na temat prądu na stronę www.sciaga.pl, napisała:
„Nad tym, czy prąd zmienny jest lepszy od prądu stałego można by długo dyskutować, jednak już sama nazwa faworyzuje prąd zmienny. Zmienność kojarzy się z ruchem, zmianami (na lepsze lub gorsze), stałą aktywność, życie itp. Stałość zazwyczaj kojarzy się z zatrzymaniem, martwotą, bezruchem.”Ha! Czy komuś poza autorem tych słów przyszło to kiedyś do głowy? Stałość to bezruch! Dobre! Całe szczęście, że z tą teorią nie zapoznali się wcześniej inżynierowie z firmy Myklebusthaug Management, bo zapewne w życiu nie zamówiliby wspomnianego na wstępie pierwszego na świecie systemu zasilania prądem stałym jednostki pływającej. No bo przecież nie było ich zamiarem, by 93-metrowy okręt o załadunku pięć tysięcy ton zastygł bez ruchu przy portowym nabrzeżu. A z ich planów wynika raczej, że ten przybrzeżny statek pomocniczy, budowany obecnie w Norwegii, będzie pracował na najwyższym poziomie efektywności energetycznej. Rozwiązanie energetyczne będzie natomiast kompletnym pokładowym systemem prądu stałego, włączając w to wszystkie systemy zasilania, napędu i automatyki. Według twórców i przyszłego użytkownika będzie też najnowocześniejszy i najbardziej ekologiczny system zasilania na świecie. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do serwisu prasowego ABB i na youtube, gdzie pod hasłem „ Onboard DC Grid” znaleźć można wiele ciekawych materiałów.
![]() |
| Przykład jednostki na, których będą instalowane systemy zasilania prądem stałym |
Ale wracając do sedna. Tropiąc prądy trafiłem na dość ciekawą prawidłowość. Rozwojem tej technologii zainteresowana jest przed wszystkim ABB. I zapewne nie robi tego społecznie albo z powodu kultywowania pamięci o Michaelu Faradayu. Przecież nie kto inny, tylko właśnie ta spółka, słynie w świecie z systemów prostownikowych, budowanych zresztą w Polsce. A napędy? Proszę bardzo. Technologia prądu stałego niesie dla nich wiele możliwości, dlatego ABB wciąż inwestuje w ich rozwój. Efektem tych prac jest wprowadzona ostatnio do sprzedaży nowa rodzina przekształtników tyrystorowych serii DCS800. Jest to produkt nowoczesny, bo chociaż zasada działania przekształtników prądu stałego nie zmieniła się od dziesięcioleci, to ich funkcjonalność, interfejs sterowania i koncepcja integracji z systemami nadrzędnymi ulega ciągłej ewolucji. Warto tu też wspomnieć o HVDC, przecież najlepsze systemy przysłania energii na duże odległości wykorzystując właśnie prąd stały.
Może jednak nie jest do końca tak, że ten prąd stały to „martwota i bezruch”. Może wciąż kryje w sobie wiele możliwości, które po prostu trzeba odkryć. Może ochota z jaką świat przeszedł na prąd przemienny jest pójściem na łatwiznę, bo go łatwiej transformować, przesyłać i obrabiać... A przecież każda ciekawostka i nowość związana z DC zaczyna się od słów „najbardziej energooszczędny”, „super efektywny”, „ekologiczny”. A to chyba nie przypadek...
Sławomir Dolecki
poniedziałek, 27 lutego 2012
Ostatnie słowo ma zawsze rachunek ekonomiczny
W grudniu ubiegłego roku prezes ABB Mirosław Gryszka
podsumował na naszym blogu konferencję "Power Ring 2011 − Energy Roadmap
2050. Europejska polityka energetyczno-klimatyczna a polskie cele gospodarki
niskoemisyjnej". Sporo miejsca poświęcił wówczas na problem konieczności
poszukiwania traconych bezpowrotnie megawatów. Napisał między innymi:
Ale PGE idzie dalej. W styczniu tego roku Rada Nadzorcza Polskiej Grupy Energetycznej zatwierdziła Program Poprawy Efektywności na lata 2012-2016. Dzięki niemu PGE chce rocznie zaoszczędzić ponad 1,5 mld zł. I nie jest to chyba przypadek ani skutek jakiejś zgubnej mody na „efektywność energetyczną” skoro szefowie takiej firmy potrafili zainwestować w nowe technologie, dzięki którym wyliczyli konkretne zyski, jak może uzyskać spółka. A że musi to być decyzja czysto ekonomiczna świadczy również fakt, że podobne zamówienie (1071 sztuk) złożyła w Łodzi Grupa Tauron Dystrybucja dla swoich spółek EnergiaPro i Enion. I choć najważniejszym kryterium wyboru była cena (60 proc.), to jednak ogromne znaczenie dla odbiorcy miała również wielkość strat jałowych i obciążeniowych oferowanych transformatorów, czyli innymi słowy – energooszczędność.
To musi cieszyć. Szczególnie, że mamy właśnie kolejny dowód na to, że zakazy i nakazy nigdy nie są równie skuteczne, co rachunek ekonomiczny. Straty opłaca się eliminować, jeśli tylko koszty ich wytropienia i usunięcia będą niższe niż konieczna inwestycja. A to już jest kwestia technologii i skali jej zastosowania. I jak widać technologia już jest, a skalę wypracowują sami zainteresowani.
Sławomir Dolecki
Zgadzam się, że technologia już jest a to oznacza, że jako uczestnicy rynku musimy się jej nauczyć. Mówiąc inaczej do zestawu parametrów elektrycznych i mechanicznych, które są istotne i którymi posługujemy się przy ocenie produktów i rozwiązań musimy dołożyć kolejne, opisujące ich efektywność energetyczną.
Mam wrażenie, że dzisiaj nie wszyscy jeszcze potrafimy spojrzeć na produkty z tej perspektywy.
Potrzebujemy wymiany wiedzy i doświadczeń między firmą i klientami w celu rozbudzenia świadomości w tym temacie, czego sobie i Wam życzę.
Tomasz Wolanowski - Dyrektor lokalnej Jednostki Sprzedaży Dywizje PP & PS
„W sieci dystrybucyjnej straty wynoszą kilka terawatogodzin (ze 150 TWh produkowanych). Część tych strat to zamiana energii na ciepło w transformatorze dystrybucyjnym. Dzisiejsza technologia pozwala na zastosowanie materiałów i rozwiązań konstrukcyjnych redukujących straty własne o 280 W dla przykładowego transformatora o mocy 160 kVA.”Przy tym prezes Gryszka napomknął zaledwie, że taki program realizuje już Polska Grupa Energetyczna. Warto w tym miejscu uzupełnić, że kryje się pod tym zamówienie ponad tysiąca unikatowych na rynku europejskim ekologicznych transformatorów rozdzielczych. W transformatorach tych zastosowana jest nowoczesna technologia rdzenia z blachy amorficznej, co przełoży się na bardzo niskie straty biegu jałowego – nawet do 50 proc. mniejsze niż w tradycyjnych rozwiązaniach. Transformatory powstają w zakładach ABB w Łodzi.
![]() |
| Fragment linii produkcyjnej transformatorów rozdzielczych w fabryce transformatorów ABB w Łodzi |
To musi cieszyć. Szczególnie, że mamy właśnie kolejny dowód na to, że zakazy i nakazy nigdy nie są równie skuteczne, co rachunek ekonomiczny. Straty opłaca się eliminować, jeśli tylko koszty ich wytropienia i usunięcia będą niższe niż konieczna inwestycja. A to już jest kwestia technologii i skali jej zastosowania. I jak widać technologia już jest, a skalę wypracowują sami zainteresowani.
Sławomir Dolecki
Potrzebujemy wymiany wiedzy i doświadczeń między firmą i klientami w celu rozbudzenia świadomości w tym temacie, czego sobie i Wam życzę.
Tomasz Wolanowski - Dyrektor lokalnej Jednostki Sprzedaży Dywizje PP & PS
wtorek, 31 stycznia 2012
Energia odnawialna: biznes czy konieczność?
Notowana na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych firma Skotan zamierza zbudować instalację umożliwiającą pozyskiwanie energii z fal morskich. To informacja zaczerpnięta z "Puls Biznesu". Ważna informacja. Pokazująca jednoznacznie, że w Polsce wciąż mamy możliwości pozyskiwania energii odnawialnej ze źródeł na wskroś niekonwencjonalnych, co przy czekającej nas w 2020 roku konieczności spełnienia unijnych wytycznych dotyczących udziału energetyki odnawialnej w wolumenie wytwarzanej energii, jest budujące.
Z drugiej strony optymistycznie nastraja również fakt, że mamy w kraju firmy inżynierskie, które czują się na siłach stanąć w szranki z najlepszymi konstruktorami na świecie i chcą projektować i budować instalacje, których świat wciąż nie jest w stanie wdrożyć komercyjnie. I to jest fajne. Nasi górą! Oczywiście jeśli odniosą sukces. Ale w sukces ten wielu komentatorów nie wierzy. A to że fale na Bałtyku marne, więc perspektywa słaba. A to że nikt na świecie nie wprowadza tego komercyjnie, więc pewnie się to zupełnie nie opłaca. A to że w Polsce przepisy prawa i tak „zamordują” każdą najlepszą koncepcję. No cóż, gdyby Unia zamiast energii odnawialnej chciała wysokiego odsetka malkontentów, nie mielibyśmy problemu z wypełnieniem najbardziej rygorystycznych wymagań. Tak to już jest.
Ale tak naprawdę informacja o planach firmy Skotan przyciągnęła moją uwagę z innego powodu. Otóż 75 proc. wartości całego projektu, czyli niemal 30 mln zł, inwestor pozyska w formie dotacji. Zacząłem się więc zastanawiać, jak to z tym inwestowaniem w energetykę odnawialną jest. Biznes czy konieczność? Udaje się na tym zarobić, czy może tworzymy wielkie deficytowe projekty, na które trzeba wykładać pieniądze, żeby dojść do zadekretowanych 20 proc. energii odnawialnej.
Tu oczywiście również mogłem liczyć na wszechobecnych malkontentów, którzy stwierdzili, iż „to kolejny projekt na wydojenie publicznych pieniędzy”, i „na bank chodzi tylko o zebranie dotacji”... Czasami to trudno się oprzeć wrażeniu, że w tych złośliwościach jest nuta prawdy, ale przecież cały świat dotuje energetykę odnawialną, więc pewnie konieczność bierze górę nad biznesem i tak już musi być. Szczególnie, że mówimy o naprawdę dużych pieniądzach. Tylko w ubiegłym roku Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przeznaczył 400 mln zł na wsparcie firm produkujących energię wiatrową. Kupa forsy, i to tylko na jedno z wielu źródeł energii.
No więc zacząłem węszyć. Ile pieniędzy kosztuje nas ten fragment ekologii? Otóż dużo, bardzo dużo. W skali świata dopłaty na biopaliwa, energię wiatrową i słoneczną wyniosły w 2010 roku ponad 65 mld dolarów! Rok wcześniej – według Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) – 57 mld dolarów. Znaczy dużo i coraz więcej.
Ale znalazłem coś jeszcze. Coś, co zupełnie przewartościowało kwestię dotowania odnawialnych źródeł energii. Okazało się bowiem, podaję za „Gazetą Wyborczą”, która powołuje się na dane IEA, że energia odnawialna dostaje 6 razy... mniej dopłat niż paliwa kopalne! Nasze pieniądze płyną na energię pochodzącą z ropy, gazu i węgla. Rządy 37 krajów świata subsydiują wydobycie paliw kopalnych. W roku 2010 dopłaty te wyniosły na świecie 409 mld dolarów!. Rok wcześniej – 312 mld dolarów. Szok. W tym kontekście mówienie o deficytowej energii odnawialnej jest chyba nieporozumieniem, bo jak ma ona ma być porównywalnie dochodowa, skoro w tą „opłacalną” ładuje się setki miliardów dolarów.
Sławomir Dolecki
Z drugiej strony optymistycznie nastraja również fakt, że mamy w kraju firmy inżynierskie, które czują się na siłach stanąć w szranki z najlepszymi konstruktorami na świecie i chcą projektować i budować instalacje, których świat wciąż nie jest w stanie wdrożyć komercyjnie. I to jest fajne. Nasi górą! Oczywiście jeśli odniosą sukces. Ale w sukces ten wielu komentatorów nie wierzy. A to że fale na Bałtyku marne, więc perspektywa słaba. A to że nikt na świecie nie wprowadza tego komercyjnie, więc pewnie się to zupełnie nie opłaca. A to że w Polsce przepisy prawa i tak „zamordują” każdą najlepszą koncepcję. No cóż, gdyby Unia zamiast energii odnawialnej chciała wysokiego odsetka malkontentów, nie mielibyśmy problemu z wypełnieniem najbardziej rygorystycznych wymagań. Tak to już jest.
Zobacz istniejące generatory energii pochodzącej z fal morskich
Ale tak naprawdę informacja o planach firmy Skotan przyciągnęła moją uwagę z innego powodu. Otóż 75 proc. wartości całego projektu, czyli niemal 30 mln zł, inwestor pozyska w formie dotacji. Zacząłem się więc zastanawiać, jak to z tym inwestowaniem w energetykę odnawialną jest. Biznes czy konieczność? Udaje się na tym zarobić, czy może tworzymy wielkie deficytowe projekty, na które trzeba wykładać pieniądze, żeby dojść do zadekretowanych 20 proc. energii odnawialnej.
Tu oczywiście również mogłem liczyć na wszechobecnych malkontentów, którzy stwierdzili, iż „to kolejny projekt na wydojenie publicznych pieniędzy”, i „na bank chodzi tylko o zebranie dotacji”... Czasami to trudno się oprzeć wrażeniu, że w tych złośliwościach jest nuta prawdy, ale przecież cały świat dotuje energetykę odnawialną, więc pewnie konieczność bierze górę nad biznesem i tak już musi być. Szczególnie, że mówimy o naprawdę dużych pieniądzach. Tylko w ubiegłym roku Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przeznaczył 400 mln zł na wsparcie firm produkujących energię wiatrową. Kupa forsy, i to tylko na jedno z wielu źródeł energii.
No więc zacząłem węszyć. Ile pieniędzy kosztuje nas ten fragment ekologii? Otóż dużo, bardzo dużo. W skali świata dopłaty na biopaliwa, energię wiatrową i słoneczną wyniosły w 2010 roku ponad 65 mld dolarów! Rok wcześniej – według Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) – 57 mld dolarów. Znaczy dużo i coraz więcej.
Ale znalazłem coś jeszcze. Coś, co zupełnie przewartościowało kwestię dotowania odnawialnych źródeł energii. Okazało się bowiem, podaję za „Gazetą Wyborczą”, która powołuje się na dane IEA, że energia odnawialna dostaje 6 razy... mniej dopłat niż paliwa kopalne! Nasze pieniądze płyną na energię pochodzącą z ropy, gazu i węgla. Rządy 37 krajów świata subsydiują wydobycie paliw kopalnych. W roku 2010 dopłaty te wyniosły na świecie 409 mld dolarów!. Rok wcześniej – 312 mld dolarów. Szok. W tym kontekście mówienie o deficytowej energii odnawialnej jest chyba nieporozumieniem, bo jak ma ona ma być porównywalnie dochodowa, skoro w tą „opłacalną” ładuje się setki miliardów dolarów.
Sławomir Dolecki
czwartek, 22 grudnia 2011
Czy stać nas na nieefektywność?
Zapraszając mnie do udziału w panelowej dyskusji, profesor Żmijewski postawił mi zadanie:
Łączna moc zainstalowanych transformatorów to ok. 44000 MVA. Wystarczy podzielić i pomnożyć i 70 MVA po wymianie można zaoszczędzić.
To potrwa, bo łącznie mamy w kraju ok. 245 000 szt. zainstalowanych transformatorów.
Polska Grupa Energetyczna, jako pierwsza realizuje już taki program.
Podobny poziom strat występuje w sieci przesyłowej. Tutaj problemem jest moc bierna ograniczająca zdolności przesyłowe linii HV i oczywiście również powodująca straty. Są dostępne rozwiązania techniczne będące antidotum na te bolączki np. FACTS. Jest to technologia z powodzeniem stosowana w Europie i wierzę, że trafi wkrótce do polskiej sieci przesyłowej.
Straty własne występują w transformatorze mocy, można je obniżyć o 40% (straty jałowe) i o 25% (straty obciążeniowe). Gdybyśmy wymienili te wyprodukowane przed rokiem 2000 na nowe, zredukowalibyśmy straty o ok. 190 MVA. Ziarnko do ziarnka…
Prowadzący panel redaktor zadał mi pytanie:
Jeśli porównamy koszt energii zużytej przez silnik przez całe jego techniczne życie z kosztem samego silnika, to okaże się, że koszt silnika to nie więcej jak 5%.
Jeśli nowoczesny silnik, zgodny ze standardami europejskimi IE2, ma sprawność o ok. 3% wyższą od starych rozwiązań, to różnica w cenie spłaca się bardzo szybko. Jeśli dodatkowo zasilimy silnik przez przemiennik częstotliwości, możemy ograniczyć zużycie energii od 15 do 30%. Trochę matematyki i mamy łącznie o ponad 400 MW zmniejszenia zużycia w skali całej gospodarki.
Potem padło kolejne pytanie:
Może zbyt optymistycznie, a może nie….?
Mirek Gryszka - Prezes Zarządu ABB Sp. z o.o.
Znajdź tyle MW-atów energii, ile się da, bo w 2016 roku braknie nam w Polsce kilku tysięcy.Zgodziłem się z profesorem, że lepszym źródłem energii od węgla, gazu jest jej oszczędzanie i podałem kilka przykładów. W sieci dystrybucyjnej straty wynoszą kilka terawatogodzin (ze 150 TWh produkowanych). Część tych strat to zamiana energii na ciepło w transformatorze dystrybucyjnym. Dzisiejsza technologia pozwala na zastosowanie materiałów i rozwiązań konstrukcyjnych redukujących straty własne o 280 W dla przykładowego transformatora o mocy 160KVA.
Łączna moc zainstalowanych transformatorów to ok. 44000 MVA. Wystarczy podzielić i pomnożyć i 70 MVA po wymianie można zaoszczędzić.
To potrwa, bo łącznie mamy w kraju ok. 245 000 szt. zainstalowanych transformatorów.
Polska Grupa Energetyczna, jako pierwsza realizuje już taki program.
Podobny poziom strat występuje w sieci przesyłowej. Tutaj problemem jest moc bierna ograniczająca zdolności przesyłowe linii HV i oczywiście również powodująca straty. Są dostępne rozwiązania techniczne będące antidotum na te bolączki np. FACTS. Jest to technologia z powodzeniem stosowana w Europie i wierzę, że trafi wkrótce do polskiej sieci przesyłowej.
Straty własne występują w transformatorze mocy, można je obniżyć o 40% (straty jałowe) i o 25% (straty obciążeniowe). Gdybyśmy wymienili te wyprodukowane przed rokiem 2000 na nowe, zredukowalibyśmy straty o ok. 190 MVA. Ziarnko do ziarnka…
Prowadzący panel redaktor zadał mi pytanie:
Ale dlaczego to jest takie drogie?W odpowiedzi zapytałem o definicję ceny. I podałem przykład silników elektrycznych, które konsumują ok. 65% energii zużywanej przez przemysł, rolnictwo i budownictwo, a te trzy segmenty zużywają ok. 50% wyprodukowanej w Polsce energii.
Jeśli porównamy koszt energii zużytej przez silnik przez całe jego techniczne życie z kosztem samego silnika, to okaże się, że koszt silnika to nie więcej jak 5%.
Jeśli nowoczesny silnik, zgodny ze standardami europejskimi IE2, ma sprawność o ok. 3% wyższą od starych rozwiązań, to różnica w cenie spłaca się bardzo szybko. Jeśli dodatkowo zasilimy silnik przez przemiennik częstotliwości, możemy ograniczyć zużycie energii od 15 do 30%. Trochę matematyki i mamy łącznie o ponad 400 MW zmniejszenia zużycia w skali całej gospodarki.
Potem padło kolejne pytanie:
To o ile można ograniczyć zużycie energii w kraju przez zastosowanie nowoczesnych energooszczędnych technologi?Bez namysłu odpowiedziałem: do 40%.
Może zbyt optymistycznie, a może nie….?
Mirek Gryszka - Prezes Zarządu ABB Sp. z o.o.
czwartek, 15 grudnia 2011
Kij czy marchewka?
Energetyka to dość specyficzna branża. Z jednej strony szalenie konserwatywna i niemalże niezmienna, bo przecież prąd od zawsze jest taki sam, a transformatory od ponad stu lat działają według tej samej zasady, z drugiej jednak po teleinformatyce to bodajże najprężniej rozwijający się element naszej cywilizacji. I jest to nie tylko kwestia możliwości, jakie dają nowe materiały i technologie, ale przed wszystkim reakcja na bieżące potrzeby i wyzwania przyszłości.
A świat będzie się zmieniał. Coraz szybciej. I tego nie unikniemy. Mało tego, nic na razie nie wskazuje, żeby ludzie chcieli zrezygnować z elektryczności jako podstawowego źródła energii, a wręcz przeciwnie, według Międzynarodowej Agencji Energetyki zapotrzebowanie na energię ma do 2030 roku wzrosnąć dwukrotnie!. Tyle tylko, że podczas jej wytwarzania brudzimy niemiłosiernie środowisko, a przy tym zasoby naturalne kurczą się w tempie zastraszającym. I tego też nie unikniemy. To znaczy tego "kurczenia", bo za ochronę środowiska świat zabiera się dość ostro.
W związku z tym, a także w kontekście nowych regulacji prawnych Unii Europejskiej (pakiet klimatyczny, dyrektywa efektywnościowa) branża energetyczna musi zmierzyć się z koniecznością postawienia na efektywność energetyczną oraz ze znacznie zwiększonym wytwarzaniem energii ze źródeł odnawialnych, co z kolei niesie za sobą rozwój sieci inteligentnych. Brzmi dość banalnie i słychać to przy okazji każdej konferencji poświęconej wyzwaniom współczesnego świata, nikt jednak jakoś nie zastanawia się konkretnie co i kiedy należy zrobić, żeby nadciągającego kataklizmu energetycznego uniknąć.
A że możliwości są, co widać chociażby na przykładzie silników elektrycznych. Szacuje się, że na całym świecie pracuje ich obecnie ponad 300 milionów, a każdego roku liczba ta zwiększa się o 10 proc. Szacuje się też, że pochłaniają dwie trzecie energii, którą zużywa przemysł, odpowiedzialny z kolei za niemal połowę zużycia globalnego. Tymczasem Międzynarodowa Agencja Energetyczna ocenia, iż przy użyciu już dzisiaj dostępnych technologii, takich jak wysokowydajne silniki i napędy, możliwe jest opłacalne zmniejszenie poziomu zużycia energii przez silniki elektryczne o 20-30 proc. Taki poziom oszczędności będzie odpowiadać 10-15 proc. zużycia energii elektrycznej na całym świecie.
Czy w przypadku silników uda się doprowadzić do wprowadzenia tego teoretycznego wyliczenia w naszą rzeczywistość? Wygląda na to, że tak, choć droga, którą wybrali prawodawcy jest raczej propozycją "kija", a nie marchewki". Wprowadza się bowiem kolejne normy efektywnościowe, które wymuszają na producentach oferowanie tylko i wyłącznie coraz bardziej efektywnych silników. Od czerwca tego roku – IE2, od 2015 – IE3 premium, i na razie od niewiadomokiedy – IE4 super premium. Użytkownikom pozostają w tym układzie dwa wyjścia, kupować nowe efektywne silniki, które choć lepsze są bez wątpienia droższe, czy może nie kupować, tylko maksymalnie długo eksploatować stare urządzenia, co prawda nie spełniające norm, ale nie wymagające jednorazowych sporych nakładów inwestycyjnych. Oczywiście pierwsze rozwiązanie summa summarum wyjdzie taniej, bo w cyklu całego życia nowoczesny, efektywniejszy silnik będzie kosztował znacznie mniej, jednak – jak pokazuje doświadczenie – nie wszyscy inwestorzy kierują się podczas podejmowania decyzji rachunkiem ciągnionym. I co wtedy? Kolejny "kij"? Czy może ktoś pójdzie po rozum do głowy i zacznie kusić inwestorów smakowitymi "marchewkami", a możliwości jest całkiem sporo: ulgi inwestycyjne, ulgi podatkowe, zmniejszone opłaty środowiskowe...
PS. A skoro była mowa o silnikach, to na zakończenie mała ciekawostka. Magazyn „Inżynieria i utrzymanie ruchu zakładów przemysłowych” przeprowadził w ubiegłym roku ankietę wśród producentów i użytkowników silników elektrycznych. Wynika z niej, że w rodzimym przemyśle silniki elektryczne najczęściej wykorzystywane są w wentylacji (u 89 proc. ankietowanych), maszynach i urządzeniach (88 proc.), taśmociągach (77 proc.) oraz przeniesieniu napędu (74 proc.). W 60 proc. przedsiębiorstw pracują w windach i podnośnikach, w 54 proc. – w transporcie, a u 48 proc. badanych – w odpylaniu.
Dostawcy informują, że największym popytem cieszą się silniki o mocach 1-5 kW (87 proc. odpowiedzi). Kolejne popularne urządzenia z ich oferty mają moce 5-10 kW, 100-500 W i 0,5-1 kW (po 63 proc. odpowiedzi). Najmniejszym popytem cieszą się urządzenia o mocach 20-100 W oraz 100-500 kW (po 33 proc.).
Ankietowani użytkownicy uważają, że na wybór silników i napędów elektrycznych wpływa przede wszystkim niezawodność i trwałość sprzedawanego produktu (97 proc.), koszty eksploatacji (65 proc.), a także cena zakupu urządzenia (57 proc.). Ponad połowa z nich (54 proc.) ocenia sprawność energetyczną napędu za jeden z najważniejszych parametrów technicznych urządzenia.
Sławomir Dolecki
A świat będzie się zmieniał. Coraz szybciej. I tego nie unikniemy. Mało tego, nic na razie nie wskazuje, żeby ludzie chcieli zrezygnować z elektryczności jako podstawowego źródła energii, a wręcz przeciwnie, według Międzynarodowej Agencji Energetyki zapotrzebowanie na energię ma do 2030 roku wzrosnąć dwukrotnie!. Tyle tylko, że podczas jej wytwarzania brudzimy niemiłosiernie środowisko, a przy tym zasoby naturalne kurczą się w tempie zastraszającym. I tego też nie unikniemy. To znaczy tego "kurczenia", bo za ochronę środowiska świat zabiera się dość ostro.
W związku z tym, a także w kontekście nowych regulacji prawnych Unii Europejskiej (pakiet klimatyczny, dyrektywa efektywnościowa) branża energetyczna musi zmierzyć się z koniecznością postawienia na efektywność energetyczną oraz ze znacznie zwiększonym wytwarzaniem energii ze źródeł odnawialnych, co z kolei niesie za sobą rozwój sieci inteligentnych. Brzmi dość banalnie i słychać to przy okazji każdej konferencji poświęconej wyzwaniom współczesnego świata, nikt jednak jakoś nie zastanawia się konkretnie co i kiedy należy zrobić, żeby nadciągającego kataklizmu energetycznego uniknąć.
A że możliwości są, co widać chociażby na przykładzie silników elektrycznych. Szacuje się, że na całym świecie pracuje ich obecnie ponad 300 milionów, a każdego roku liczba ta zwiększa się o 10 proc. Szacuje się też, że pochłaniają dwie trzecie energii, którą zużywa przemysł, odpowiedzialny z kolei za niemal połowę zużycia globalnego. Tymczasem Międzynarodowa Agencja Energetyczna ocenia, iż przy użyciu już dzisiaj dostępnych technologii, takich jak wysokowydajne silniki i napędy, możliwe jest opłacalne zmniejszenie poziomu zużycia energii przez silniki elektryczne o 20-30 proc. Taki poziom oszczędności będzie odpowiadać 10-15 proc. zużycia energii elektrycznej na całym świecie.
Czy w przypadku silników uda się doprowadzić do wprowadzenia tego teoretycznego wyliczenia w naszą rzeczywistość? Wygląda na to, że tak, choć droga, którą wybrali prawodawcy jest raczej propozycją "kija", a nie marchewki". Wprowadza się bowiem kolejne normy efektywnościowe, które wymuszają na producentach oferowanie tylko i wyłącznie coraz bardziej efektywnych silników. Od czerwca tego roku – IE2, od 2015 – IE3 premium, i na razie od niewiadomokiedy – IE4 super premium. Użytkownikom pozostają w tym układzie dwa wyjścia, kupować nowe efektywne silniki, które choć lepsze są bez wątpienia droższe, czy może nie kupować, tylko maksymalnie długo eksploatować stare urządzenia, co prawda nie spełniające norm, ale nie wymagające jednorazowych sporych nakładów inwestycyjnych. Oczywiście pierwsze rozwiązanie summa summarum wyjdzie taniej, bo w cyklu całego życia nowoczesny, efektywniejszy silnik będzie kosztował znacznie mniej, jednak – jak pokazuje doświadczenie – nie wszyscy inwestorzy kierują się podczas podejmowania decyzji rachunkiem ciągnionym. I co wtedy? Kolejny "kij"? Czy może ktoś pójdzie po rozum do głowy i zacznie kusić inwestorów smakowitymi "marchewkami", a możliwości jest całkiem sporo: ulgi inwestycyjne, ulgi podatkowe, zmniejszone opłaty środowiskowe...
PS. A skoro była mowa o silnikach, to na zakończenie mała ciekawostka. Magazyn „Inżynieria i utrzymanie ruchu zakładów przemysłowych” przeprowadził w ubiegłym roku ankietę wśród producentów i użytkowników silników elektrycznych. Wynika z niej, że w rodzimym przemyśle silniki elektryczne najczęściej wykorzystywane są w wentylacji (u 89 proc. ankietowanych), maszynach i urządzeniach (88 proc.), taśmociągach (77 proc.) oraz przeniesieniu napędu (74 proc.). W 60 proc. przedsiębiorstw pracują w windach i podnośnikach, w 54 proc. – w transporcie, a u 48 proc. badanych – w odpylaniu.
Dostawcy informują, że największym popytem cieszą się silniki o mocach 1-5 kW (87 proc. odpowiedzi). Kolejne popularne urządzenia z ich oferty mają moce 5-10 kW, 100-500 W i 0,5-1 kW (po 63 proc. odpowiedzi). Najmniejszym popytem cieszą się urządzenia o mocach 20-100 W oraz 100-500 kW (po 33 proc.).
Ankietowani użytkownicy uważają, że na wybór silników i napędów elektrycznych wpływa przede wszystkim niezawodność i trwałość sprzedawanego produktu (97 proc.), koszty eksploatacji (65 proc.), a także cena zakupu urządzenia (57 proc.). Ponad połowa z nich (54 proc.) ocenia sprawność energetyczną napędu za jeden z najważniejszych parametrów technicznych urządzenia.
Sławomir Dolecki
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










