Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszty energii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszty energii. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 grudnia 2013

Mikołajowa efektywność

źródło: sxc.hu

Idą święta, a krok za nimi podąża ich komercyjny duch, czyli wszędobylskie Mikołaje, szał zakupów, prezenty i dziesiątki tysięcy świecidełek ozdabiających choinki, latarnie, drzewa domy i podwórka. Nie żebym miał coś przeciwko temu, zimą dni są krótsze, niech więc chociaż przez przez jakiś czas będą radosne, kolorowe i świecące. Ale zachwycając się ogólnokrajową iluminacją doszedłem do wniosku, że ta odrobina wizualnej przyjemności jest jednocześnie gigantycznie prądożerna.

czwartek, 21 lutego 2013

W jedności siła!

Oto prawdziwa siła wolnego rynku. Teraz nikt już nie powinien mieć wątpliwości, że rynek energetyczny kieruje się prawem podaży i popytu. Przykłady pokazują, że dzisiaj na rynku energii elektrycznej klient może negocjować i zyskiwać całkiem przyzwoite warunki. Wystarczy troszeczkę zawalczyć.

czwartek, 31 stycznia 2013

Niemiecka ekologia zaczyna kosztować


Dotychczas mieliśmy niebywałą okazję obserwować bardzo dynamiczny rozwój niemieckiej energetyki odnawialnej. W mojej ocenie bez precedensu w skali świata. Wiatraki rosły jak grzyby po deszczu. Jednak wygląda na to, że deszczowe chmury zaczynają przybierać kolor niepokojąco czarny. Z informacji, jakie znalazłem jakiś czas temu w portalu wnp.pl wynika, że w tym roku niemieckie gospodarstwa domowe zapłacą ok. 250 euro więcej za używanie energii ze źródeł odnawialnych. To podwyżka na poziomie 50 proc.

wtorek, 15 stycznia 2013

Setki milionów za gotowość zadziałania

Chociaż całkiem niedawno utyskiwałem co nieco na temat wywierania presji na użytkowników energii, by byli coraz bardziej efektywni , gwoli sprawiedliwości tym razem muszę przyznać, że wciąż mamy gigantyczne pole do popisu. Oczywiście z góry zastrzegam, że to stwierdzenie nie podważa tezy postawionej w przywoływanym wpisie.

Lodówka z plusami

Za stosowne wyliczenia zabrała się firma doradcza Open Finance. Na podstawie danych z rynku, obliczeń firm energetycznych i własnych analiz przygotowała raport na temat między innymi zużycia energii w gospodarstwach domowych. Wniosek jest oczywisty – niewielkim kosztem mamy szansę zaoszczędzić całkiem sporo energii, a co za tym idzie również pieniędzy.

poniedziałek, 17 września 2012

Szkody milionowe, wykrywalność minimalna

Jest szansa, że będzie lepiej. Co prawda jeszcze się na świecie nie zdarzyło, żeby urzędnicza deklaracja uzdrowiła sytuację, ale zawsze lepsze to niż ciągłe narzekanie, załamywanie rąk i nieustająca bezradność. Bo problem istnieje od zawsze. I od zawsze policja nie daje sobie z nim rady. A sakramentalna, ogłaszana przez sądy, „niska społeczna szkodliwość czynu” zachęca kolejnych – nazywając rzecz po imieniu – ZŁODZIEI i SZKODNIKÓW!

Straty rosną lawinowo

Tak właśnie wygląda u nas problem kradzieży infrastruktury energetycznej. Zresztą dotyczy to także infrastruktury kolejowej i telekomunikacyjnej. Dlatego właśnie trzech państwowych regulatorów postanowiło połączyć siły i uroczyście... podpisać Memorandum. Prezesi Urzędu Komunikacji Elektronicznej, Urzędu Regulacji Energetyki oraz Urzędu Transportu Kolejowego chcą walczyć z plagą kradzieży, głównie kabli, które później znajdują zbyt w punktach skupu metali kolorowych, a których właściciele nie szczególnie interesują się skąd owe 200 czy 300 metrów opalonego z izolacji kabla pochodzi. A powinni się interesować. I zdaje się prawo też coś na ten temat mówi... No, ale wróćmy do Memorandum. – Kradzieże i dewastacje infrastruktury energetycznej stwarzają niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia ludzi, powodują przerwy w ciągłości dostaw energii oraz zwiększają koszty funkcjonowania przedsiębiorstw energetycznych, które później wpływają na wysokość rachunków – podkreśla Marek Woszczyk, Prezes URE. A mówi prezes o niebagatelnych sumach, bo w roku 2010 koszty odbudowania zniszczonych fragmentów infrastruktury – tylko energetycznej – wyniosły 10 milionów złotych. Rok później suma ta osiągnęła już 18 milionów! Krótko mówiąc – straty rosną lawinowo.

Jak przekonać złodzieja

Memorandum to niestety jedynie element kampanii społecznej. Tyle dobrego, że oficjalnie popiera ją Policja, Straż Ochrony Kolei, media i firmy z okradanych branż. Ma powstać plan wspólnych działań. Jednak nie ma co ukrywać, że największe pole do popisu mają tu policjanci, więc z optymizmem (umiarkowanym) można przyjąć osobiste poparcie dla tej inicjatywy Komendanta Głównego Policji, który zobowiązał komendantów wojewódzkich do objęcia szczególnym nadzorem wszystkich spraw związanych z kradzieżą i dewastacją infrastruktury. Dlaczego optymizm jest umiarkowany? Bo statystyki są dla dotychczasowych starań policjantów bezlitosne. Wykrywalność tego typu przestępstw jest na północy i południu kraju jednocyfrowa. Na zachodzie Polski – gdzie skuteczność Policji w tej mierze jest najwyższa – wynosi 13 proc. I z jednej strony rodzi się w takich sytuacjach niewiara w skuteczność tego typu działań, oparta na dotychczasowych doświadczeniach i statystykach. Z drugiej zaś przemożna chęć uwierzenia w możliwość rozwiązania problemu. Memorandum podpisane nawet przez stu prezesów i deklaracja woli najważniejszego policjanta nie są w stanie przekonać złodzieja, że nie powinien kraść. On musi mieć świadomość nieuchronności kary. To jedyna recepta. Ale potraktujmy to, jako krok w dobrym kierunku. A jeśli za nim pojawi się kolejny, i uruchomiona zostanie konsekwentna sekwencja działań, to statystyki za rok 2012 powinny to wykazać.



Sławomir Dolecki


czwartek, 17 maja 2012

Ja też w Poznaniu byłem i kilka rzeczy zobaczyłem!

To była szósta już edycja targów EXPOPOWER i po raz szósty ABB uczestniczyło w tej imprezie. Jak co roku wystawcy prezentowali swoje nowe wyroby i rozwiązania dla klientów, jednak nie to wyróżniało tegoroczną wystawę. Porównując ją z targami sprzed sześciu lat, dostrzegłem wiele zmian dotyczących nie tylko samych targów, ale przede wszystkim szeroko rozumianego rynku energetycznego.

W tym okresie byliśmy świadkami wielu ważnych wydarzeń. Zakończył się proces konsolidacji grup energetycznych, wprowadzono wiele zmian organizacyjnych w tych „nowych” firmach, realnym problemem stały się niedawne jeszcze rozważania na temat wydajności systemu generacji, przesyłu i dystrybucji mocy, a Odnawialne Źródła Energii przestały być przyszłością i stały się naturalnym elementem krajobrazu branży energetycznej. Tegoroczne targi pokazały też, że klienci coraz częściej podejmują tematy, jakich nie spodziewaliśmy się jeszcze kilka lat temu. Z niekłamanym zainteresowaniem pytają o magazyny energii czy systemową automatyzację zarządzania siecią (Smart Grid).
Nie są to oczywiście wszystkie nowe zjawiska, które zaobserwowałem. Ale  uczestników targów zachęcam do podobnego ćwiczenia i próby odpowiedzi na pytanie, jak zmieniła się branża energetyczna w ostatnich sześciu latach. Efekty takich przemyśleń są naprawdę ciekawe.

Nieco później, wracając z Poznania do domu, zastanawiałem się, jak będą wyglądały targi EXPOPOWER i branża energetyczna za kolejne sześć lat. W okolicach Konina doszedłem do oczywistego wniosku, że nie mając kryształowej kuli moje rozważania są bez sensu. Ale mimo to kilkoma wnioskami chciałbym się podzielić.

Integracja, optymalizacja i większe tempo zmian...

Po pierwsze, duże wrażenie zrobiło na mnie wystąpienie prof. Żmijewskiego, jakie wygłosił podczas konferencji zorganizowanej przez ABB, ale jeszcze większe – reakcja słuchaczy na to wystąpienie. Profesor Żmijewski mówił o nieuchronności zmian, jakie muszą nastąpić w polskiej energetyce. Użył nawet słowa rewolucja, z którym skromnie bym polemizował, ale całkowicie się zgadzam, że tempo zmian ulegnie drastycznemu przyśpieszeniu.
Po drugie, jak zwykle z dużym zainteresowaniem wysłuchałem wystąpienia prezesa Artura Różyckiego, który mówił o zmianach zadań, jakie będzie realizowała sieć dystrybucyjna „przyszłości”. Będzie ona pełniła funkcję „integratora” rozproszonych źródeł wytwarzania i „optymalizowała” wytwarzanie i dystrybucję, a to oznacza techniczną rewolucję, której bez wątpienia będziemy świadkami.
Po trzecie wreszcie – a mówił o tym również prezes Różycki – tempo zmian i ich zakres będą nierozerwalnie związane, a nawet determinowane, przez rachunek ekonomiczny prowadzonych procesów inwestycyjnych. To jedno z największych wyzwań dla uczestników rynku po stronie inwestorów, producentów i wykonawców.

Zatem z punktu widzenia procesów makroekonomicznych, jak również operatora sieci, możemy z dużym prawdopodobieństwem mówić o czekającym nas okresie zmian na rynku polskim. Wzrośnie aktywność inwestycyjna, co jest pozytywnym zjawiskiem w czasie dużej niepewności w światowej gospodarce, ale czeka nas również zmiana jakościowa procesów inwestycyjnych. Inwestorzy będą poszukiwać produktów i systemów, które zaspokoją inne niż dotychczas potrzeby, na przykład magazynów energii. Będą wdrażać systemy informatyczne wspierające szeroko rozumiane zarządzanie siecią. Jednocześnie ABB – w tym zmieniającym się środowisku – będzie miała ambicje być aktywnym uczestnikiem przemian na rynku. Będziemy musieli również nauczyć się nowych sposobów rozmowy wewnątrz firmy, komunikowania się z klientami, a przede wszystkim słuchania, i jeszcze raz słuchania, naszych partnerów i rozpoznawania ich nowych potrzeb.

Nowa rola dla eventów

W tym kontekście nową rolę do spełnienia będą miały również imprezy targowe, takie jak EXPOPOPWER. Będą musiały zapewne bardziej przypominać forum wymiany opinii, być miejscem rozmów o nowych produktach i systemach, a nie jedynie miejscem statycznej prezentacji gotowych już rozwiązań. Dla nas oznacza to konieczność wypracowania nowej formuły uczestnictwa w takich spotkaniach, z jasno określonym celem i programem.
To duże wyzwania, ale z entuzjazmem czekam na nadchodzące zmiany, jakim będziemy musieli sprostać wspólnie z naszymi partnerami biznesowymi.

Tomasz Wolanowski - Dyrektor lokalnej Jednostki Sprzedaży Dywizje PP & PS



piątek, 30 marca 2012

Efektywność energetyczna: konieczność czy przywilej


Efektywność energetyczna to temat nieskończenie pojemny. Dotyczy tak wielu aspektów naszego życia, że nie sposób opisać i skomentować wszystkiego, co go dotyczy. Zresztą – jak się okazało – to nie tylko mój problem, bo podczas IV już Forum Efektywności Energetycznej pojawiły się nie tylko zupełnie nowe wątki, ale także... nowe dylematy. No bo czy efektywność równa jest ograniczaniu zużycia energii? No właśnie, ale o tym dalej.

Przywilej czy konieczność?

Społeczna Rada Narodowego Programu Redukcji Emisji (współorganizator Forum) przekonuje, że bez efektywności polska branża energetyczna nie ma szans na rozwój. Ale taka jest ich misja i przyznać trzeba, że doskonale ją realizują. Ale oprócz nich do tej tezy przekonują także inni. Otóż dowiedzieliśmy się na przykład, że efektywność energetyczna jest konstytucyjną powinnością... Prezydenta RP! Dlaczego? Otóż efektywność energetyczna – jak wywodził Olgierd Dziekoński z Kancelarii Prezydenta – jest elementem bezpieczeństwa energetycznego. A bezpieczeństwo energetyczne jest elementem bezpieczeństwa państwa. A za bezpieczeństwo państwa odpowiada Prezydent RP. Zgodnie z konstytucją. Proste? Proste. Dlatego też przedstawiciel głowy państwa podkreślił, że z punktu widzenia strategicznego efektywność energetyczna nie może być jednorazowym działaniem gminy czy przedsiębiorstwa, musi być świadomym, długofalowym i precyzyjnie zaplanowanym działaniem. Na najwyższych szczeblach władzy. Ale ogromne zainteresowanie tematem podkreślił również Jerzy Buzek, przedstawiciel Parlamentu Europejskiego. Podkreślił, że w Unii coraz częściej postrzega się efektywność jako najlepsze i najczystsze źródło energii. To dość ważny wniosek, bo dotychczas efektywność z punktu widzenia Brukseli była KONIECZNOŚCIĄ, być może już wkrótce stanie się PRZYWILEJEM, przysługującym najlepszym i najbardziej operatywnym.

Niezwykle ważnym aspektem sprawy, który dotychczas publicznie przewijał się sporadycznie i przypadkowo, jest konieczność wzmocnienia (o ile nie należy mówić o rozpoczęciu) edukacji. Młodych i starszych. I to pojmowanie edukacji obejmuje również szkolenie specjalistów, którzy za kilka lat będą kształtować nasz rynek. Mało tego. Prof. Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk, zastanawiał się nawet, czy nie powinna to być czwarta podstawa edukacyjna, po nauce czytania, pisania i liczenia.
– Dążenia do większej efektywności energetycznej powoli staje się naszą rzeczywistością, a na pewno będzie codziennością przyszłych pokoleń – uważa prof. Kleiber. – Nie zawsze uświadamiamy sobie, że już dziś temat dotyczy każdego aspektu naszego życia: przemysłu, gospodarstw domowych, transportu publicznego, usług, nawet rybołówstwa.

Odważna teoria

Z efektywnością jest jednak ten problem, że – być może przez brak edukacji – ludzie postrzegają ją jako jedno wielkie ograniczenie. Konieczność gaszenia światła, nie oglądanie telewizji, niedogrzewanie mieszkań, nienadużywanie klimatyzacji, kąpiel w niezbyt gorącej wodzie. Krótko mówiąc życiowy dyskomfort. I prelegenci dyskutowali na ten temat tak zawzięcie, że w pewnym momencie pojawiła się teoria, że efektywność energetyczna wcale nie oznacza... mniejszego zużycia energii. Hmmm, odważna teoria. Ale jak się okazało dość logiczna, bo z punktu widzenia całego systemu energetycznego chodzi o zmniejszenie ilości paliwa potrzebnego do wyprodukowania potrzebnej energii, a co za tym idzie do zmniejszenia emisji CO2. A to można uzyskać stosując urządzenia energooszczędne czy likwidując straty. Ale mimo wszystko Maciej Bando, wiceprezes Urzędu regulacji Energetyki, który wygłosił i obronił tą teorię, podkreślił, że jest ona prawdziwa tylko i wyłącznie w kontekście ustawy o efektywności energetycznej, bo poza tymi regulacjami istnieje jeszcze czysto ludzka odpowiedzialność za środowisko i za planetę, z której chcą też korzystać następne pokolenia. I tu ograniczenie zużycia jest kluczowe.

Dyskusja, przy czynnym udziale nie tylko prelegentów, ale także słuchaczy, tradycyjnie dotyczyła też możliwości, finansów, regulacji prawnych, a także sensowności takich inwestycji. Padła nawet prowokacyjna teza, że być może efektywność energetyczna to najnormalniej na świecie modny gadżet, na który akurat nas po prostu nie stać. I oczywiście, jak zwykle na tego typu zarzuty przygotowany był prof. Krzysztof Żmijewski, sekretarz generalny Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji. Przypomniał, że bez względu na decyzje jakie podejmiemy, pieniądze i tak trzeba będzie wydać. I możemy oczywiście wybudować duży nowy blok energetyczny, spalać w nim węgiel, emitować CO2 i marnować wytwarzaną przez niego energię. A możemy też zainwestować w efektywność energetyczną i czerpać z tego korzyści przez wiele, wiele lat.

Sławomir Dolecki


Afrykańskie bio-paliwo

Owoc Masłosza (źródło: Wikipedia)
W poszukiwaniu kolejnych źródeł czystej energii sięgamy już tak głęboko, że rodzi się podejrzenie o sens tych poszukiwań. Otóż niedawno prezes Urzędu Regulacji Energetyki zakwalifikował kolejne paliwo do biomasy przeznaczonej na cele energetyczne.Wybór padł na... łupiny orzecha Masłosza i wytłoczyny z orzecha Masłosza.
Przyznam, że dałem się zaskoczyć. Żeby palić na skalę przemysłową łupinami orzechów to do głowy by mi nie przyszłoby chyba nigdy. Zacząłem więc poszukiwania. Niestety bezskuteczne. Poza tym, że Masłosz jest drzewem czczonym przez mieszkańców Czarnego Lądu, a zbiory owoców przebiegają zgodnie ze starym afrykańskim rytuałem zwanym Begu, to najrzetelniejsza informacja dotyczy wykorzystania go w przemyśle... kosmetycznym. Udało się też znaleźć informację, że dorosłe drzewo daje co roku 15-20 kg owoców. I nic więcej.
Nie udało mi się ustalić jaka jest produkcja roczna tego orzecha? ile w związku z tym pozostaje łupin i wytłoczyn? jaką wartość energetyczną ma ta biomasa? i ile będzie kosztował jej transport z Afryki? i czy to w ogóle ma sens?

Znalazłem natomiast inne ciekawe pytania na różnych forach energetycznych: „Ciekawe czy ktoś policzył ile energii byłoby z tego mazutu, który zużywa się do sprowadzenia tej biomasy?”, „totalna paranoja...., wozić odpad z Afryki, spalać jako biomasę, generować certyfikaty, ciekawe jaki jest ogólny bilans CO2?”. Na te pytania też nie znalazłem odpowiedzi...

Sławomir Dolecki


piątek, 16 marca 2012

Czy Polacy mają świadomość energetyczną?

Pytanie nie jest ani złośliwe, ani podchwytliwe. Pojawiło się jako reakcja na wizję  wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka. Otóż zapowiedział on kilka dni temu, że wkrótce otworzy się możliwość, by w każdym domu powstała „mikroelektrownia zielonej energii”.
– Nowym kierunkiem działań w dziedzinie energetyki będzie promocja małych projektów energetycznych, wykorzystujących lokalnie dostępne zasoby – powiedział wicepremier.
I powiało optymizmem. Optymizmem przesyconym nieprawdopodobną wiarą w skuteczność najprostszych rozwiązań.
– Promocja mikroinstalacji jest szansą dla Polski na budowanie nowoczesnego i innowacyjnego rynku urządzeń energetyki rozproszonej zarówno dla potrzeb wewnętrznych naszego kraju, jak i na eksport – zaznaczył Waldemar Pawlak.
I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie... rzeczywistość. Bo oddanie dzisiaj wyprodukowanej „w domu” energii do sieci, mimo iż firmy energetyczne mają obowiązek ją przyjąć, jest drogą przez mękę. Każdy właściciel przydomowego wiatraka czy małej elektrowni wodnej mógłby na ten temat opowiedzieć wiele historii. Nie zawsze ciekawych. Oczywiście taką argumentację premier zna, dlatego zaznaczył, że Ministerstwo Gospodarki przygotowało przepisy, umożliwiające sprzedaż energii elektrycznej wytworzonej w mikroinstalacji na zasadach preferencyjnych.

Źródło: ogrzewnictwo.pl


Optymizm rządzących jest godny pozazdroszczenia, ale najlepszym komentarzem jest fakt, że główni zainteresowani, a więc Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych, Towarzystwo Elektrowni Wodnych oraz Stowarzyszeniem Energii Odnawialnej zgłosili łącznie ponad pięćdziesiąt szczegółowych uwag do ustawy o odnawialnych źródłach energii, na którą powołuje się premier Pawlak. Dotyczą one nie tylko kwestii finansowych czy technicznych, ale także prawidłowości zdefiniowana wielu pojęć, a więc rzeczy elementarnych. Towarzystwa te zakwestionowały między innymi brak ułatwień dla inwestycji w tym sektorze, niestabilność warunków ekonomicznych wynikającą z proponowanych rozwiązań oraz ryzyko spadku inwestycji w źródła OZE, które mogą skutkować brakiem spełniania obowiązków wynikających z przyjętych przez Polskę zobowiązań międzynarodowych.
A co ma do tego świadomość energetyczna Polaków? Ano ma, bo przecież minister gospodarki chce, żeby to właśnie statystyczny Kowalski zbudował „mikroelektrownię”. A jak na razie w naszym 40-milionowym kraju ze swojego ustawowego prawa zmiany dostawcy energii skorzystało zaledwie 13 tysięcy gospodarstw domowych. Urząd Regulacji Energetyki nazywa ich „aktywnymi odbiorcami”. A ilu wśród nich zdecyduje się na inwestycje w generatory energii? Czy będzie ich wystarczająco wielu, by stało się to „szansą dla Polski na budowanie nowoczesnego i innowacyjnego rynku urządzeń energetyki rozproszonej”?

Sławomir Dolecki


wtorek, 6 marca 2012

Efektywność w perspektywie czasu

Na łamach wydawanego przez ABB magazynu „Dzisiaj” właśnie ukazał się obszerny artykuł nt. kondycji branży cementowej w Polsce, w tym m.in. stopnia jej technologicznego zaawansowania. Jak się okazuje, ten jeden z najbardziej energochłonnych procesów technologicznych, liczonych ilością energii zużywanej na tonę produktu końcowego, ma się w Polsce bardzo dobrze! Oczywiście sprzyja temu koniunktura na cement stymulowana szczególnie w ostatnich latach inwestycjami w infrastrukturze i budownictwie. Ale czy tylko? Współczesne cementownie to już nie tylko prosta produkcja cementu, która zresztą sama w sobie też nie jest wcale taka prosta. Model biznesowy i rachunek wyników tych zakładów na przestrzeni ostatniej dekady został istotnie rozszerzony m.in. o spalanie ładnie brzmiących „paliw alternatywnych” czyli mówiąc wprost posortowanych śmieci. Choć wprowadzają sporo utrudnień do samego procesu produkcyjnego, same z siebie stanowią dodatkowe źródło energii, a ponadto ich spalanie przynosi realne korzyści finansowe.

Co napędza innowacje?

Cementownia Ożarów
 Ilekroć czytam tego typu informacje zastanawiam się, skąd bierze się taka inwencja? Co powoduje, że niektóre branże gotowe są walczyć o ułamki procentów swojej efektywności energetycznej, szukając pomysłów i inicjatyw poprawy w każdym zakątku swojej technologii albo w jej otoczeniu, podczas gdy inne, nadal gotowe są akceptować swoją „przeciętność” w tym względzie? Myślę, że powodów tego jest kilka. Pierwszym i najistotniejszym wydaje się być postawa właścicieli, udziałowców. To oni stawiają menedżerom coraz to większe oczekiwania, co przy ograniczonych możliwościach podnoszenia cen, zmusza do permanentnego ścigania się z kosztami produkcji, a w tych jak łatwo zauważyć coraz większy udział stanowi przecież energia. Patrząc wyłącznie z perspektywy doraźnych kosztów pojawia się jednak pozorny dylemat – CZASU! Choć dla mnie osobiście jest on wyłącznie pozorny, to jednak nader często spotykam się z przykładami, że problem kosztów w zakładach próbuje się rozwiązywać wyłącznie poprzez tanie zakupy.

Efekty widoczne po czasie...

No dobrze, ale co ma do tego „czas”? Otóż ma i to bardzo dużo! Myślę, że każdy z nas mógłby przytoczyć bardzo wiele przykładów menedżerskich decyzji, które w tych samych okolicznościach były by dalece różne, gdyby podejmować je przy założeniu, że korzyści z nich płynących będziemy oczekiwać w perspektywie pięciu lat, a nie np. roku, dwóch. Niska cena zakupu jest tu i teraz, a na niskie koszty eksploatacji trzeba poczekać. Niestety wielu menedżerów nie chce, albo nie jest im dane, czekać tak długo na efekty swoich decyzji. A szkoda. Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że długi czas to w analizie zwrotu z inwestycji bardzo realne ryzyko. Zgoda! Tyle że jakie jest ryzyko w stwierdzeniu, iż energia w przyszłości będzie jeszcze droższa? A zatem „świadomie określone kryterium czasu” w decyzjach menedżerskich – to czynnik, który moim zdaniem decyduje o wysokiej efektywności energetycznej niektórych zakładów. Jest jeszcze jeden element, może najważniejszy - to umiejętność angażowania menedżerów i załogi na rzecz poprawy efektywności energetycznej. W tradycyjnych organizacjach, gdzie mamy piony marketingu i sprzedaży, inwestycji, produkcji, utrzymania ruchu, finansów, w ramach przypisanych im kompetencji i obowiązków wcale nie tak łatwo jest adresować kwestie efektywności energetycznej. Można nią zarządzać w sposób procesowy, uruchamiać programy na rzecz poprawy, ale by prawdziwie wykorzystać cały potencjał firmy, powinna się ona stać elementem jej DNA - a to wymaga budowania nowych form współpracy i przywództwa .
Myślę, że w przemyśle, podobną zmianę obserwowaliśmy już na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat np. jeśli chodzi o bezpieczeństwo pracy. Często z dość fasadowej, czy wyłącznie proceduralnej, z czasem stała się elementem kultury każdej współczesnej odpowiedzialnej firmy. Podobnie jest z efektywnością energetyczną. Taka zmiana nie dzieje się jednak z dnia na dzień, jako wynik polecenia służbowego. Dla swej skuteczności, wymaga konsekwentnego, pełnego determinacji przywództwa, w którym deklarowana polityka poprawy efektywności energetycznej firmy, przekłada się wprost i bezkompromisowo na podejmowane decyzje i działania operacyjne. Tylko wówczas nikt nie będzie miał złudzeń, że jest traktowana naprawdę serio.

Ktoś mógłby zadać pytanie, a gdzie w tym wszystkim jest technologia, inżynieria? Czy one nie są ważne? Czy w ogóle istnieją, czy są już teraz dostępne? Jak najbardziej! Wiele z nich jest już dostępnych praktycznie na wyciągnięcie ręki, a każdego dnia pojawiają się nowe. Firmy takie jak ABB, oparły wręcz całą swoją biznesową strategię na dostarczaniu urządzeń i usług zorientowanych na poprawę efektywności energetycznej ich klientów. Ich szeroka i zróżnicowana oferta jest tutaj warunkiem koniecznym, lecz nie wystarczającym. Równie ważna jest gotowość i chęć by po nie sięgać!

Cena energii i jej jakość stają się coraz bardziej krytyczne, dlatego nikt już chyba nie wątpi, że najbliższe lata w przemyśle będą upływać właśnie pod znakiem efektywności w tym zakresie. Świadomość tego zjawiska i wyjście mu na przeciw, będą kluczowymi czynnikami warunkującymi sukces większości branż przemysłu, dlatego krok w tym kierunku warto wykonać już dziś. Warto też, aby był on częścią większego biznes planu, który zakłada budowanie wartości firmy w dłuższej perspektywie czasu. Wówczas dopiero widoczne będzie jak bardzo się to opłaca.

Przemysław Tomys - Dyrektor krajowy ds. Serwisu ABB w Polsce



czwartek, 1 marca 2012

Zmienne podejście do prądu stałego

Gdy w sieci pojawiła się informacja o pierwszym na świecie systemie prądu stałego dla statków, zacząłem się zastanawiać nad istotą... prądu stałego. Trochę chyba przyzwyczailiśmy się, że na co dzień mamy do czynienia z prądem przemiennym, a stały jest tak trochę w zapomnieniu. Ba, dla przeciętnego użytkownika energii niemalże nie istnieje. Oczywiście w świadomości, bo przecież każdy z nas korzysta z niego wiele razy dziennie. Ale ta istota prądu stałego zaprzątnęła moje myśli na tyle, że zacząłem szukać informacji, gdzie i dlaczego się go wykorzystuje. Czy huty metali nieżelaznych, gdzie gigantyczne prądy niezbędne w procesie technologicznym wymagają zasilania DC, elektronika użytkowa (zasilacze, ładowarki, piloty) czy szynowa komunikacja publiczna to już wszystko?

Przy okazji natknąłem się na dość ciekawą teorię, którą przytoczę, bo mnie zafrapowała... Otóż niejaka justyna94_15, która przygotowała opracowanie na temat prądu na stronę www.sciaga.pl, napisała:
„Nad tym, czy prąd zmienny jest lepszy od prądu stałego można by długo dyskutować, jednak już sama nazwa faworyzuje prąd zmienny. Zmienność kojarzy się z ruchem, zmianami (na lepsze lub gorsze), stałą aktywność, życie itp. Stałość zazwyczaj kojarzy się z zatrzymaniem, martwotą, bezruchem.”
Ha! Czy komuś poza autorem tych słów przyszło to kiedyś do głowy? Stałość to bezruch! Dobre! Całe szczęście, że z tą teorią nie zapoznali się wcześniej inżynierowie z firmy Myklebusthaug Management, bo zapewne w życiu nie zamówiliby wspomnianego na wstępie pierwszego na świecie systemu zasilania prądem stałym jednostki pływającej. No bo przecież nie było ich zamiarem, by 93-metrowy okręt o załadunku pięć tysięcy ton zastygł bez ruchu przy portowym nabrzeżu. A z ich planów wynika raczej, że ten przybrzeżny statek pomocniczy, budowany obecnie w Norwegii, będzie pracował na najwyższym poziomie efektywności energetycznej. Rozwiązanie energetyczne będzie natomiast kompletnym pokładowym systemem prądu stałego, włączając w to wszystkie systemy zasilania, napędu i automatyki. Według twórców i przyszłego użytkownika będzie też najnowocześniejszy i najbardziej ekologiczny system zasilania na świecie. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do serwisu prasowego ABB i na youtube, gdzie pod hasłem „ Onboard DC Grid” znaleźć można wiele ciekawych materiałów.

Przykład jednostki na, których będą instalowane systemy zasilania prądem stałym

Ale wracając do sedna. Tropiąc prądy trafiłem na dość ciekawą prawidłowość. Rozwojem tej technologii zainteresowana jest przed wszystkim ABB. I zapewne nie robi tego społecznie albo z powodu kultywowania pamięci o Michaelu Faradayu. Przecież nie kto inny, tylko właśnie ta spółka, słynie w świecie z systemów prostownikowych, budowanych zresztą w Polsce. A napędy? Proszę bardzo. Technologia prądu stałego niesie dla nich wiele możliwości, dlatego ABB wciąż inwestuje w ich rozwój. Efektem tych prac jest wprowadzona ostatnio do sprzedaży nowa rodzina przekształtników tyrystorowych serii DCS800. Jest to produkt nowoczesny, bo chociaż zasada działania przekształtników prądu stałego nie zmieniła się od dziesięcioleci, to ich funkcjonalność, interfejs sterowania i koncepcja integracji z systemami nadrzędnymi ulega ciągłej ewolucji. Warto tu też wspomnieć o HVDC, przecież najlepsze systemy przysłania energii na duże odległości wykorzystując właśnie prąd stały.
Może jednak nie jest do końca tak, że ten prąd stały to „martwota i bezruch”. Może wciąż kryje w sobie wiele możliwości, które po prostu trzeba odkryć. Może ochota z jaką świat przeszedł na prąd przemienny jest pójściem na łatwiznę, bo go łatwiej transformować, przesyłać i obrabiać... A przecież każda ciekawostka i nowość związana z DC zaczyna się od słów „najbardziej energooszczędny”, „super efektywny”, „ekologiczny”. A to chyba nie przypadek...

Sławomir Dolecki


czwartek, 22 grudnia 2011

Czy stać nas na nieefektywność?

Zapraszając mnie do udziału w panelowej dyskusji, profesor Żmijewski postawił mi zadanie:
Znajdź tyle MW-atów energii, ile się da, bo w 2016 roku braknie nam w Polsce kilku tysięcy.
Zgodziłem się z profesorem, że lepszym źródłem energii od węgla, gazu jest jej oszczędzanie i podałem kilka przykładów. W sieci dystrybucyjnej straty wynoszą kilka terawatogodzin (ze 150 TWh produkowanych). Część tych strat to zamiana energii na ciepło w transformatorze dystrybucyjnym. Dzisiejsza technologia pozwala na zastosowanie materiałów i rozwiązań konstrukcyjnych redukujących straty własne o 280 W dla przykładowego transformatora o mocy 160KVA.

Łączna moc zainstalowanych transformatorów to ok. 44000 MVA. Wystarczy podzielić i pomnożyć i 70 MVA po wymianie można zaoszczędzić.

To potrwa, bo łącznie mamy w kraju ok. 245 000 szt. zainstalowanych transformatorów.

Polska Grupa Energetyczna, jako pierwsza realizuje już taki program.

Podobny poziom strat występuje w sieci przesyłowej. Tutaj problemem jest moc bierna ograniczająca zdolności  przesyłowe linii HV i oczywiście również powodująca straty. Są dostępne rozwiązania techniczne będące antidotum na te bolączki np. FACTS. Jest to technologia z powodzeniem stosowana w Europie i wierzę, że trafi wkrótce do polskiej sieci przesyłowej.

Straty własne występują w transformatorze mocy, można je obniżyć o 40% (straty jałowe) i o 25% (straty obciążeniowe). Gdybyśmy wymienili te wyprodukowane przed rokiem 2000 na nowe, zredukowalibyśmy straty o ok. 190 MVA. Ziarnko do ziarnka…

Prowadzący panel redaktor zadał mi pytanie:
Ale dlaczego to jest takie drogie?
W odpowiedzi zapytałem o definicję ceny. I podałem przykład silników elektrycznych, które konsumują ok. 65% energii zużywanej przez przemysł, rolnictwo i budownictwo, a te trzy segmenty zużywają ok. 50% wyprodukowanej w Polsce energii.

Jeśli porównamy koszt energii zużytej przez silnik przez całe jego techniczne życie z kosztem samego silnika, to okaże się, że koszt silnika to nie więcej jak 5%.
Jeśli nowoczesny silnik, zgodny ze standardami europejskimi IE2, ma sprawność o ok. 3% wyższą od starych rozwiązań, to różnica w cenie spłaca się bardzo szybko. Jeśli dodatkowo zasilimy silnik przez przemiennik częstotliwości, możemy ograniczyć zużycie energii od 15 do 30%. Trochę matematyki i mamy łącznie o ponad 400 MW zmniejszenia zużycia w skali całej gospodarki.

Potem padło kolejne pytanie:
To o ile można ograniczyć zużycie energii w kraju przez zastosowanie nowoczesnych energooszczędnych technologi?
Bez namysłu odpowiedziałem: do 40%.

Może zbyt optymistycznie, a może nie….?

Mirek Gryszka - Prezes Zarządu ABB Sp. z o.o.


wtorek, 20 grudnia 2011

"Power Ring" jako punkt wyjściowy

Obrodziło u nas ostatnio konferencjami na temat problemów energetyki. Rocznie jest ich co najmniej kilkadziesiąt – od lokalnych, przez targowe, branżowe, aż po ministerialne i unijne. Sprzyja temu nasza prezydencja w UE. Ale trudno się dziwić skoro dla polskiego przewodnictwa we Wspólnocie sprawy polityki energetycznej należą do kluczowych.

Jedną z nich – taką, o której naprawdę warto wspomnieć – była konferencja "Power Ring 2011 − Energy Roadmap 2050. Europejska polityka energetyczno-klimatyczna a polskie cele gospodarki niskoemisyjnej", zorganizowana pod opieką Ministerstwa Gospodarki. Zbiegła się z ogłoszeniem dość ważnego dokumentu unijnego, który z węgla czyni dość niechciane źródło energii. To szczególnie zabolało przedstawicieli naszych koncernów energetycznych, dla których węgiel jest wciąż podstawowym nośnikiem energii i nie wygląda na to, by w ciągu najbliższych dziesięcioleci coś się miało w tej kwestii zmienić. Ale "węgiel a sprawa polska" to zupełnie odrębny temat, któremu zapewne będzie się trzeba w najbliższej przyszłości lepiej przyjrzeć.

Wracając jednak do grudniowego spotkania. Niewiele udaje się zorganizować w naszym kraju publicznych dyskusji z udziałem tak znaczącej liczby znakomitych gości. Obok prof. Jerzego Buzka, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, oraz Philipa Lowe'a, dyrektora generalnego ds. energii w Komisji Europejskiej, mogliśmy wysłuchać opinii ekspertów, naukowców, polityków, ale także praktyków – przedstawicieli koncernów energetycznych, firm dystrybucyjnych, producentów i projektantów urządzeń i systemów dla elektroenergetyki.

Prowadzącym udało się również, co zdarza się niezbyt często na tego typu imprezach, zaszczepić w panelistach ducha prawdziwej, rzeczowej i merytorycznej dyskusji. Prof. Krzysztof Żmijewski, sekretarz generalny Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji, stwierdził, że najpewniejszym i najtańszym źródłem energii jest efektywność energetyczna i ona może przynieść najwięcej korzyści. Wątek podjęto w części poświęconej technologiom, podczas której dr Bartosz Wojszczyk, dyrektor ds. rozwoju technologii Smart Grid z GE Energy żywiołowo (jak na posiedzenie w ministerialnym gmachu) dyskutował z Mirosławem Gryszką, prezesem zarządu ABB. Co ciekawe obaj paneliści mieli za sobą twarde argumenty, obaj je znakomicie uzasadniali i mieli konkretne, poparte liczbami przykłady. W tym czasie relację na żywo oglądało 17 tys. internautów, a zgromadzeni na sali słuchacze aktywnie reagowali. Okazało się, że można o przyszłości energetyki rozmawiać konkretnie i rzeczowo. Mówić o produktach, systemach, zyskach i stratach, koniecznych inwestycjach i ich efektach. Jednak podczas kolejnego panelu Stanisław Tokarski, prezes zarządu Południowego Koncernu Energetycznego, zadał fundamentalne pytanie "ale kto pomoże nam to sfinansować?" i to nieco ostudziło dyskutantów...

Zresztą kwestia finansowania inwestycji w polskiej energetyce to kolejny równie ważny temat wart szerszego przybliżenia. Dlatego dzisiaj potraktujmy "Power Ring" jako świetny punkt wyjściowy do formułowania kolejnych spostrzeżeń na naszą energetyczną rzeczywistość. I będziemy go w najbliższych tygodniach rozkładać na czynniki pierwsze.

Sławomir Dolecki



czwartek, 15 grudnia 2011

Kij czy marchewka?

Energetyka to dość specyficzna branża. Z jednej strony szalenie konserwatywna i niemalże niezmienna, bo przecież prąd od zawsze jest taki sam, a transformatory od ponad stu lat działają według tej samej zasady, z drugiej jednak po teleinformatyce to bodajże najprężniej rozwijający się element naszej cywilizacji. I jest to nie tylko kwestia możliwości, jakie dają nowe materiały i technologie, ale przed wszystkim reakcja na bieżące potrzeby i wyzwania przyszłości.

A świat będzie się zmieniał. Coraz szybciej. I tego nie unikniemy. Mało tego, nic na razie nie wskazuje, żeby ludzie chcieli zrezygnować z elektryczności jako podstawowego źródła energii, a wręcz przeciwnie, według Międzynarodowej Agencji Energetyki zapotrzebowanie na energię ma do 2030 roku wzrosnąć dwukrotnie!. Tyle tylko, że podczas jej wytwarzania brudzimy niemiłosiernie środowisko, a przy tym zasoby naturalne kurczą się w tempie zastraszającym. I tego też nie unikniemy. To znaczy tego "kurczenia", bo za ochronę środowiska świat zabiera się dość ostro.

W związku z tym, a także w kontekście nowych regulacji prawnych Unii Europejskiej (pakiet klimatyczny, dyrektywa efektywnościowa) branża energetyczna musi zmierzyć się z koniecznością postawienia na efektywność energetyczną oraz ze znacznie zwiększonym wytwarzaniem energii ze źródeł odnawialnych, co z kolei niesie za sobą rozwój sieci inteligentnych. Brzmi dość banalnie i słychać to przy okazji każdej konferencji poświęconej wyzwaniom współczesnego świata, nikt jednak jakoś nie zastanawia się konkretnie co i kiedy należy zrobić, żeby nadciągającego kataklizmu energetycznego uniknąć.

A że możliwości są, co widać chociażby na przykładzie silników elektrycznych. Szacuje się, że na całym świecie pracuje ich obecnie ponad 300 milionów, a każdego roku liczba ta zwiększa się o 10 proc. Szacuje się też, że pochłaniają dwie trzecie energii, którą zużywa przemysł, odpowiedzialny z kolei za niemal połowę zużycia globalnego. Tymczasem Międzynarodowa Agencja Energetyczna ocenia, iż przy użyciu już dzisiaj dostępnych technologii, takich jak wysokowydajne silniki i napędy, możliwe jest opłacalne zmniejszenie poziomu zużycia energii przez silniki elektryczne o 20-30 proc. Taki poziom oszczędności będzie odpowiadać 10-15 proc. zużycia energii elektrycznej na całym świecie.


Fabryka silników w Aleksandrowie Łódzkim


Czy w przypadku silników uda się doprowadzić do wprowadzenia tego teoretycznego wyliczenia w naszą rzeczywistość? Wygląda na to, że tak, choć droga, którą wybrali prawodawcy jest raczej propozycją "kija", a nie marchewki". Wprowadza się bowiem kolejne normy efektywnościowe, które wymuszają na producentach oferowanie tylko i wyłącznie coraz bardziej efektywnych silników. Od czerwca tego roku – IE2, od 2015 – IE3 premium, i na razie od niewiadomokiedy – IE4 super premium. Użytkownikom pozostają w tym układzie dwa wyjścia, kupować nowe efektywne silniki, które choć lepsze są bez wątpienia droższe, czy może nie kupować, tylko maksymalnie długo eksploatować stare urządzenia, co prawda nie spełniające norm, ale nie wymagające jednorazowych sporych nakładów inwestycyjnych. Oczywiście pierwsze rozwiązanie summa summarum wyjdzie taniej, bo w cyklu całego życia nowoczesny, efektywniejszy silnik będzie kosztował znacznie mniej, jednak – jak pokazuje doświadczenie – nie wszyscy inwestorzy kierują się podczas podejmowania decyzji rachunkiem ciągnionym. I co wtedy? Kolejny "kij"? Czy może ktoś pójdzie po rozum do głowy i zacznie kusić inwestorów smakowitymi "marchewkami", a możliwości jest całkiem sporo: ulgi inwestycyjne, ulgi podatkowe, zmniejszone opłaty środowiskowe...


PS. A skoro była mowa o silnikach, to na zakończenie mała ciekawostka. Magazyn „Inżynieria i utrzymanie ruchu zakładów przemysłowych” przeprowadził w ubiegłym roku ankietę wśród producentów i użytkowników silników elektrycznych. Wynika z niej, że w rodzimym przemyśle silniki elektryczne najczęściej wykorzystywane są w wentylacji (u 89 proc. ankietowanych), maszynach i urządzeniach (88 proc.), taśmociągach (77 proc.) oraz przeniesieniu napędu (74 proc.). W 60 proc. przedsiębiorstw pracują w windach i podnośnikach, w 54 proc. – w transporcie, a u 48 proc. badanych – w odpylaniu.

Dostawcy informują, że największym popytem cieszą się silniki o mocach 1-5 kW (87 proc. odpowiedzi). Kolejne popularne urządzenia z ich oferty mają moce 5-10 kW, 100-500 W i 0,5-1 kW (po 63 proc. odpowiedzi). Najmniejszym popytem cieszą się urządzenia o mocach 20-100 W oraz 100-500 kW (po 33 proc.).
Ankietowani użytkownicy uważają, że na wybór silników i napędów elektrycznych wpływa przede wszystkim niezawodność i trwałość sprzedawanego produktu (97 proc.), koszty eksploatacji (65 proc.), a także cena zakupu urządzenia (57 proc.). Ponad połowa z nich (54 proc.) ocenia sprawność energetyczną napędu za jeden z najważniejszych parametrów technicznych urządzenia.

Sławomir Dolecki