Pokazywanie postów oznaczonych etykietą e-mobility. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą e-mobility. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 czerwca 2013

Genewski flesz-trolejbus

 Dopiero co pobuszowaliśmy sobie po rynku samochodów elektrycznych, a tu trach! Kolejna ciekawostka. Tym razem jednak namacalna, bo już testowana w warunkach rzeczywistych. A takim konceptom zawsze warto się przyjrzeć, bo – jak pokazuje doświadczenie „amerykańskich naukowców” – w laboratoriach badawczych zawsze wszystko działa bez zarzutu, tylko potem na ulicy jakoś nie chce...


czwartek, 23 maja 2013

Nie jest źle, choć miało być lepiej

Dawno nie podglądaliśmy rynku samochodów elektrycznych, a bez wątpienia dzieje się tam dużo, choć to przecież nowy wschodzący rynek motoryzacyjny. Szczególnie, że w pamięci jeszcze mamy buńczuczne zapowiedzi kilku rządów, iż w kilkuletniej perspektywie – na przykład w Stanach Zjednoczonych czy w Niemczech – liczba pojazdów elektrycznych i hybrydowych przekroczy na drogach milion sztuk. I co?

środa, 2 maja 2012

Auta elektryczne to nie przyszłość... to teraźniejszość

26 marca swoimi spostrzeżeniami na temat samochodów elektrycznych podzielił się na naszym blogu Dariusz Rycaj. Tym, którzy nie mieli do tej pory okazji zapoznać się z tym tekstem polecam lekturę, bo to niezła lekcja historii elektrycznej motoryzacji. Tak, tak. To nie pomyłka. Te rozwiązania, które wciąż rozpatrujemy w kategoriach przyszłości, mają swoją długą historię.

Jednak nie na historii chciałbym się dzisiaj skupić, ale na teraźniejszości. Dariusz Rycaj pisze w swoim tekście, że „w najbliższych latach będziemy świadkami ogromnych zmian w tej dziedzinie”. I ma rację, tylko zapewne nie spodziewał się, że te „najbliższe lata” przyjdą tak szybko. Bo zmiany następują każdego dnia i każdy dzień przynosi coś nowego i zaskakującego.

Urbino Electric - Fot. Adam Stephan/ Arch. ABB

Na przykład całkiem niedawno na ulicach Poznania pojawił się pierwszy w Polsce i jeden z pierwszych na świecie w pełni elektryczny autobus miejski – Urbino Electric. Realny, jeżdżący i całkowicie funkcjonalny. A podkreślenie „w pełni elektryczny” jest o tyle uzasadnione, że od kilku lat w fabryce Solarisa powstają autobusy hybrydowe, spalinowo-elektryczne.Tak..

Swój udział w tworzeniu tego pojazdu miała również firma ABB, dlatego przyjrzeliśmy mu się bliżej. Zainteresowanych tematem odsyłam do kwietniowego wydania kwartalnika „Dzisiaj”. Oczywiście zaraz po lekturze tekstu Dariusza Rycaja...

Czytaj nowy numer magazynu Dzisiaj w wersji online

Sławomir Dolecki


poniedziałek, 26 marca 2012

Czas na samochód elektryczny?

Tematami motoryzacyjnymi interesuje się wiele osób.  Mnie to również zawsze interesowało, ale zainteresowania obracały się w tylko sferze samochodów spalinowych. O autach elektrycznych docierały do mnie od wielu lat różne informacje, ale właściwie nigdy nie brzmiały ekscytująco. Ich parametry były słabsze niż pojazdów spalinowych, estetyka raczej „dziwna” i przekonany byłem, że moment, w którym auta elektryczne będą mogły konkurować na serio z pojazdami spalinowymi jest odległy. Z powodów zawodowych zacząłem w ubiegłym roku przyglądać się możliwościom rozwojowym aut elektrycznych i ze zdumieniem stwierdziłem, że byłem w błędzie.

Jak to się zaczęło...

Samochód elektryczny z fabryki Szpotańskiego  w Warszawie
lata 30 XX wieku
 Zacząłem od sięgnięcia w przeszłość i już tu okazało się, że historia pojazdów elektrycznych jest dłuższa niż mogłoby się wydawać. Pierwsze powstały już w latach 30-tych XIX wieku ! Twierdzę, że ich rozwój był początkowo szybszy niż pojazdów z silnikami spalinowymi. Byłem zaskoczony dowiadując się, że bariera prędkości 100 km/godz. została pokonana jeszcze w wieku XIX przez auto z napędem elektrycznym. Potem nastąpił jednak bardzo szybki rozwój samochodów spalinowych, które wkrótce zdominowały rynek motoryzacyjny i do takiego obrazu świata jesteśmy przyzwyczajeni. Pojazdy elektryczne utrzymały się jedynie w pewnych segmentach związanych z transportem masowym (tramwaje, trolejbusy, kolejowe zespoły trakcyjne), a pojazdy zasilane z baterii w bardzo specyficznych i niewielkich niszach rynkowych - ja pamiętam jeszcze z praktyk studenckich wózki akumulatorowe do transportu wewnętrznego w zakładach produkcyjnych. Pamiętam również jak po kryzysie paliwowym w latach 70-tych ubiegłego wieku zaczęto wracać do koncepcji napędu elektrycznego w powszechnym zastosowaniu w samochodach, jako alternatywa dla silników spalinowych. Obawiano się zbyt dużego uzależnienia od dostaw ropy naftowej, wydobywanej w znacznej części na obszarach niestabilnych politycznie. Rosła też chyba świadomość dużego, negatywnego wpływu rozwoju cywilizacyjnego na środowisko naturalne. Od paru dekad obserwuję jak szereg firm motoryzacyjnych opracowuje i prezentuje, przy okazji targów i wystaw samochodowych, modele z napędem elektrycznym, ale jeszcze do niedawna nie udawało się stworzyć pojazdu, który mógłby konkurować z autem podobnej wielkości napędzanym silnikiem spalinowym.



Współczesny E-CAR

Teoretycznie auto elektryczne ma szereg zalet w porównaniu ze spalinowym konkurentem – jest bardziej ekologiczne (cichsze i nie występuje emisja CO2), napęd elektryczny jest bardziej sprawny (więcej energii można przekształcić w ruch, można też odzyskiwać energię z hamowania), nie ma potrzeby stosowania skrzyni biegów, a koszty energii elektrycznej są też bardziej przewidywalne i stabilne niż ropy naftowej. Jednocześnie widoczne są słabości - stosunkowo niewielki zasięg tych pojazdów (100 – 120 km), a więc konieczność częstego ładowania akumulatorów oraz długi czas takiego ładowania ( 6 – 10 godzin). Jeszcze do lata ubiegłego roku myślałem, że zmiany w tym zakresie zajmą kolejne dekady. Ale byłem w błędzie. Zaczęły pojawiać się pojazdy mogące przejechać nawet kilkaset kilometrów po naładowaniu baterii, jak również okazało się, że powstała technologia szybkiego ładowania (15 – 30 minut). Twierdzę, że obecnie nie ma technicznych barier przeszkadzających we wprowadzeniu do użytkowania samochodów elektrycznych na skalę powszechną. Technologia istnieje i jest przetestowana. To już nie jest odległa przyszłość – to teraźniejszość.

Aby można to zrealizować uważam, że niezbędne są 2 rzeczy jednocześnie: auta elektryczne (określane często z angielska jako EV – electrical vehicles) i infrastruktura. Podobnie jak w przypadku telefonów komórkowych, aparaty bez stacji przekaźnikowych są bezużyteczne, tak EV bez możliwości szybkiego ładowania będą zawsze zepchnięte do roli miejskiego auta-zabawki, o bardzo ograniczonym zastosowaniu. Biorąc pod uwagę fakt osiągnięcia w obydwu tych obszarach takiego zaawansowania rozwoju technologicznego, że funkcjonalność komunikacji opartej o pojazdy elektryczne, zasilanie z baterii, może być porównywalna z funkcjonalnością, do której przyzwyczaiły nas pojazdy z silnikami spalinowymi, nie mam wątpliwości, że w najbliższych latach będziemy świadkami ogromnych zmian w tej dziedzinie. Tworzy to zupełnie nowe możliwości biznesowe, z których skorzysta szereg istniejących podmiotów gospodarczych. Powstaną pewnie nowe firmy, ale to obecny rok jest najlepszym czasem na podjęcie związanych z tym strategicznych decyzji.

Dariusz Rycaj - Dyrektor Lokalnej Jednostki Biznesu Energoelektroniki i Napędów SN w ABB w Polsce


wtorek, 7 lutego 2012

Estonia pokazuje Unii, jak się to robi

 Rynek samochodów elektrycznych nie rozwija się chyba tak dynamicznie, jak życzyliby sobie tego producenci aut i ekologiczny odłam urzędników Unii Europejskiej. Ale Komisja Europejska ma w zanadrzu kolejny pomysł, by „zachęcić” i „zmotywować” użytkowników samochodów do przesiadki na pojazdy elektryczne. Zaproponowano, by do roku 2050 samochody napędzane paliwami na bazie ropy naftowej całkowicie zniknęły z centrów miast. Miałoby to zredukować dwutlenek węgla w transporcie o 60 proc. w porównaniu z rokiem 1990. Cel szczytny, ale metoda jego osiągania po raz kolejny wzbudziła wiele kontrowersji. Przedstawiciele Wielkiej Brytanii uznali wręcz, że pomysł jest porównywalny do legendarnych przepisów regulujących stopień zakrzywienia bananów...
A tu nagle okazuje się, że można inaczej. Pokazała to całej Unii niewielka Estonia. Rząd tego kraju rozpoczął (PRAKTYCZNIE) realizację narodowego planu rządowego redukcji emisji dwutlenku węgla. Zaczęło się od wyposażenia pracowników socjalnych w całym kraju w samochody elektryczne 507 Mitsubishi i-MiEV. We wrześniu ubiegłego roku urzędnicy zlecili montaż stacji ładowania prądem przemiennym w budynkach władz miast i jednocześnie zaoferowali dopłaty w wysokości do 50 proc. dla prywatnych nabywców stacji ładowania.

Teraz przyszedł czas na kolejny krok. Tym razem milowy. Niedawno rozstrzygnięto tam przetarg na na budowę infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych obejmującą cały kraj, w pełni finansowaną przez państwo. To największy dotychczas kontrakt tego typu w Europie. Przetarg wygrało konsorcjum złożone z trzech firm: ABB, G4S i NOW! Innovations. ABB dostarczy stacje i zadba o serwis, G4S zapewni wsparcie pierwszej linii dla klienta, natomiast NOW! Innovations rozwiązania dotyczące płatności. Estoński rząd chce zainstalować stacje szybkiego ładowania na wszystkich terenach zurbanizowanych, gdzie zamieszkuje co najmniej 5 tys. mieszkańców. Na głównych drogach mają być zainstalowane co każde 50 kilometrów. To plan, który nie ma żadnego punktu odniesienia na świecie, bo nikt jeszcze takiego projektu nie stworzył nawet na papierze!
Wszystkie stacje systemu Terra ładujące prądem stałym rozpoczną pracę jeszcze w tym roku. I jeśli okaże się, że w ciągu najbliższych lat w Estonii nastąpi znaczący wzrost liczby aut elektrycznych na drogach, będzie to niewątpliwie silny sygnał dla europarlamentarzystów, że ludzi nie trzeba straszyć zakazami i nakazami, wystarczy ich po prostu skutecznie zachęcić i dać szansę z tej zachęty skorzystać.

Więcej informacji:
ABB wygrywa kontrakt na największą w Europie sieć szybkiego ładowania pojazdów elektrycznych

Sławomir Dolecki